Prawie wszyscy autorzy piszący o zbójnictwie podkreślają fakt życzliwego przyjęcia, jakiego doznawali zbójnicy od pasterzy, nawet w sytuacji, gdy ci ostatni padali ofiarą ich działalności. Była to okazja do hucznej zabawy, której koszty ponosili goście. Zbójnictwo było zjawiskiem tak powszechnym, że w niektórych rejonach Karpat bacowie mieli prawem zwyczajowym zagwarantowane usprawiedliwienie ubytków w stadzie i mieniu. Często z tego korzystali i niejednokrotnie uszczuplali zasoby szałasu na konto zbójników.
Pomijając szczególne wypadki, takie jak konieczność szybkiego pochodu, wyjątkowo trudne warunki atmosferyczne czy konieczność specjalnie starannego ukrywania się, posiłki przyrządzano zazwyczaj raz dziennie, najczęściej wieczorem na ognisku, w ciągu dnia spożywając suchy prowiant i znalezione po drodze płody leśne. Przyrządzaniem posiłku zajmowali się wszyscy wspólnie, z wyjątkiem harnasia, który nie brał w tym udziału.
Do najbardziej charakterystycznych potraw zbójnickiego jadłospisu należało tzw. zbójnickie mięso tj. specjalnie przyrządzone mięso baranie. Opis przyrządzania zbójnickiego mięsa znajduje się m, in. w pamiętniku Simplicissimusa węgierskiego. Pisze on, że zbójnicy, z którymi przez jakiś czas przebywał, gotowali baraninę w mleku z szafranem i korzeniami. Maria Steczkowska pisze też o zbójnikach podhalańskich, że gotowali w mleku barana, którą to potrawę za największy uważają przysmak.
Ponieważ przygotowanie tej potrawy wymagało sporo czasu i odpowiednio dużego naczynia, w terenie przyrządzano ją jedynie podczas dłuższego pobytu na hali. Barana lub owcę zabierano bacy ze stada. Jeśli baca, u którego zbójnicy odpoczywali i gotowali posiłek, był ich przyjacielem, zdarzało się, że owcę czy barana zabierali z innych hal. Chodziło tu o to, aby nie narażać zaprzyjaźnionego bacy na szkody wynikłe z ubytku w stadzie. Wprawdzie tego typu szkody były usprawiedliwione, bo straty w stadzie na halach nie należały do rzadkości (także z innych przyczyn, jak najście niedźwiedzia czy wilków, choroby itp.), jednakże zbyt częste takie przypadki u jednego bacy mogły wywołać różne podejrzenia, w tym również i takie, że sprzyja zbójnikom. Potwierdzenie podejrzeń groziło bacy odpowiedzialnością sądową, zaś zbójnikom utratą sprzymierzeńca i bazy na hali. Poza halą wypadki przyrządzania zbójnickiego mięsa były sporadyczne. Dokonywano tego czasami w karczmie, zapewne jedynie wtedy, gdy karczmarz był zaprzyjaźniony ze zbójnikami, stąd mogli się u niego dłużej bezpiecznie zatrzymać. Zbójnickie mięso gotowano zazwyczaj w kotle do warzenia żętycy. Przyrządzano je w następujący sposób: owcę lub barana rozcinano na pół, a w wypadku dużej dorosłej sztuki ćwiartowano, dodawano płuca i wątrobę, czasem Starannie wypłukane jelita, a następnie gotowano w słodkim mleku lub żętycy dodając masła lub śmietany.
Mięsa innych zwierząt np. pochodzącego z polowania, nigdy nie przyrządzano w ten sposób. Mięso upolowanych zwierząt pieczono nad ogniskiem - nabijano niewielkie kawałki na koniec noża i tak opiekano w ogniu lub pieczono całą sztukę na drewnianym rożnie. Ryby pieczono nabite na patyk lub koniec noża. Jaja ptaków spożywano surowe lub, jak relacjonują najstarsi informatorzy, zagrzebywano je w gorącym popiele i w ten sposób pieczono.