Mama w podróży. "Chęć przygody zawsze wygrywa u mnie ze strachem"
Będąc w ciąży, weszła na Śnieżkę, a jako mama ani na chwilę nie zwalnia tempa i wciąż stawia sobie nowe wyzwania. O tym, czy trudno być podróżującą mamą i czego nauczyły ją podróże z dziećmi opowiada w rozmowie z WP Magda Kalbarczyk.
Sylwia Król: Dla wielu mam podróże z dziećmi to spore wyzwanie, ale gdy patrzę na ciebie, wydaje się to całkiem proste. Domyślam się, że sporo podróżowałaś, zanim zostałaś mamą?
Magda Kalbarczyk: Tak. To prawda. Podróże były obecne w moim życiu od zawsze. Szczególnie lubiłam chodzić po górach. Będąc w ciąży, również nie chciałam z tego rezygnować. Kiedy byłam w piątym miesiącu, zdobyłam więc Śnieżkę. Oczywiście zajęło mi to więcej czasu, ale dałam radę. Po urodzeniu dzieci nic się w tej kwestii nie zmieniło. Była to naturalna kolej rzeczy i teraz podróżujemy już wszyscy razem. Najpierw głównie po Polsce, a z czasem, gdy potrzeby dzieci zaczęły się zmieniać, zaczęliśmy się otwierać na nowe, dalsze kierunki.
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
"Halo Polacy". Maderczycy uwielbiają się bawić. "Dla mnie to był mały szok"
Gdy na świat przyszła twoja córka, od razu wiedziałaś, że wkrótce ruszycie w jakąś podróż?
Tak, chęć podróżowania była we mnie tak duża, że wiedziałam, że poradzę sobie ze wszystkimi wyzwaniami, które niesie podróżowanie z małym dzieckiem. I tak też zrobiłam. Tutaj jednak chciałabym zaznaczyć, że nie zawsze bywa różowo, bo zdarzają się nieprzewidziane sytuacje, ale mam takie podejście, że z każdej sytuacji jest wyjście. Szczególnie gdy obok jest wspierająca osoba, np. mąż i możemy podzielić się obowiązkami. Jednak bardzo często podróżuję z dziećmi sama. Na pewno bywa to obciążające, ale u mnie chęć przygody i odkrywania nowego zawsze wygrywa ze strachem.
Jak zmieniło się podróżowanie od strony organizacyjnej, kiedy zostałaś mamą?
Wbrew pozorom jest dużo więcej improwizacji, bo w trakcie podróży z dziećmi naprawdę wiele może się wydarzyć. Oczywiście zawsze przed wyjazdem przygotowuję sobie jakiś plan. Uważam, że to podstawa, takie minimum, ale mam też z tyłu głowy myśl, że być może będę musiała go zmienić. Dlatego warto zawczasu wziąć pod uwagę, że coś może się nie udać. Mieć już na wstępie jakiś plan B. Na pewno rezerwując noclegi, staram się znaleźć coś, co zaciekawi dzieci. Podobnie jest z planowaniem tego, co będziemy robić. Oczywiście zdarza się tak, że mam jakiś pomysł, chciałabym np. wejść na jakiś szczyt, a dzieci niekoniecznie mogą być tym zainteresowane.
Starasz się je wtedy zmotywować?
Tak. Staram się je zachęcić, sprawić, że nie tylko będą chciały tam ze mną pójść, ale że będą się dobrze bawiły. Tak było, kiedy wybraliśmy się razem na Giewont. Córka miała wtedy osiem lat, a syn sześć. Cały szlak zajął nam oczywiście dużo więcej czasu, bo dzieci miały do wykonania po drodze proste zadania, dzięki czemu cała wyprawa była dla nich prawdziwą przygodą.
Na górze z kolei czekała na nie nagroda niespodzianka, która sama w sobie była symboliczna, bo dostali po prostu coś słodkiego, ale ich radość była ogromna. Byłam z nich wtedy bardzo dumna i właśnie to im powiedziałam, że mogą być z siebie dumne, że w takim wieku robią rzeczy, do których czasami trudno namówić dorosłych.
Zawsze po takim dniu pozwalam im też wybrać jakąś atrakcję dla siebie. Spędzamy więc pół dnia na placu zabaw lub idziemy na basen, aby wiedziały, że jeśli stawiam przed nimi jakieś wyzwanie, to po nim jest także nagroda.
Przypominasz sobie jakieś nieprzewidziane sytuacje, które was spotkały w podróży?
Na pewno było ich co najmniej kilka. Wszystkie nasze podróże organizuję na własną rękę, więc to oczywiste, że czasami zdarza się coś nieprzewidzianego.
Jakiś czas temu w trakcie chodzenia po jaskiniach w Dolinie Kościeliskiej złapała nas ulewa i wyglądało na to, że zbiera się na solidną burzę. Oczywiście byliśmy przygotowani na taką ewentualność, mieliśmy kurtki przeciwdeszczowe, jakieś dodatkowe peleryny. Jednak wiadomo, z pogodą w górach nie ma żartów. Schodziliśmy więc powoli w dół, w stronę schroniska. Tam przeczekaliśmy deszcz i wróciliśmy bezpiecznie na parking. Dla dzieci cała droga powrotna miała charakter zabawy, miały swoje małe parasolki i idąc, świetnie się bawiły.
Innym razem, w wypożyczonym samochodzie coś nam zaczęło stukać w silniku. Okazało się, że to ochronka od silnika się poluzowała. Pamiętam, że byliśmy dość daleko od naszego od miejsca noclegowego, więc ostatnie kilometry jechaliśmy trochę z duszą na ramieniu. Dzieci tymczasem przez całą drogę siedziały przejęte i wypatrywały przez szybę, czy jakaś część właśnie nie odpadła. Dla nich ta sytuacja nie była w żaden sposób niekomfortowa.
Zawsze staram się, żeby te nieprzewidziane, nieprzyjemne zdarzenia traktować w możliwie optymistyczny sposób. W takich momentach, szczególnie podróżując z dziećmi, trzeba zachować zimną krew, bo dzieci bardzo dobrze wyczuwają strach rodziców i same zaczynają się bać. A ja chciałabym, żeby podróżując ze mną, czuły się bezpiecznie i zawsze miały we mnie wsparcie.
Jak wybierasz kierunki waszych podróży? A może planujecie je razem?
Kiedy dzieci były młodsze, głównie chodziliśmy po górach. Teraz są już coraz starsze i widzę, że potrzebują więcej wrażeń. Zaczęliśmy więc wybierać bardziej odległe kierunki. Sporo im pokazuję i opowiadam, ale też wiem, że mają do mnie zaufanie. Czasami więc tylko im mówię, że kupiłam bilety i lecimy np. na Korfu. Dzieci wiedzą, że przed nami kolejna przygoda i nie będą się nudzić.
Co takiego daje podróżowanie z dziećmi?
Bardzo dużo, zarówno mnie, jak i dzieciom. Syn i córka, podróżując, uczą się świata, dzięki podróżom łatwiej jest im się odnaleźć wśród rówieśników. Oni z kolei na co dzień widzą mnie jako osobę spełnioną, która dba o siebie i swoje potrzeby. Czują, że jestem szczęśliwa, że coś mi w życiu wychodzi. Mam nadzieję, że daję im taki wzorzec, że dzieci nie są w życiu żadną przeszkodą.
Jeśli chodzi o podróże z dziećmi, to na pewno warto zaczynać szybko, bo maluchy wzorują się na tym, co robią ich rodzice. Moje np. są już przyczajone do tego, że nie spędzamy kolejnego weekendu w domu, ale że pakujemy się i rozpoczynamy kolejną przygodę.
Czujesz, że zaszczepiłaś w nich bakcyla podróżniczego?
Myślę, że tak. Na pewno cieszy mnie, kiedy widzę, że są otwarte na nowych ludzi i inne kultury, że potrafią porozumieć się z innymi dziećmi, nawet bez znajomości języka. Jakiś czas temu byliśmy za granicą i spędzaliśmy czas na placu zabaw. Nagle przychodzi córka i mówi, że ma nową koleżankę. Pytam więc, jak ze sobą rozmawiają, a ona odpowiada, że jak to jak, normalnie i tłumaczy mi, że pokazują sobie różne rzeczy.
Dzieci są dużo bardziej bezpośrednie i otwarte niż dorośli. Cieszy mnie bardzo ich ciekawość świata, to, że zadają coraz więcej pytań i to takich, że nie raz i nie dwa, aby na nie odpowiedzieć, sama muszę pewne rzeczy doczytać. Ale oczywiście, jak już wspominałam, nie zawsze bywa różowo. Zdarzają się też trudniejsze momenty i jest to całkowicie normalne. Nie ma co się tym w ogóle przejmować.
Jaką masz radę dla młodych mam, które dopiero rozpoczynają swoją przygodę z macierzyństwem, a tak, jak ty, nie chcą rezygnować z podróżowania?
Bardzo prostą. Nie słuchać, tego, co mówią inni. Słuchać siebie, być cierpliwą. Czasami lepiej nastawić się na to, że będzie trudno, a potem być miło zaskoczonym. Przede wszystkim robić swoje, nie rezygnować, jeśli coś nie wyjdzie, jeden, drugi raz, nawet trzeci raz. Zamiast tego, wyciągnąć wnioski i nie poddawać się.
Jakie macie plany na następne miesiące?
Na zbliżające się wakacje mamy dość ambitne plany. Szykuje się długa, być może nawet miesięczna podróż. Mam już jakiś plan w głowie i po cichu liczę, że uda nam się dojechać aż do Portugalii, ale jestem też otwarta na wszystko. Na pewno lubimy aktywne podróże i będziemy się sporo przemieszczać.