|
|
| Wiadomość wydrukowana ze stron: turystyka.wp.pl | |
W okolicach zamku Szczerba koło Międzylesia można spotkać ducha młodzieńca i jego ukochanej.
- Jakieś dziesięć lat temu spotkałem go pierwszy raz - wspomina Piotr Knesicki, wiceburmistrz Międzylesia. - Wówczas nie wiedziałem, że w tych okolicach pojawia się duch. Zadziwiające było, że zjawa przemówiła do mnie, choć nie miała głowy - dodaje samorządowiec.
Nieszczęsna dziewczyna drżała na myśl o zbliżającym się mariażu, bo swoje serce, a może i cnotę, oddała młodzieńcowi pochodzącemu z Różanki. Młodzian widywał ją zatem regularnie, a na wieść o zbliżającym się ślubie ukochanej postanowił działać. Młodzi doskonale wiedzieli, że przekonywanie ojca do rezygnacji z połączenia losu córki z Panowicą nie ma najmniejszego sensu, dlatego postanowili uciec przez Góry Bystrzyckie do przyjaciół i pobrać się w sekrecie.
Głębosz, gdy zaczął podejrzewać zdradę dziecka, postanowił wysłać krnąbrną córkę do klasztoru. Butny pan nie wierzył, że ktokolwiek może mu się sprzeciwić. Ufny w posłuszeństwo domowników, Jan ze Szczerby wyjechał na polowanie razem ze swoim przyszłym zięciem. Podczas wędrówek po lesie licho szepnęło mu do ucha, że jest głupcem i powinien lepiej pilnować domu. Rozgniewany pan ruszył co koń wyskoczy ku szlakowi wiodącemu do zamku i zaczaił się razem z sąsiadem w oczekiwaniu na pojawienie się zbiegów. Młoda para wyjechała z warowni dopiero pod osłoną nocy i trafiła wprost w pułapkę. Głębosz w napadzie furii chciał zabić giermka, więc rzucił w stronę nadjeżdżających oszczepem. W ciemnościach uśmiercił jednak córkę. Gdy dostrzegł, jaką popełnił zbrodnię, w szale pognał za giermkiem. Jan dopadł nieszczęśnika w gęstym lesie, pod wysokim świerkiem, a dogoniwszy go, jednym cięciem miecza skrócił młodzieńca o głowę.
Tak oto wymarł ród dzikiego Jana, który oszalał i potem został rozbójnikiem. Jego dom został spalony podczas wojen husyckich i zamku nigdy nie odbudowano, choć Szczerba kryje przeklęte bogactwa zbójnika. Od śmierci kochanków w okolicy zamkowych ruin dzieją się dziwne rzeczy. Każdej nocy słychać tam tętent konia, a z mgieł wyłania się bezgłowy jeździec. - Ci, którzy nie znają legendy, myślą, że słyszeli biegnącego jelenia - wyjaśnia Piotr Knesicki, który spotkał jeźdźca trzykrotnie, zawsze późną jesienią. - Jak upiór przystaje, aby nakarmić lub napoić konia, można się mu przyjrzeć i wysłuchać jego opowieści - dodaje pan Piotr.
Tędy do zamku
Do zamku można dojechać, kierując się z Bystrzycy Kłodzkiej do Różanki drogą nr 33, a następnie na Kudowę-Zdrój drogą wojewódzką nr 389. Zamek jest położony na południe od Gniewoszowa. Można też ruszyć do Gniewoszowa od strony Międzylesia. Ruiny znajdują się ok. 8 km od centrum miasta. W lesie jest niewielki parking i drogowskaz, a do ruin wiedzie niebieski szlak turystyczny.
Postać jeźdźca bez głowy zdobi też urokliwy kościółek św. Antoniego we wsi Lasówka koło Zieleńca. Na jednej ze ścian wmurowano kamienną podobiznę upiora.
W okolicy Szczerby są też ruiny zamków: Karpień, Homole, oraz warownia w Bardzie Śląskim.
Na nocleg można się zatrzymać w zamku w Międzylesiu, który jest odrestaurowany i przystosowywany do przyjęcia gości. W samym miasteczku również można zobaczyć kilka zabytkowych obiektów, w tym domy
tkaczy.
Odczaruj moce
- Jeźdźca można odczarować - twierdzi Bogusław Stecki, który od 30 lat pracuje jako lokalny przewodnik.
- Wystarczy za nim podążyć pod wysoki świerk, gdzie młodzieniec zginął. Moc wyzwalającą ducha z przekleństwa będzie miała osoba, która wychowa się w kołysce z drewna tego świerku - wyjaśnia.
Również córka Jana pojawia się w ruinach zamku. Wedle legendy pani ukazała się kiedyś młodzieńcowi z Różanki i poprosiła go o modlitwę, która mogła ją wyzwolić. Modlący się musiał być jednak osobą uczciwą. Wieśniak żarliwie modlił się za panią w klasztorze, ale niestety po drodze zerwał owoce, które nie były jego własnością.
Polecamy w wydaniu internetowym: wroclaw.naszemiasto.pl
Elżbieta Węgrzyn
Oficjalne wydanie internetowe www.polskatimes.pl