Miasto rozrywkiNiegdyś Bułgaria kojarzyła się z rodzinną wyprawą maluchem po słońce dla ubogich. Dziś lądując w hotelu w Słonecznym Brzegu trafiacie w sam środek nieustającej, kosmopolitycznej zabawy, nieskrępowanego relaksu i niezakłóconego lenistwa. Cały Słoneczny Brzeg, jak i inne bułgarskie kurorty, jest podporządkowany turystom. W Słonecznym Brzegu w zasadzie nikt nie mieszka na stałe. W zimie hula tu wiatr. W lecie tętni życiem przeszło 600 nowoczesnych hoteli, restauracje, tawerny, sklepy, kramy, puby, dyskoteki. Na ulicach pomiędzy hotelami ograniczono ruch samochodowy dlatego wszystkie ulice tworzą wielką sieć deptaków. Wieczorami co chwilę przetaczają się nimi całe pochody imprezowiczów z flagami ulubionych klubów, nie piłkarskich, ale tanecznych. Niezliczonym restauracjom i klubom dorównuje chyba tylko liczba salonów tatuażu. Jakby każdy przybysz do Bułgarii nie pragnął nic innego jak wyjechać stąd z pamiątką na własnej skórze.
Las Vegas WschoduSłoneczny Brzeg jest nazywany Las Vegas Wschodu. Nie ma w tym żadnej przesady. Wieczorem zapalają się wszystkie neony, a właściciele knajpek podkręcają głośniki. Całe miasto jest nastawione na zabawę. Na jednym rogu zobaczysz tańczące dziewczyny w kusych strojach wabiące klientów, na przeciwnym właśnie wystrzeliwują z gigantycznej procy-bangee kolejnego odważnego, który po chwili wygląda w górze jak zmaltretowany manekin szarpany na wszystkie strony. Za chwilę dajesz się skusić na drinka zawieszonego w wielkiej tubie na szyi i ze słomką na tyle długą, że możesz pić w czasie spaceru. Mijasz bar tlenowy, uśmiechasz się przy magiku, który właśnie kroi na trzy części gibką asystentkę, i trafiasz do kolejnego baru, który kusi cię siedzeniami w różowym modelu cadillaca z 1955 roku. Zamawiasz najpierw zielony drink, potem czerwony. Kolejnych atrakcji już możesz nie pamiętać, a były przecież jeszcze quady na plaży, dwuosobowa kapsuła wystrzeliwana w powietrze, zaklinacz węży, strzelnica, jazda na szalonym byku. Kasyna też są, jak przystało na „Las Vegas”.
Wakacje EuropyMinęły czasy, gdy Bułgaria był celem wyjazdów tylko dla mieszkańców wschodniej Europy. Teraz na plaży i w barach spotykają się Anglicy, Szwedzi, Holendrzy, Niemcy no i oczywiście sporo Rosjan, Czechów, Słowaków, Serbów i naszych rodaków. Bułgarzy nauczyli się podstawowych zwrotów w każdym z tych języków i nie ma problemu z porozumiewaniem się. Poza tym, akurat dla nas jest to wyjątkowo proste, bo bułgarski brzmi całkiem znajomo. I nawet słynne kiwanie głową na tak i nie, odwrotnie niż u nas, już chyba zostało przez Bułgarów opanowane. Nie ma z tym problemu. A jeśli mało ci samych bułgarskich atrakcji to bardzo popularne są jedno lub dwudniowe wyjazdy do tureckiego Stambułu – oferty znajdziesz dosłownie na każdym rogu.