WP

Anita Demianowicz - jak przeżyłam koniec świata

Samotna kobieta w egzotycznej podróży - brzmi niewiarygodnie, wręcz szokująco. Jednak Anita Demianowicz od lat udowadnia, że nie tylko jest to możliwe, ale też może przynosić wiele satysfakcji. Rozstała się z korporacją, zostawiła w domu męża i samotnie ruszyła na pięć miesięcy do Ameryki Środkowej. Zwiedziła Gwatemalę, Honduras, Salwador i Meksyk. Taki był początek jej wielkiej podróżniczej przygody. Do dziś Anita na listę odwiedzonych miejsc wpisała pięć kontynentów.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Anita Demianowicz - jak przeżyłam koniec świata
(Anita Demianowicz)
WP

WP: Przez wiele lat prowadziłaś ułożone życie bez zbędnych szaleństw. Stała praca dawała ci zbyt mało satysfakcji?
Przez pięć lat pracowałam w korporacji. I choć zajęcie było zadowalające pod względem finansowym, nie czułam się szczęśliwa. Od poniedziałku do piątku wykonywałam tę samą pracę i w taki schemat nigdy nie mogłam się wpasować. Obserwowałam, jak inni spełniają swoje marzenia o podróżowaniu. Chciałam iść ich śladem, bo zwiedzanie świata od zawsze było moją pasją. Wiedziałam, że muszę coś z tym zrobić, dlatego w pewnym momencie zaczęłam odkładać pieniądze na długą podróż do Ameryki Środkowej.

WP: Ale przecież wcześniej podróżowałaś, zwiedzałaś inne kraje.
Owszem, podróżowałam, ale zwykle były to krótkie wakacyjne wyjazdy z mężem. Czasami były to podróże rowerowe po Polsce i Europie, innym razem dalsze wypady na Maderę czy do Egiptu.

WP: Kiedy więc nastąpił przełom?
Postawiłam na przygodę i postanowiłam wziąć udział w Międzynarodowych Mistrzostwach Autostopowych, które zawiodły mnie i moją koleżankę do Dubrownika w Chorwacji. Zaraz potem był autostopowy wyjazd do Hiszpanii. Te doświadczenia uświadomiły mi, że w podróży bez większych problemów potrafię poradzić sobie sama. Wcześniej oparciem dla mnie był mój mąż, który na dobrą sprawę od początku do końca organizował nasze wspólne wyjazdy, i na którym polegałam. Jednak, gdy go nie było, świetnie potrafiłam zorganizować sobie podróż. To było dla mnie motywujące.

WP

WP: Do tego stopnia, że postanowiłaś wyruszyć w samotną podróż do Ameryki Środkowej?
Dokładnie tak. Nie oznacza to jednak, że nie było we mnie lęku i obaw. Przed tą pierwszą daleką podróżą bałam się ogromnie. Zaraz po wylądowaniu w Gwatemali zadzwoniłam do męża i powiedziałam, że to była najgłupsza rzecz, jaka kiedykolwiek przyszła mi do głowy. Kiedy to usłyszał, chciał przebukować mi bilet, ale nie chciałam polec na samym początku. Wiedziałam, że muszę kontynuować to, co zaczęłam. W Gwatemali poszłam na kurs hiszpańskiego, bo nie znałam tego języka. Mieszkałam u miejscowych, którzy nie mówili po angielsku, więc nauka szła mi dość szybko. Zresztą ludzie są tam wyjątkowo przyjaźni. Żyłam jak oni, jeździłam lokalnymi środkami komunikacji, uczyłam się i zwiedzałam.

WP: Zabytki?
Nie lubię zwiedzać zabytków. No chyba, że są to miejsca, które naprawdę należy w życiu zobaczyć. Kocham za to naturę i włóczęgi. Lubię docierać w miejsca, którymi mogę cieszyć się w ciszy, bez zbędnego gwaru. Zachwyca mnie bajeczna i bujna przyroda, taka jak w parkach narodowych w Hondurasie. Unikam miejsc zatłoczonych, chociaż podczas pierwszej wizyty w Ameryce Środkowej w 2012 roku zależało mi na tym, aby 21 grudnia dostać się do Tikal *w Gwatemali. To tu, w dawnej stolicy państwa Majów i właśnie tego dnia, miał nastąpić zapowiadany przez nich *koniec świata. Koniec świata nie nastąpił, ale rzeczywiście było tłoczno. Później, już na bieżąco, zadecydowałam, co chcę robić dalej i gdzie jechać. Każdy dzień przynosił coś nowego i ciekawego.

WP: Jakie było najciekawsze odkrycie? *
Ta podróż rozbudziła we mnie ogromną *
miłość do wulkanów
. Uwielbiam się na nie wspinać i zawsze szukam możliwości odpowiedniego trekkingu. Szczególnie polecam Santa Maria w Gwatemali i Santa Ana w Salwadorze.

WP: Nie zawsze jest jednak bezpiecznie. A może się mylę?
Salvador, w którym byłam, jest na drugim miejscu w rankingu najniebezpieczniejszych krajów świata. Jednak, kiedy się tam wybierałam, nie nabijałam sobie głowy negatywnymi myślami. Chyba tylko raz znalazłam się w sytuacji, która mnie przeraziła. Na plaży zaczepiła mnie grupa agresywnych mężczyzn. Uciekłam. Na szczęście bardzo szybko biegam. Oczywiście w krajach, w których panuje kultura macho, kobiety muszą być przygotowane na ciągłe zainteresowanie ze strony mężczyzn. Ja jednak, poza tym jednym przypadkiem, nigdy nie czułam dyskomfortu w podróży. Zwykle spotykam ludzi życzliwych i bezinteresownych. Czy to za granicą, czy w Polsce, samotnie podróżującej kobiecie wiele osób chce pomóc. Zdarzało się, że dbano o mnie jak o córkę. Kiedy w ubiegłym roku wybrałam się na dwutygodniowy tour rowerem wzdłuż wschodniej granicy Polski, gdzieś na odludziu coś użądliło mnie w wargę. Zaczęłam puchnąć w zastraszającym tempie. Najpierw pomogły mi dwie panie w wiejskim sklepie, a zaraz potem zaopiekował się mną jeden z
miejscowych mężczyzn. Była niedziela, a on zawiózł mnie ponad 20 km do lekarza, a potem do swojego rodzinnego domu, gdzie się mną zajęto. Ludzie są z natury dobrzy, warto mieć do nich zaufanie.

WP

WP: Wiele osób uważa, że tego typu podróżowanie jest bardzo drogie. Jak jest w rzeczywistości?
Zależy jak się podróżuje. W moim przypadku najdroższe są bilety na samolot. Podczas pierwszej samotnej podróży, gdy poza domem byłam ponad pięć miesięcy, poza kosztami biletów samolotowych, wydałam na życie w sumie 11 tys. zł. Wydaje się dużo, ale przecież chodziłam do szkoły i często się przemieszczałam. Jadłam tam gdzie miejscowi i spałam tam, gdzie noclegi kosztują grosze. Wiele się nauczyłam, dlatego druga wyprawa w tamten region była już tańsza. Zwiedziłam Panamę, Kostarykę i Nikaraguę. Wcześniej kupiłam bilet w promocyjnej cenie. Trzymiesięczny koszt wyprawy zamknął się w kwocie 6 tys. zł wraz z biletem lotniczym. A kiedy postanowiłam wyruszyć tylko do Panamy, kupiłam bilet w promocji za 1200 zł, drugie tyle wydałam na sam pobyt. Czy niecałe 2,5 tys. zł za pięciotygodniową wyprawę do Ameryki Środkowej to dużo? Chyba nie.

WP: Co ci daje samotne podróżowanie? *
Przy podróżowaniu z kimś zawsze ma się ten luz psychiczny, że druga osoba może pomóc, o coś zadbać. *
Samotna wyprawa pozwala zrozumieć samego siebie
. To też ogromny sprawdzian samodzielności i otwartości na obcych. Dzięki podróżowaniu zyskałam przede wszystkim wiarę w siebie i swoje możliwości. Nigdy nie podejrzewałam, że wyruszę gdzieś sama, że będę się błąkać po dżunglach, jeździć stopem, spać u obcych ludzi.

WP: Ile czasu w ciągu roku jesteś w drodze?
W domu nie ma mnie zwykle jakieś pół roku.

WP: Rozumiem, że zaraz czeka cię kolejna podróż? *
Właśnie *
jestem w trakcie realizowania projektu Rowerowe Jamboree
. To rowerowa sztafeta z Polski przez Europę, Azję Mniejszą, Bliski Wschód, Azję Centralną, Chiny, aż do Japonii. Niemal dwanaście tysięcy kilometrów podzielonych jest na dziewięć etapów. W sumie siedem miesięcy w drodze, począwszy od stycznia tego roku. Ja brałam udział w drugim etapie, w którym jechały wyłącznie kobiety. Nie było łatwo. Mróz, deszcz, zawieruchy nie sprzyjają jeździe na rowerze, na dodatek ja kocham kraje, w których temperatura nie spada poniżej 20 stopni. Nauczyłam się za to, jak samodzielnie naprawić rower. Zawsze więc są jakieś plusy. Teraz przygotowuję się do piątego etapu sztafety. Pojadę między innymi do Turkmenistanu. Zapowiada się ciekawa podróż.

WP

Tekst: Marta Legieć

_ O swoich podróżach Anita Demianowicz pisze na blogu banita.travel.pl _

Polub WP Turystyka
WP
WP
WP
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.
WP