Śladem Wandy Sportowy cel: pierwsza na Makalu – został osiągnięty. Wanda Rutkiewicz, pierwsza Polka na Mount Evereście i K2, nigdy się tam nie wspinała. Wspomnienie o Wandzie, zaginionej piętnaście lat temu gdzieś pod szczytem Kanczendzangi, przyszło na myśl wraz z majaczącym w oddali widokiem potężnej góry. – Choć wiele razy spierałyśmy się, to chciałabym przypomnieć jej wielkie górskie osiągnięcia. Podjąć wyprawy jej śladem i wspólnie z Darkiem Załuskim nakręcić o niej film – snuje plany pani Anna. Od rodziny Wandy Rutkiewicz uzyskała zgodę na takie przedsięwzięcie.
Realizację pomysłu miała zacząć tej wiosny od Kanczendzangi. Nie było jednak żadnej wyprawy, do której polska ekipa mogłaby dołączyć i w ten sposób zmniejszyć koszty drogiego zezwolenia, uprawniającego do zdobywania góry. Ten etap planu został więc przełożony na przyszły rok, zaś najpierw, w sześcioosobowym składzie (liderka, Jerzy Natkański, Dariusz Załuski, Jacek Teler, Jarek Żurawski i Olaf Jarzemski) wyruszą na K2. – To był największy sukces Wandy: była pierwszą kobietą, która stanęła na wierzchołku – przypomina Czerwińska. U stóp góry stanie baza, z której najpierw skierują się na zbocza Broad Peaku – dwunastej z najwyższych gór świata (8047 m). Następnie, po uzyskaniu odpowiedniej aklimatyzacji, zmierzą się z K2.
Słowo się rzekło W warszawskim mieszkaniu pani Anny widać, że wkrótce wyrusza na wyprawę. Piętrzą się paczki z prowiantem, sprzętem, ekwipunkiem. Zanim jednak zacznie się pakowanie, himalaistka musi położyć się w szpitalu. Jest dawcą szpiku. Podjęła to zobowiązanie po szczęśliwym powrocie z Everestu, gdzie cudem ocaliła życie. – Słowo się rzekło – mówi i choć czas nagli, odkłada wszystko, zamykając się na kilka dni w klinice. – Może dzięki temu K2 okaże się łaskawsze – wspiera nadzieją najbliższe plany. – K2 to góra mojego życia – tak mówiła, gdy rozmawiałyśmy dwa lata temu, kiedy dla „Poznaj Świat” kreśliłam piórem jej portret („PŚ” nr 10/2005). – Jeśli K2 będzie równie łaskawe jak Makalu i gdy uda się wyprawa na Kanczendzangę, to do pełnej kolekcji himalajskich gigantów zostaną mi tylko cztery niższe: Annapurna, Dhaulagiri, Manaslu i Gaszerbrum I. Wówczas nic mnie nie powstrzyma, by sięgnąć po Koronę Himalajów.
Źródło: Dorota Kobierowska / Poznaj Świat