Nieszczęsna dziewczyna drżała na myśl o zbliżającym się mariażu, bo swoje serce, a może i cnotę, oddała młodzieńcowi pochodzącemu z Różanki. Młodzian widywał ją zatem regularnie, a na wieść o zbliżającym się ślubie ukochanej postanowił działać. Młodzi doskonale wiedzieli, że przekonywanie ojca do rezygnacji z połączenia losu córki z Panowicą nie ma najmniejszego sensu, dlatego postanowili uciec przez Góry Bystrzyckie do przyjaciół i pobrać się w sekrecie.
Głębosz, gdy zaczął podejrzewać zdradę dziecka, postanowił wysłać krnąbrną córkę do klasztoru. Butny pan nie wierzył, że ktokolwiek może mu się sprzeciwić. Ufny w posłuszeństwo domowników, Jan ze Szczerby wyjechał na polowanie razem ze swoim przyszłym zięciem. Podczas wędrówek po lesie licho szepnęło mu do ucha, że jest głupcem i powinien lepiej pilnować domu. Rozgniewany pan ruszył co koń wyskoczy ku szlakowi wiodącemu do zamku i zaczaił się razem z sąsiadem w oczekiwaniu na pojawienie się zbiegów. Młoda para wyjechała z warowni dopiero pod osłoną nocy i trafiła wprost w pułapkę. Głębosz w napadzie furii chciał zabić giermka, więc rzucił w stronę nadjeżdżających oszczepem. W ciemnościach uśmiercił jednak córkę. Gdy dostrzegł, jaką popełnił zbrodnię, w szale pognał za giermkiem. Jan dopadł nieszczęśnika w gęstym lesie, pod wysokim świerkiem, a dogoniwszy go, jednym cięciem miecza skrócił młodzieńca o głowę.
Tak oto wymarł ród dzikiego Jana, który oszalał i potem został rozbójnikiem. Jego dom został spalony podczas wojen husyckich i zamku nigdy nie odbudowano, choć Szczerba kryje przeklęte bogactwa zbójnika. Od śmierci kochanków w okolicy zamkowych ruin dzieją się dziwne rzeczy. Każdej nocy słychać tam tętent konia, a z mgieł wyłania się bezgłowy jeździec. - Ci, którzy nie znają legendy, myślą, że słyszeli biegnącego jelenia - wyjaśnia Piotr Knesicki, który spotkał jeźdźca trzykrotnie, zawsze późną jesienią. - Jak upiór przystaje, aby nakarmić lub napoić konia, można się mu przyjrzeć i wysłuchać jego opowieści - dodaje pan Piotr.