WP Turystyka

  
Polecane
Tematy

Karol Werner - rowerem przez Kaukaz i Bliski Wschód

Rower jest bezsprzecznie najpopularniejszym pojazdem na świecie. Nie ma się co dziwić, że moda na ten pojazd szturmem zdobyła polskie miasta i ulice, promując zdrowy styl życia i ekologię. Jednoślady stały się też ulubionym środkiem lokomocji podróżników, którzy właśnie dzięki nim spełniają swoje marzenia o docieraniu w miejsca dalekie i egzotyczne. Również Karol Werner wymyślił sobie, że świat będzie poznawał na rowerze. O tym, jak dlaczego, i w jaki sposób przemierzył tereny, do których niewiele osób dociera na jednośladzie, napisał w książce "Kołem się toczy. Przez Kaukaz i Bliski Wschód". Swoje wyprawy i spostrzeżenia opisuje też na nagradzanym w prestiżowych konkursach blogu "Kołem Się Toczy", na którym stara się przekonywać, że niezależnie od kraju pochodzenia, ludzie wszędzie są tacy sami, mają podobne marzenia, zmartwienia, plany na przyszłość.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Karol Werner - rowerem przez Kaukaz i Bliski Wschód
(Piotr Sitnik)

Karol Werner wymyślił sobie, że świat będzie poznawał na rowerze. O tym, jak, dlaczego i w jaki sposób przemierzył tereny, do których niewiele osób dociera na jednośladzie i gdzie był prawdziwą atrakcją dla mieszkańców, napisał w książce "Kołem się toczy. Przez Kaukaz i Bliski Wschód". Swoje wyprawy i spostrzeżenia opisuje też na nagradzanym w prestiżowych konkursach blogu "Kołem Się Toczy", na którym stara się przekonywać, że niezależnie od kraju pochodzenia, ludzie wszędzie są tacy sami, mają podobne marzenia, zmartwienia, plany na przyszłość.

WP: Jeżdżenie rowerem po Polsce, a nawet po własnym mieście, jest dla niektórych nie lada wysiłkiem. Skąd pomysł na podróż na jednośladzie przez Kau­kaz i Bli­ski Wschód ?

Jakoś tak wyszło. Jeszcze kilka lat temu wystarczało mi moje miasto. Później stwierdziłem jednak, że nie ma co tracić czasu wakacyjnego na kręcenie się ciągle po tych samych drogach i trzeba uderzyć gdzieś dalej. Początkowo padło na Alpy, później była Ukraina, Białoruś, Bałkany, a kiedy i Europa stała się już trochę za ciasna, postanowiłem wybrać się właśnie do Azji. Zapakowałem rower do samolotu i wraz z nim doleciałem do Gruzji, potem jeździłem już po tamtejszej okolicy.

WP: Przejechałeś ponad sie­dem tysięcy kilo­me­trów. Jakie kraje odwiedziłeś?

W podróż wybrałem się ze znajomym. Tutaj trzeba uściślić, że rowerem przejechaliśmy 4000 kilometrów, zaś pozostałe z konieczności, przez chorobę i brak czasu, pokonaliśmy busami i autostopem. Oczywiście towarzyszyły nam rowery. Odwiedziliśmy w ciągu niespełna 2 miesięcy Gruzję, Armenię, Iran, Irak (Kurdystan) oraz Turcję.

WP: Dlaczego akurat taka trasa? Spodziewałeś się, że czeka cię na niej więcej przygód niż na przykład w Europie Zachodniej?

Bardzo interesuje mnie ten region świata. Nie o przygody chodzi, ale o możliwość poznania innych krajów, ludzi, innej kultury. Przygody są efektem ubocznym takich wyjazdów.

WP: Znaczna część książki poświęcona jest ludziom mieszkającym na Zakau­ka­ziu i Bli­skim Wscho­dzie. Czym cię urzekli?

Zgadza się. To właśnie ludzie najbardziej interesują mnie w podróży. Ich problemy, radości, opinie. To jak żyją, o czym marzą, co sądzą o swoim kraju albo o Zachodzie. Zdecydowanie najbardziej urzekła mnie gościnność i otwartość tych ludzi. Pomimo nierzadko trudnych warunków, licznych niedostatków, często uśmiech nie znika im z ust, a gotowi są dzielić się nawet tą przysłowiową „ostatnią kromką chleba”, mimo że w ogóle się tego od nich nie oczekuje.

Podziel się

Palangan, Irański Kurdystan, fot. Karol Werner

WP: Iran czy Irak koja­rzą nam się z dys­kry­mi­na­cją i ter­ro­ry­stami. Próbujesz obalić ten mit i udowodnić, że ta opi­nia jest nie­spra­wie­dliwa.

Czy Norwegia kojarzy nam się z chrześcijańskimi ekstremistami? Wcale! A przecież tam właśnie jeden z nich imieniem Anders Breivik zabił 77 osób w ataku terrorystycznym. Negatywna opinia o krajach muzułmańskich jest niestety smutnym efektem manipulacji opinią publiczną. Terroryści to jednostki, jednak wydaje się, że mało kto zdaje sobie z tego sprawę. Zazwyczaj jedynymi informacjami płynącymi z Bliskiego Wschodu są właśnie informacje o atakach terrorystycznych, ciężko się więc dziwić, że nic o tych ludziach nie wiemy, a pierwszym skojarzeniem jakie przyjdzie nam do głowy, kiedy usłyszymy „muzułmanin”, „Irakijczyk” czy „Irańczyk” jest terrorysta! Jeśli chodzi zaś o dyskryminację, jest to temat na osobną dyskusję. Trzeba pamiętać, że to zupełnie inna kultura, której my bardzo często zwyczajnie nie rozumiemy, a którą negatywnie oceniamy, bazując na swoich zwyczajach, tradycji i kulturze.

WP: Ile prawdy jest w tym, że na Bli­skim Wscho­dzie przybysz znad Bałtyku jest atrakcją równą niedźwiedziowi na Krupówkach?

Oj sporo. Jeśli ten przybysz jedzie w dodatku na rowerze, to nie sposób uciec od ciekawskich spojrzeń. Kilkadziesiąt razy dziennie byliśmy pozdrawiani przez różnych ludzi, co chwila ktoś pytał nas o pochodzenie i równie często na odchodne prosił o pamiątkowe zdjęcie. Były dni, że nie mogliśmy przejechać bez przerwy 3 kilometrów, bo co chwila ktoś nas zatrzymywał. Nawet bezpośrednio podczas jazdy, z wnętrza samochodu robiono nam zdjęcia! Nie żeby było to czymś złym, jednak z czasem bywało to męczące i musieliśmy ratować się ucieczkami.

WP: Miewałeś też bliskie spotkania z policją, które nie zawsze kończyły się miło.

Bez przesady, zwyczajne, kontrolne przetrzepanie sakw! Tak to czasem bywa, kiedy jedzie się do niestabilnego kraju, jakim jest Irak.

WP: Sporo czasu spędziłeś w drodze. Jak wyglądał twój dzień?

Taki typowy dzień jazdy niewiele różni się od zwyczajnego, wakacyjnego dnia. Trzeba wstać, coś zjeść, obrać kierunek zwiedzania, zobaczyć jak najwięcej, następnie znaleźć jakiś nocleg i pójść spać. Ja tylko dorzucam do tego zestawu najlepszy na świecie środek transportu, jakim jest rower!

WP: W jednej z recenzji twojej książki przeczytałam, że ona nie zaskakuje, ale inspiruje. Takie było twoje założenie?

Pomyślmy przez chwilę. Co może być zaskakującego w książce podróżniczej? Jeśli byłaby to podróż rowerem na księżyc, to i owszem, byłoby to zaskoczenie. Domeną lektur podróżniczych, reportaży jest jednak opisywanie zastanej na miejscu rzeczywistości, przedstawianie ciekawych faktów na temat danego kraju i koniec końców, najczęściej zachęcenie do odwiedzenia go. Jeśli ludzie twierdzą, że lektura jest inspirująca i dzięki niej być może zmienili zdanie o muzułmanach, albo kupili rower i wybrali się w podróż na własną rękę, to bardzo się cieszę!

Rozmawiała Marta Legieć.

0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.