Ministrowie transportu 27 krajów członkowskich UE zatwierdzili w czwartek umowę "otwartego nieba" z USA, która przyniesie całkowitą liberalizację ruchu lotniczego nad Atlantykiem i zmusi linie lotnicze do konkurowania o pasażerów i obniżek cen biletów. Odłożyli jednak jej wejście w życie o pięć miesięcy.
Wolna konkurencja i wejście nowych przewoźników na trasy zarezerwowane dotąd dla narodowych linii przyniesie same korzyści - przekonuje Komisja Europejska. Według jej obliczeń w ciągu pięciu lat rynek połączeń transatlantyckich zwiększy się o 44 proc., przybędzie 26 mln pasażerów, a po obu stronach Atlantyku powstanie 80 tys. miejsc pracy. Zyski dla konsumentów mają przekroczyć 12 mld euro.
Obniżkę cen biletów może spowodować to, że do USA będą mogli latać wszyscy europejscy przewoźnicy z każdego miejsca w Unii. Tak samo będzie w drugą stronę, czyli amerykańskie samoloty będą mogły lądować na wybranych lotniskach w UE.
"Wskutek zwiększenia konkurencji możemy spodziewać się spadku cen biletów" - mówi PAP rzecznik prasowy Urzędu Lotnictwa Cywilnego Katarzyna Krasnodębska. Zgadza się z nią ekspert rynku lotniczego z Zespołu Doradców Gospodarczych "TOR" Adrian Furgalski.
W tej chwili połączenia są regulowane dwustronnymi porozumieniami między USA i poszczególnymi państwami - członkami UE. W porozumieniach uwzględniono tylko niektórych przewoźników uprawnionych do wykonywania połączeń na trasie UE-USA. Powoduje to nierówne traktowanie poszczególnych linii lotniczych.
Krasnodębska uważa, że na niższe ceny trzeba będzie jakiś czas poczekać. "Ewentualna obniżka zależy od liczby nowych przewoźników, którzy wejdą na polski rynek po zawarciu porozumienia" - wyjaśnia. Według niej może to nastąpić najwcześniej w sezonie zimowym 2007-08.
Zdaniem Furgalskiego, liberalizacja spowoduje, że na trasach z Polski do USA będą latać nowi przewoźnicy. Mogą to być tzw. tanie linie. Obecnie monopolistą jest LOT. Samolotami narodowego przewoźnika można polecieć z Warszawy i Krakowa do Nowego Jorku i Chicago.
Jak zauważa Furgalski, również któryś z liderów przewozów transatlantyckich: British Airways (BA) lub Lufthansa może uruchomić połączenia z Polski do USA. Jego zdaniem, bilety na tych trasach mogą początkowo potanieć o 30 proc., a potem nawet więcej.
Przedstawiciel Lufthansy w Polsce, Dorota Szostek, uważa, że proponowana umowa o otwarciu rynku, to pozytywny sygnał. "To pierwszy krok we właściwym kierunku jeśli chodzi o rozwój lotnictwa na świecie" - dodaje.
Andrzej Kozłowski z zespołu prasowego PLL LOT ocenia, że dzięki możliwości uruchamiania połączeń przez nowych przewoźników "można się spodziewać zwiększonej konkurencji i większej liczby tańszych ofert przewozowych między Polską i USA".
Jak informuje Kozłowski, LOT nie spodziewa się wzrostu liczby pasażerów w związku z liberalizacją. Ograniczeniem liczby pasażerów są sprawy wizowe i możliwości sprzętowe firmy, a nie ograniczenia polsko - amerykańskiej umowy, która obecnie reguluje komunikację lotniczą między Polską i USA.
W wyniku układu ma być stworzony Transatlantycki Otwarty Obszar Lotów (ang. Transatlantic Open Aviation Area), dzięki czemu dowolny przewoźnik europejski i amerykański będzie mógł oferować loty na wybrane lotniska w Europie lub USA bez konieczności uzgadniania tego z rządem danego kraju.
Liberalizacja przewozów, jak prognozuje KE, może w okresie 5 lat spowodować wzrost rzędu 26 mln dodatkowych pasażerów, obniżkę cen biletów i stworzyć 80 tys. nowych miejsc pracy. Wartość transatlantyckiego rynku lotniczego szacuje się na ok. 9 mld funtów rocznie.
Ruch lotniczy w Unii Europejskiej i Stanach Zjednoczonych stanowi 60 proc. globalnego transportu powietrznego.
Ostatnio KE podpisała taką umowę z Chile. Podobne porozumienia Unia ma z 16 innymi krajami, w tym z Chorwacją, Ukrainą, Marokiem, Libanem, Singapurem i Australią. Podobne porozumienie jest planowane również z Kanadą.
(PAP)