WP Turystyka

  
Polecane
Tematy

Dzisiaj Australia, za trzy dni Afryka. Życie w chmurach uzależnia

"Kiedy raz spróbowało się chmur, już zawsze będzie się spoglądać w ich kierunku, gdziekolwiek wiatr nas poniesie" - mówi Marietta Wasilewska, która pracuje jako stewardesa w arabskich liniach lotniczych i lata m.in. na najdłuższej komercyjnej trasie. Nam opowiedziała o tym, jak skandynawski spokój zamieniła na życie pełne niespodzianek.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Marietta jako stewardesa pracuje od lipca 2016
Marietta jako stewardesa pracuje od lipca 2016 (www.facebook.com/polishyoureyes)

WP: Podobno przypadki się nie zdarzają, ale ty zostałaś stewardesą przez przypadek?
Marietta Wasilewska: Przez kilka lat mieszkałam w deszczowej i wietrznej Danii, pracowałam w fitnessowym startupie, rozwijałam powoli swoje skrzydła. Proszę mnie źle nie zrozumieć, Kopenhagę kocham całym sercem, ale bardzo męczyłam się ciągłym brakiem słońca, jeżdżeniem rowerem do pracy, kiedy było jeszcze ciemno i padało, oraz z pracy w taką samą pogodę. Czułam, że muszę coś zmienić, bo oszaleję. Duńskie hygge ma też swoją drugą stronę – antydepresanty, o których raporty szczęścia nie wspominają. Tak więc, stanęłam przed wyborem znalezienia czegoś nowego. Tylko los wie, co by mnie czekało, gdybym wtedy nie podjęła tej decyzji. W pochmurne styczniowe popołudnie moja koleżanka Urszula napisała mi, że jedne z największych linii lotniczych mają dzień otwarty w Kopenhadze. Dwa dni później ubrana na galowo przechodziłam jeden etap rekrutacji za drugim. Doszłam do końca, zostałam zaproszona na rozmowę końcową następnego dnia. Nie chciałam tego, nie wierzyłam, że się uda. Poza tym, ten świat był dla mnie tak odległy, że nie potrafiłam sobie wyobrazić jak moje życie mogłoby wyglądać po tak ogromnej zmianie. 6 tygodni później odebrałam telefon z Dubaju z informacją o tym, że się dostałam, przeprowadzam się z 4 tygodnie.

Dalej się broniłaś przed myślami o wielkiej zmianie?
Pamiętam jak dziś, że to była niedziela, dzień wcześniej świętowaliśmy czyjeś urodziny. Usiadłam na podłodze w kuchni i myślałam: "co ja takiego robię". Zadzwoniłam do siostry, powiedziałam, że dostałam tę pracę, po czym ona przytaknęła i powiedziała: "dobrze, super". Na co ja odparłam: "za 4 tygodnie przeprowadzam się do Dubaju". Zatkało ją, bo chyba myślała, że baza będzie w Polsce! Wahałam się, załatwiałam wszystkie sprawy krok po kroku, ale przez cały czas myślałam o tym, że dobrze mi tu, bezpiecznie, wygodnie. Z drugiej jednak strony, kocham przygody, nie potrafię być zbyt długo w jednym miejscu.

Bądźmy szczere, znalazłaś zawód idealny dla siebie. Teraz liczysz miejsca na świecie, które udaje ci się odwiedzać czy juz straciłaś rachubę?

Nie liczę. Niektórzy zbierają magnesy, ja zbieram zdjęcia i przepiękne wspomnienia. Dzięki tej pracy udało mi się odwiedzić Afrykę, Amerykę Północną i Południową, Australię, Nową Zelandię, Azję i naszą przepiękną Europę. Skupiam się raczej na tym, aby rzeczywiście coś poznać, dużo obserwuję, mało mówię, nie jestem raczej duszą towarzystwa, a podróżując lubię spędzać czas sama ze sobą.

Na Facebooku otwierasz się jednak. Prowadzisz profil Polish Your Eyes - o życiu stewardesy, czyli o twoim życiu. Podsumowując rok latania napisałaś, że to uzależnia. Co najbardziej?

W moim przypadku to chyba jednak możliwość bycia w wielu miejscach na świecie. Najbardziej ekscytuję się lotami do Azji, bo ich kultura jest tak inna od naszej. Mimo że rzadko mogę z nimi porozmawiać, bo istnieje jakaś tam bariera językowa, to zawsze czuję niesamowitą gościnność i pomoc. Pamiętam, kiedy w Tokio zgubiłam się z moimi siostrami. Wszystkie uliczki wyglądały dokładnie tak samo, nie miałyśmy mapy, ani działających telefonów. Zatrzymałyśmy starszego Japończyka wracającego do domu z zakupami. Nie rozumiał ani słowa, ale wiedział, że potrzebujemy pomocy. Znałyśmy tylko nazwę naszego hotelu. Bez wahania ruszył w kierunku hotelu, przewodził nam drogę przez 30 minut, na koniec ukłonił się w pas i odszedł. Właśnie od takich doświadczeń się uzależniam, od miejsc, od ludzi, od pozytywnych emocji. Ta praca dostarcza dużo pozytywnych, jak i negatywnych emocji, ale należy znaleźć dobre strony, balans, jakąś stałą, do której codziennie się wraca. Bywa bardzo ciężko. Dzisiaj Australia, za trzy dni Afryka, ale z czasem organizm się przyzwyczaja, jeśli znajdzie się sposób, aby o niego zadbać.

Sytuacje niemiłe, przykre, takie o których chciałoby się zapomnieć, to też twoja codzienność?
Zdarzają się sytuację, kiedy ktoś na mnie krzyknie, bo ma zły humor, albo jest zmęczony. Zdarza się, że ktoś nie rozumie, że siedzenie jednak musi być wyprostowane przy lądowaniu. Tu trzeba mieć anielską cierpliwość, nie każdy ją ma, ale da się jej nauczyć. Teraz, takie sytuacje mnie już nie wzruszają. Ludzie podróżują z różnych powodów, i nie zawsze są to wakacje. Musimy być wyrozumiali. Niektórzy na pokład wchodzą z uśmiechem na twarzy, inni cali we łzach. Pamiętam, kiedy do kuchni przyszła zapłakana kobieta i opowiadała o narzeczonym, z którym leci. Okazało się, że ma sądowy zakaz zbliżania się do niej, ale ta zakochana chciała dać mu ostatnią szansę i wybrała się z nim na wakacje. Pytała co ma zrobić. Po wielu miesiącach latania nauczyłam się, że jeśli ktoś nie odpowie mi "dzień dobry", nie oznacza to, że jest z natury niemiły, może ma gorszy dzień, problemy, albo wydarzyło się coś, co sprawiło, że dzień dobrym najzwyczajniej nie jest.

Zostawmy trudne chwile. Gdybyś miała wymienić najlepsze lub najbardziej ekstremalne zdarzenie, jakie spotykało cię dzięki tej pracy, to wskazałabyś bez wahania na…?

Najlepsze? Spełnianie marzeń! Na moje 26 urodziny obejrzałam Chicago na Broadwayu. W pierwszych miesiącach pracy leciałam paralotnią nad Rio de Janeiro, karmiłam żyrafy w Nairobi i widziałam leżącego na drodze lwa, który nie pozwalał nam włączyć silnika samochodu. W tym samym roku obserwowałam świecące robaki w jaskiniach Nowej Zelandii czy kangury w Perth zjadające kwiaty z nagrobków. Jeśli chodzi o ekstremalne sytuacje, to na szczęście nie zdarzyło się nic niebezpiecznego. Wydaje mi się, że powoli granice ew tej pracy po prostu się przesuwają, mamy na co dzień tyle dostarczanych wrażeń, że tracą one na swojej ekstremalności, ale na pewno nie na znaczeniu.

Ale ekstremalna jest na pewno podróż na najdłuższej komercyjnej trasie, na której miałaś okazję już lecieć. Czy do takiego lotu trzeba się jakoś specjalnie przygotować?

Lot z Dubaju do Auckland to rzeczywiście najdłuższy lot komercyjny, ale nie wydawał się, aż tak długi. Stewardesy zawsze mają coś do zrobienia, ktoś się rozchoruje, ktoś zemdleje, ktoś chce napić się herbaty, ktoś inny drinka. Jeśli chodzi o przygotowania, na pewno trzeba się wyspać, mamy dni wolne przed lotem i po. Na najdłuższych lotach samoloty są wyposażone w specjalne pomieszczenia, w których śpimy, zazwyczaj znajdują się one na końcu samolotu. Nikt nas nie widzi, a wszyscy ustawiają się przed drzwiami myśląc, że prowadzą do toalety. Jak długo śpimy, zależy od tego, jak długo trwa lot i ile jest załogi.

Latasz po całym globie i pewnie nieraz zdarzyło ci się spotkać na pokładzie Polaków?

Spotykam, praktycznie na wszystkich trasach. Zawsze są to bardzo pozytywne reakcje, jestem ciekawa skąd są i dlaczego podróżują, może czegoś potrzebują. Bardzo dużo podróżujemy, jesteśmy bardzo odważnym narodem. Im więcej podróżujemy, tym więcej się uczymy, tym bardziej wiemy, co chcemy osiągnąć, co lubimy, a czego nie. W efekcie stajemy się bardziej otwarci na nowości. Potrzebujemy tego w naszym kraju, dlatego zawsze cieszy mnie widok rodaków w najbardziej odległych zakątkach świata.

Zobacz, jak szkolą stewardesy:

0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.