Sycylia – co warto zobaczyć?

Mówisz sobie, że wreszcie wypoczniesz. Nasycisz się słońcem, lazurowym morzem, włoskimi smakami i klimatem małych miasteczek. Ale skoro wybrałeś Sycylię, to tak naprawdę skrycie marzysz, by wspiąć się na aktywny wulkan. O największej wyspie na Morzu Śródziemnym opowiada Grzegorz Dzięgielewski.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Sycylia – co warto zobaczyć?
(K. Roy Zerloch - Shutterstock)

Kolory są przyjazne i kojące. Morze rozfalowane, z delikatną bryzą. Wzgórza zielone, roślinność na nich bujna, ciepłolubna. Słońce na niebie – niezawodne. Rzędy domków i wieże kościołów skąpane w jego blasku. Odwiedzałem już zjawiskowe zakątki nad Morzem Śródziemnym, ale tutaj, w Taorminie, mam wrażenie, jakbym dotąd oglądał tylko repliki i w końcu znalazł oryginał. Na dole jest plaża z groblą prowadzącą na czarującą wysepkę, a na górze mury budowane przez kilka cywilizacji. I mnóstwo gości. W swojej liczbie nieco psują urok miasteczka, ale nas to nie zraża. Przyszliśmy do miejsca, gdzie nie czuje się tego tłumu – do amfiteatru zaprojektowanego na kilka tysięcy widzów. Jest przestronny i choć na jego deskach nikt nie występuje, naprawdę spektakularny. Za sceną, między antycznymi kolumnami, widać cały ten środziemnomorski ideał – kolory, słońce, morze... Ale jest coś jeszcze. Nad wzgórzami dominuje ogromny masyw Etnywciąż aktywnego, największego wulkanu Europy. Mógłbym na nią patrzeć
godzinami. Przykryta śniegiem wydaje się bajkowa i jednocześnie ekscytująca. I takie stają się te sycylijskie wakacje. Oglądam morze, zwiedzam miasteczka, jem pomarańcze, ale gdy zamknę oczy, widzę lawę, popiół i wybuchy.

Podziel się

fot. Aleksandar Todorovic

Pioruny dla Zeusa

Kiedy w końcu odrywam wzrok od wulkanu, przyglądam się linii brzegowej i piaszczystym plażom w dole. To na nich 27 wieków temu na Sycylii wylądowali Grecy. Wyspa zawdzięcza im rozkwit cywilizacyjny, pierwszą spisaną relację wybuchu Etny, a także teorię jakoby ziejąca ogniem góra była kuźnią Hefajstosa, a jej groźne pomruki odgłosami wykuwania piorunów Zeusowi. Największą kolonię założyli nieco dalej na południe, w Syrakuzach. Gdy w III w. p.n.e. Rzymianie dotarli tu z wojskiem, gotowi podbić wyspę i zdobyć miasto, nie mogli dokonać tego przez dwa lata. Na przeszkodzie stanęły im machiny obronne zbudowane przez najsłynniejszego z mieszkańców Syrakuz – Archimedesa. Siłę wyporu, o której uczą w szkole, odkrył właśnie tutaj, w Syrakuzach. Tu też zginął z ręki rzymskiego legionisty. Nowi gospodarze znali Hefajstosa pod innym imieniem, używanym zresztą do dziś – Wulkan. Do naszych czasów przetrwał też, zrodzony z ich imperialnego rozmachu i fantazji, wynalazek, bez którego nie mogą dzisiaj się obyć
sycylijskie wakacje – lody. Legendarne włoskie gelato smakuje tak wybornie, bo stoi za nim naprawdę długa tradycja. Lodowe sorbety przyrządzano tu ze śniegów Etny 2 tysiące lat przed wynalezieniem lodówek.

Słoń z lawy

Śnieg przykrywa stoki Etny przez większość roku. Zimą szusują po nich narciarze, my oglądamy ją wiosną, wciąż całą w bieli, choć nad morzem trzeba już kryć się w cieniu przed upałem. Ogrom tej góry uświadamiają mi też dwie liczby. Oplatająca Etnę kolejka wąskotorowa ma trasę o długości 110 km (więcej niż planowana obwodnica Warszawy), zaś jej wierzchołek sięga ok. 3350 m n.p.m. Dokładną wysokość trudno ustalić. Źródła podają ją rozmaicie, bo wciąż się zmienia. Kolejne erupcje podwyższają bądź kruszą stożek głównego krateru.

Podziel się

fot. Martin M303 - Shutterstock

Ale nie trzeba do niego zaglądać, by zobaczyć z bliska lawę. Czasem wystarczy spojrzeć pod nogi. Czarny kamień, którym wyłożony jest Piazza Duomo, główny plac Katanii, to bazalt, czyli zastygła lawa. Na środku placu stoi fontanna ze słoniem, który przy bliższym przyjrzeniu się okazuje się blokiem lawy. Rozglądam się wokół, przechadzam po uliczkach. Kamienice są skrojone we włoskim stylu. Wysokie, w ciepłych barwach, z identycznymi okiennicami. Ale niemal na każdej łuszczy się farba, a spod niej wyziera czarny kamień. Wzburzone morze w Santa Tecla rozbija się o bazaltowy brzeg, cytryny dojrzewają w gajach ogrodzonych wulkanicznymi głazami, zaś wzniesiony przez Normanów zamek w Aci Castello jest cały czarny, nie tylko pod słońce. Etna dostarcza budulca od tysięcy lat. Największa „dostawa” miała miejsce w 1669 r., kiedy lawa dotarła do morza, niszcząc po drodze część Katanii i przynosząc śmierć ponad 20 tys. osób. Tę erupcję uważa się też za przyczynę trzęsienia ziemi, które nawiedziło
Sycylię 24 lata później. Od wstrząsów legła w gruzach większość miast we wschodniej części wyspy. Dlatego dominuje w nich barok, styl epoki, w którym je odbudowano. Fasady kościołów w niepozornym Acireale, gdzie mieszkamy, są niezwykle zdobne i jasne, ale na pozostałych ścianach przebija materiał, którego przed trzystu laty było tu pod dostatkiem.

Natura też chętnie rzeźbi w wulkanicznych skałach. Ze stoków Etny wypływa rzeka Alcantara, której wody podczas jednej z erupcji schłodziły strumień lawy. Potem mozolnie wygładzały ściany wąwozu, nadając im niesamowite kształty. Aby przejść się wzdłuż rzeki, należy kupić bilet do parku, który powstał tu niedawno. Ale warto, bo mieści on także ogród botaniczny z oleandrami, migdałowcami i kaktusami. Pod wulkanem roślinność ma się świetnie. O ile lawa niszczy wegetację, popiół wulkaniczny bardzo jej sprzyja, a Etna wyrzuca go regularnie i to w sporych ilościach. W 2002 r. jego chmura była widziana z kosmosu. Doleciał do Grecji, a w Katanii spowodował zamknięcie lotniska i zmusił jej mieszkańców do noszenia masek i parasoli. Na stokach wulkanu widzimy wyrastające z czarnej ziemi drzewa owocowe i krzewy winorośli. Tych drugich najwięcej jest wokół miejscowości Linguaglossa, gdzie część winnic zaprasza gości, by w piwniczce skosztowali wina z wulkanu.

Tekst: Grzegorz Dzięgielewski, www.podroze.pl

Podziel się
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.