Prowadzi grupy przez strumienie Madery. Od polskich turystów nauczył się jednego słowa
Na Maderze, wyspie wiecznej wiosny, leniwy wypoczynek na brzegu basenu nie ma zwyczajnie sensu. Nie można tracić czasu na wakacyjne nicnierobienie, gdy to miejsce ma tak wiele do zaoferowania, szczególnie gdy w zasięgu ręki czeka przygoda, która łączy naturę, emocje i zabawę. Czyli canyoning.
Co kryje się za tym słowem? Oczywiście kaniony! A także małe i duże wodospady, rzeki, strumienie i strumyczki, wszystko w otoczeniu wspaniałej, unikatowej przyrody Madery. Ale z ręką na sercu przyznaję, że na pierwszy rzut oka "canyoning" pomyliłam z "canoeingiem" i byłam przekonana, że czeka mnie przygoda na kajakach. Jak miłe czekało mnie zaskoczenie!
Relaks w uprzęży
Portugalska wyspa z roku na rok kusi turystów spragnionych innego spędzania czasu, niż w wielkich hotelowcach z basenami. Tu macie prawdziwy aquapark - tylko wśród skał, pod gołym niebem i... w uprzęży. Postanowiłam sprawdzić, czy to coś dla mnie.
Lubię wypoczywać aktywnie, Maderę pokochałam od pierwszej chwili, gdy zrozumiałam, w czym tkwi jej fenomen: niewiele pozostało miejsc, gdzie wciąż za wartość uznaje się dziką przyrodę, chroni autentyczną kulturę i tradycję. Być na Maderze zawsze oznacza poznawać jej naturę: góry, klify, lewady, strumienie i ocean.
Jednym ze sposobów, by tego doświadczyć, jest właśnie canyoning - wędrowanie, wiszenie na linach, pokonywanie wodospadów i kanionów. To często jedyny sposób, by być w samym środku dzikiej przyrody, z dala od parkingów, pełnych serpentyn jezdni i tłumów szukających najlepszego ujęcia na Instagram.
Na czym to polega? To pokonywanie górskich potoków, wodospadów i kanionów w dół ich biegu. Czasem zjeżdża się na linie, czasem ślizga niemal na leżąco po płaskich kamienistych rynienkach stworzonych przez naturę lub wskakuje wprost do rześkiej wody małego, krystalicznie czystego stawu.
Brzmi ryzykownie? Istnieją cztery poziomy trudności. Nasza grupa, w której większość osób nie miała dużego doświadczenia ze wspinaczką, wybrała poziom podstawowy. Towarzyszyło nam dwóch licencjonowanych przewodników. Założyliśmy pianki, specjalne buty, uprzęże i kaski.
Przed zejściem na szlak wysłuchaliśmy instrukcji. Nie byliśmy oczywiście dla naszych instruktorów pierwszą polską grupą. To właśnie dzięki doświadczeniom z innymi wycieczkami poznali charakterystyczne polskie słowo. Jak się dowiedzieliśmy, najczęściej podczas canyoningu nasi rodacy wykrzykują: "masakra!".
Szybko także od nas usłyszeli ten wyraz, bo dwie-trzy godziny takiej przygody to dużo ruchu, adrenalina, śmiech i szczery zachwyt przyrodą. Taką "masakrę" kupuję w ciemno. Dlaczego? Bo choć wizja zjeżdżania na tyłku po kamieniach do zimnej wody w skalnej szczelinie wydaje się szaleństwem, to była najwspanialsza przygoda!
Polacy na Maderze
Polscy turyści na wyspie to już codzienność, jesteśmy tu drugą pod względem liczebności grupą podróżnych z Unii Europejskiej. Prawdziwy boom nastąpił po pandemii, gdy jak grzyby po deszczu wyrastały kolejne, bezpośrednie połączenia z polskich miast.
Dziś takie loty oferuje m.in. Wizzair, w ok. pięć godzin dolecimy na Maderę z Gdańska, Katowic lub Warszawy. Z przesiadką można dolecieć m.in. na pokładzie portugalskich linii TAP.
Basia Żelazko, dziennikarka Wirtualnej Polski
Niezależna opinia redakcji. Materiał został zrealizowany podczas wyjazdu zorganizowanego przez Biuro Promocji Madery.