Jak Kenia to na safari! Jest to coraz dostępniejsza przygoda. Trzeba jednak wiedzieć, że przez większą część dnia życie na sawannie toczy się niezmiernie leniwie. By zobaczyć w akcji drapieżniki trzeba zjawić się w parku o świcie. Safari najlepiej udają się w parkach narodowych. Wstęp do tych najbardziej znanych kosztuje 30 dol. za dzień. Kenijskie parki nie są ogrodzone. Zwierzęta mogą swobodnie przemieszczać się po całym ich terenie, opuszczać go i wracać. Turyści muszą przestrzegać surowych reguł: nie wolno im wysiadać ze swych jeepów, nie wolno podjeżdżać bliżej niż na 15 metrów do zwierząt, najwyżej trzy samochody mogą stać przy jednym zwierzęciu, nie dłużej niż 10 minut i z wyłączonym silnikiem. Korowody blaszanych pudełek obserwowane są uważnie, acz z wyrozumiałym spokojem przez prawdziwych gospodarzy sawanny - lwy, słonie, zebry, gnu, żyrafy. Wyjazd na safari można zorganizować dwojako: poprzez biura turystyczne lub samemu. Wyjazd z biurem to niewątpliwa wygoda: zapewnione noclegi, posiłki, transport (częściej jednak minibusem niż jeepem). Nocuje się w namiotach, ale te nie mają wiele wspólnego z naszymi kempingami i nazywają się lodge. Rozłożone w luksusowe obozowiska z basenami, kortami, kilkoma restauracjami i barami, w namiotach są prysznice z gorącą wodą. Ceny są wysokie i mogą dochodzić do 300 dol. za dobę. Wieczorem obsługa wyrzuca ochłapy mięsa na oświetloną polanę przed tarasem drink-baru, aby goście przy swych stolikach mogli obserwować podchodzące dzikie zwierzęta.
Jezioro Wiktorii
Jezioro Wiktorii, olbrzymi zbiornik wodny w sercu Afryki, odkryto szukając źródeł Nilu. W początkach XIX wieku mijało 300 lat od odkrycia Ameryki, a na mapach Afryki znany "od zawsze" Nil wciąż zaczynał się wielką białą plamą. Wszystkie ekspedycje do źródeł Nilu posuwające się w górę jego nurtu kończyły się niepowodzeniem. Dopiero Burton i Speke, angielscy podróżnicy, spróbowali dotrzeć do źródeł poruszając się wprost z wybrzeża środkowej Afryki wgłąb lądu. I udało się. Kiedy Speke zobaczył taflę jeziora Wiktorii ciągnącą się aż po horyzont natychmiast ogłosił, że znalazł źródło Nilu. Wywołało to ostre spory naukowców. Kolejni badacze, m.in. słynny David Livingstone, próbowali potwierdzić tę teorię. Ostatecznego dowodu dostarczył Henry Morton Stanley, który okrążył Jezioro Wiktorii i stwierdził, że wypływa z niego tylko jedna rzeka, i musi to być początek Nilu. Wycieczkę nad jezioro po stronie kenijskiej najłatwiej zorganizować z miasteczka Kisumu. Spacer prowadzi do wioski Luo. Mieszkańcy, plemię Luo, trudnią się łowieniem i suszeniem małych rybek. Rybki oczywiście nazywają się Luo.
Kakamega – las równikowy
Las Kakmega to przykład gwinejsko-kongijskiego lasu równikowego. Czterysta lat temu dżungla ciągnęła się wszerz przez całą Afrykę od wschodu na zachód. Jedynym pozostałym do dziś w Kenii fragmentem tej pierwotnej dżungli jest Las Kakamega. W ciągłym półmroku żyją setki gatunków ptaków, węży, motyli, małp. W szybie nieczynnej kopalni złota gnieżdżą się setki nietoperzy, wśród nich pies młotogłowy, o rozpiętości skrzydeł dochodzącej do 1 metra. Jedyna możliwość noclegu w lesie to Forrest Rest House. To dość prymitywny dom na palach.
Nairobi jest stolicą bardziej europejską niż afrykańską. Przynajmniej pod względem zabudowy. Najlepiej byłoby je ominąć ze względu na szerzącą się przestępczość, kradzieże i cwaniactwo. Ale się nie da. Stąd odjeżdża komunikacja do każdego zakątka Kenii. Tu załatwia się wizy do sąsiednich krajów i wynajmuje samochód lub organizuje safari. Nairobi zostało założone ponad 100 lat temu przez Brytyjczyków, w miejscu ponurym i podmokłym, na styku granic terytoriów Masajów, Kikuju i Kamba. Powstało podczas budowy kolei wschodnioafrykańskiej jako obóz dla tysięcy hinduskich robotników i szybko rozrosło się w milionową metropolię. W centrum miasta lśnią tafle szkła i stali ścian biurowców, błyszczą fasady banków i drogich hoteli.