Trwa ładowanie...

Madagaskar. Tomek na czerwonej wyspie

Nie jest to typowa książka podróżnicza ani reportaż. To opowieść o byciu na miejscu. Poznajcie książkę Tomasza Owsianego, w której opisuje swoje wyjątkowe doświadczenia z pobytu na Madagaskarze.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Madagaskar. Tomek na czerwonej wyspie
(angelo lano - Fotolia.com)

Oto młody filolog i tłumacz jakimś zrządzeniem losu ląduje w katolickiej misji gdzieś w madagaskarskiej głuszy, gdzie ma uczyć języka francuskiego. Pracuje zatem, podróżuje, a przede wszystkim wrasta w lokalną społeczność, poznając malgaskie realia pełne sprzeczności: piękno przyrody w sąsiedztwie smrodu i brudu, bogactwo ziemi i nędza jej mieszkańców, prosta mądrość oraz niewiarygodne absurdy.

Przygląda się, obserwuje i jest obserwowany, a jego świadomość białego człowieka powoli ulega przeobrażeniu. Jak sam zauważa, początek książki mówi o pierwszych próbach odnalezienia się w fascynującym, cudacznym i przytłaczającym wszechobecną innością świecie, o próbie ustalenia, co jest normalnością. Końcowy rozdział opowiada o samotnej wyprawie na wschód kraju, już oswojonego, zaprzyjaźnionego, bardziej „swojego”, niż ciasna, plastikowa i jakoś bardzo odległa Europa…

Jest to zatem książka o odkrywaniu Madagaskaru. O nowych pejzażach, zapachach, impresjach i twarzach. O kompleksach miejscowych, o łapówkarstwie, o kontraście dwóch światów, o języku malgaskim i o „żywej wodzie z cycka”. O niespokojnym śnie i przenikaniu natury, o muzyce i o miękkości lemurzych łapek. O podejściu do śmierci, o sile plotek i o prowincjonalnej moralności. O wyjątkowości bycia nauczycielem.

Slot

O długiej drodze na północ z kozami na dachu, o nienawiści do psów i o kopalniach szafirów. O klątwach, czarownicach i olbrzymach, o docenianiu drobiazgów, o traktowaniu kobiet, chciwości oraz o tym, jak dyrektor gimnazjum został sprzedawcą nawozu. O wspaniałościach pierwotnego lasu i o wiosce poszukiwaczy złota. O urzędowym piśmie z prośbą o pożyczenie pary nożyczek. O tym, że łatwiej wykopać migdałecznik, niż wyrwać własne korzenie…

Tomasz Owsiany urodził się w 1984 r. w Toruniu, a mieszka we Wrocławiu. Jest absolwentem wydziału filologii romańskiej, asystentem w pracowni konserwacji zabytków, organizatorem koncertów, tłumaczem konferencyjnym. Prywatnie to miłośnik przyrody i podróży oraz zapalony kucharz i malarz figurek kuchennych. W czerwcu 2011 r. dołączył do misji katolickiej na Madagaskarze, gdzie pracował przez dziewięć miesięcy poznając przy okazji kraj i opisując jego zaskakującą codzienność.

Przeczytajcie, co autor pisze o swojej przygodzie na wyspie pachnącej wanilią:
"Nie przypuszczałem, że kiedykolwiek napiszę książkę. Literatura nigdy niebyła moim żywiołem ani naturalną niszą, choć od najmłodszych lat dreptała w pobliżu. Zawsze wolałem spotkania i rozmowę z żywymi ludźmi, a jednak, chcąc zostać tłumaczem, przez pięć lat studiów dobrowolnie nurkowałem w manuskryptach, dziełach Plejady, Moliera i Woltera, aż w końcu André Gide i Marguerite Yourcenar wyciągnęli mnie na powierzchnię i powiedzieli, że już wystarczy i że mogę iść się wysuszyć. Z czasem i tak trafiłem do korporacji – współczesnych manufaktur, w których zamiast okrętowych lin skręca się usługi informatyczne. Mój odwieczny duch przyrodoluba, odżywający w lesie i na górskich szlakach, cierpiał w plastikowym świecie. W szklanych biurowcach przyglądałem się, jak procedury zastępują myślenie i jak powierzchowna sielanka wypiera szczerość. Słyszałem dookoła upiorną mieszankę bełkotliwego żargonu i pojęć nie mających na zewnątrz żadnego znaczenia. Aż wreszcie kupiłem bilet lotniczy, odwróciłem się na pięcie i
otworzyłem jeden z najwspanialszych rozdziałów w życiu. Tyle na mój temat. To nie jest książka o mnie.

To książka o Madagaskarze. Sam będę jedynie soczewką, w której skupią się wydarzenia, pozornie zwyczajne sceny i ulotne impresje, tworzące coraz pełniejszy obraz Czerwonej Wyspy. Słowa spróbują wydobyć dźwięki i zapachy z zadrukowanych kartek i ożywić je w wyobraźni. Po to się tu znalazły. Z chęci przeniesienia bliskich mi ludzi tam, gdzie każdy dzień przynosi zaskoczenie, odkrycia i zachwyty, które tysiące dzielących nas kilometrów kazały mi przeżyć samotnie. I tak na misji w Mampikony, w małym niebieskim pokoiku, nad klawiaturą komputera coraz głośniej buczącego od gorąca i wilgoci, wykiełkował zalążek moich „Malgaskich opowiastek”. Miał być obszernym listem – stał się reportażem. Przez upływające miesiące powstał nie tylko opis porozrzucanych fragmentów prawdziwego Madagaskaru, niewidocznego z wydeptanych ścieżek i sztucznie lukrowanych enklaw. Powstał zarazem zapis przeobrażania się świadomości białego człowieka, jego bacznego, otwartego przyglądania się i bycia obserwowanym, a także jego oswajania
się z Wyspą, która z początku przytłacza innością przenikającą wszystkie warstwy. Innością, która sprawia, że każdą chwilę przeżywa się nieobojętnie, a każdy aspekt życia trzeba przemyśleć i zdefiniować na nowo.

Te opowiastki nie są typową książką podróżniczą ani dokumentacją pobytu. Są raczej próbą oddania esencji miejsc i poznawanych ludzi. Nie są przy tym obrazem kompletnym. Byłbym zarozumiały twierdząc, że Madagaskar poznałem. Zresztą „Madagaskar” jest pojęciem abstrakcyjnym. To uproszczenie, pod którym przedstawia się miejsce niespójne geograficznie, społecznie i kulturowo. Pod wspólną flagą umieszcza się ludzi, którzy z trudem rozumieją swoje dialekty i zachowania. Umieszcza się razem posiadaczy aut i kont na Facebooku oraz tych, którzy nigdy nie widzieli żarówki i nadal nie wiedzą, że Ziemia jest okrągła. Łączy się miejsca uwiecznione na tysiącach zdjęć i zakątki nietknięte ludzką stopą. Madagaskar to raczej mozaika wewnętrznych sprzeczności: niebywałego piękna przyrody w sąsiedztwie smrodu i brudu; bajecznego bogactwa ziemi i przytłaczającej nędzy jej mieszkańców; naturalnej logiki, prostej mądrości oraz niewiarygodnych absurdów idących ramię w ramię. Każdy odkrywa go inaczej, każdy przeżywa po swojemu…"

Slot

Podziel się opinią

Share


Slot