Trwa ładowanie...

Alpejska metropolia

Innsbruck, dwukrotny gospodarz igrzysk olimpijskich, dla zwykłego miłośnika białego szaleństwa jest wyjątkowy z innego powodu. Z centrum tego blisko 200-tysięcznego miasta na narty jeździ się... wyciągiem.

Alpejska metropoliaFot: Poznaj Świat
d4jlszf
d4jlszf

Więcej: na dobrą sprawę po samym mieście można jeździć wyciągami. Wyjątkowa jest trasa kolejki, biegnąca na podwieszonym moście nad rzeką Inn, częściowo schowana w tunelu oraz prowadząca nad ziemią, skąd rozpościerają się piękne widoki na miasto i okolicę. Innsbruck to dla narciarzy w ogóle miasto niezwykłe. Tu podczas zimowego urlopu można łączyć atrakcje, które wcześniej wydawały się trudne do pogodzenia. Przede wszystkim nieaktualny stanie się dylemat – pozwiedzać, poznać trochę historii albo nawet wybrać się na ambitny koncert lub wystawę czy jednak zaszyć się w oddalonym, górskim ośrodku i bez reszty poświęcić się białemu szaleństwu. Innsbruck może być zarówno naszą bazą wypadową w narciarskie masywy, jak i dostarczać innych rozrywek.

[

Narciarskie suburbia Innsbrucka Wsiadając w jedną z kolejek w okolicach Centrum Kongresowego, już po dwudziestu minutach zostaniemy przeniesieni z doliny rzeki Inn na zbocza alpejskiego pasma Karwendel. Gdy dotrzemy do końcowej stacji Hafelekar, możemy ruszyć na podbój tras na Seegrube. Dla miejscowych to miejsce, gdzie na dobrą sprawę mogą wyskoczyć podczas długiej przerwy w pracy. A ponieważ dla Austriaków narciarstwo to sport ważniejszy od piłki nożnej, więc sporo miejscowych pojawia się tu może nie w przerwie, lecz zaraz po pracy. Seegrube to miejsce, gdzie słabiej jeżdżący nie znajdą dla siebie zbyt wielu tras. Z kilkunastu kilometrów nartostrad tylko na jednej, niebieskiej, będą się czuli bezpiecznie. A już w żadnym wypadku nie powinni zjeżdżać ze szczytu Hafelekar – prowadzą stamtąd trasy, które wymagają umiejętności jeżdżenia po muldach a czasem
pozatrasowo. Taki już urok tego miejsca, że żądni adrenaliny przesiadają się do blisko stuletniego wagonika, inni wysiadają na stacji Seegrube i wygrzewają się w słońcu. Południowa ekspozycja stoków sprawia, że jest to idealne miejsce do tego, by złapać opaleniznę. A miłośnicy nie tylko świetnych tras, lecz także pięknych widoków poczują się tu jak w niebie. Seegrube jest jednym z bardziej charakterystycznych ośrodków w Alpach, ponieważ w czasie jazdy przed naszymi oczami cały czas rozpościera się panorama Innsbrucka, widoczna nawet z wysokości 2200 m. O tym, że ośrodek ten może poszczycić się długą historią, świadczy górna stacja kolejki, która pochodzi z lat dwudziestych ubiegłego wieku. Fakt, że już od tak długiego czasu jest ona w użyciu, nie powinien w żadnym wypadku budzić obaw o bezpieczeństwo – pragmatycznym i konserwatywnym Austriakom zazwyczaj udaje się z dobrym skutkiem połączyć zachowanie tradycyjnej estetyki z wymogami współczesności. Narciarze, którzy nie czują się jeszcze na siłach, by stawić
czoła zjazdom wokół Hafelekar, mają do dyspozycji ośrodek Axamer Lizum. Choć to właśnie na tych trasach rozgrywano zawody w zjeździe w czasie igrzysk olimpijskich, to adepci narciarstwa nie powinni od razu składać broni. Jeśli nie poniesie ich brawura, to bez większych trudności pokonają czterokilometrowy olimpijski zjazd oraz zdążą nacieszyć się widokiem skalistych szczytów równoległego do trasy łańcucha Axamer. Gdy po kilku dniach pojawią się postępy w nauce, warto wybrać się do ośrodka w Glungezer, gdzie czeka najdłuższa trasa zjazdowa w Tyrolu, która liczy aż 15 kilometrów. Dla nienasyconych białym szaleństwem Jeżeli za dnia nie nasyciliśmy się jazdą, to można się wybrać na nocną jazdę do Kuhtai, najwyżej położonej wioski w Alpach. Niewiele alpejskich ośrodków może mu dorównać pod względem długości oświetlonych tras, poza tym nie są to tylko ośle łączki. Przerwę w białym szaleństwie najlepiej spędzić w chacie „Zum Kaiser Maximilian”, gdzie popijając Jagatee, można podziwiać oświetloną wioskę u
podnóża Hochalter i Schwarzmoos. Białe szaleństwo czeka w dziewięciu ośrodkach narciarskich wokół Innsbrucka. Olympia SkiWorld zaprasza zarówno narciarzy, jak i snowboardzistów. Określenie „olimpijskie” jest w pełni uzasadnione, gdyż tereny narciarskie Innsbrucka pomyślnie przeszły olimpijską próbę: na Patscherkofel i w Axamer Lizum najlepsi sportowcy świata walczyli o medale na zimowych igrzyskach w latach 1964 i 1976. Wokół miasta czynnych jest łącznie dwadzieścia kolejek i wyciągów, wwożących narciarzy w wysokie góry. Instalacje do naśnieżania zapewniają odpowiednie warunki na trasach aż do wiosny. Narciarski raj u bram Innsbrucka to prawie 300 kilometrów tras zjazdowych, dostępnych na jeden karnet Innsbruck Gletscher Skipass. Najbardziej odlotowy park Innsbrucka leży ponad miastem – Nordpark ze Skylinepark i Super-Pipe to sportowe wyzwanie nie tylko dla snowboardzistów. Narciarze i amatorzy wygrzewania się na słońcu chętnie wjeżdżają nową kolejką Nordkettenbahn do krainy białego szaleństwa z pięknym,
panoramicznym widokiem. Miłośnikom bardziej rekreacyjnej jazdy przypadną do gustu rodzinne ośrodki na Mutterer Alm, Rangger Köpfl, Glungezer i Schlick 2000. Z kolei karnet Innsbruck Super Skipass, uprawnia dodatkowo do korzystania z tras słynnych ośrodków Kitzbühel i Arlbergu. W drugim wariancie długość dostępnych tras wzrasta do 700 kilometrów, a liczba wyciągów do 215. W obu przypadkach posiadacze karnetów mogą korzystać z kursujących do marca bezpłatnych skibusów, przewożących do wybranego regionu. Bardzo kulturalne apres ski Choć wokół Innsbrucka możemy w sumie zjeździć 300 kilometrów tras, to pierwsze zakwasy powinny być wystarczającym pretekstem, by poświęcić trochę czasu na poznanie samego miasta. Gdy będziemy wracali z szusowania na Hafelekar, naszą uwagę na pewno przykują nowe stacje kolejki na Hungerburgu i przy Alpejskim ZOO. Obiekty charakteryzują się odważną formą i przemyślaną funkcjonalnością przestrzeni publicznej. Budynki zdają się unosić w przestrzeni, a jasne bryły o opływowych
kształtach, harmonizujące z otoczeniem, wyraźnie rysują się na tle okolicznych szczytów. Autorką projektu jest Zaha Hadid, która już wcześniej wpisała swoje nazwisko w historię miasta, projektując skocznię Bergisel. Wyjątkowa jest także trasa kolejki, biegnąca na podwieszonym moście nad rzeką Inn, częściowo schowana w tunel oraz prowadząca nad ziemią, skąd rozpościerają się piękne widoki na miasto i okolicę. Ale Innsbruck to nie tylko perły współczesnej architektury, lecz także wspomnienie jaśnie panujących Habsburgów. Najbardziej wyraźnym śladem, który po nich pozostał, jest nagrobek twórcy potęgi tego rodu – cesarza Maksymiliana I. Ponieważ za jego czasów nie było jeszcze stacji narciarskich, Tyrol zauroczył go w czasie, gdy spędzał tu wolne chwile na łowach, górskich wędrówkach i wędkowaniu. Na łożu śmierci, w rodzinnej miejscowości w Górnej Austrii wyjawił swe życzenie, by jego ciało spoczęło właśnie w Innsbrucku. Dawną świetność i potęgę cesarza zdaje się symbolizować 28 rzeczywistej wielkości figur z
brązu wokół grobu Maksymiliana, które przedstawiają monarchów z różnych zakątków Europy. Najsłynniejszym zabytkiem Innsbrucka jest tzw. Złoty Dach – wielki wykusz pokryty 2600 pozłacanymi dachówkami. Widoczny przepych nie stoi w żadnej sprzeczności z faktem, że powstał on za czasów, gdy w Tyrolu rządził książe Fryderyk IV, zwany też Fryderykiem z pustą kiesą, ponieważ Złoty Dach był akurat podarunkiem od szczodrego cesarza Maksymiliana. Z tego miejsca zwykł obserwować zmagania rycerzy w czasie turniejów, gdy akurat bawił w ulubionym mieście jego państwa. Kilka wieków później Maria Teresa wybrała Innsbruck na miejsce ślubu swojego syna. Dla upamiętnienia tego wydarzenia postanowiono wznieść Łuk Triumfalny. Niestety, uroczystość zbiegła się w czasie ze śmiercią męża cesarzowej i w ten sposób budowla nabrała podwójnej symboliki – jedna strona łuku przedstawia żałobę po śmierci Franciszka I Stefana, druga radosne wydarzenie ślubu. Jeśli jednak bardziej interesują nas wytwory kultury związane z życiem zwykłych
ludzi, to powinniśmy koniecznie odwiedzić Tyrolskie Muzeum Sztuki Ludowej. Z kolei na zamku Ambras w czasie festiwali muzyki dawnej można posłuchać solistów, którzy dają pokaz gry na starych instrumentach. Zimowy urlop w Innsbrucku to dobry pomysł przede wszystkim dla narciarzy, którzy chcieliby czegoś więcej niż tylko dzielenia czasu pomiędzy jazdę na stoku i zabawę w górskich dyskotekach do białego rana. Z kolei dla największych zapaleńców będzie to rozwiązanie, umożliwiające kompromis z tymi członkami rodziny, którzy sportowych pasji nie podzielają i narciarskich skorup nie włożą za nic w świecie. INFO ]( http://www.poznajswiat.com.pl )hotel@innsbruck.info
www.innsbruck.info

d4jlszf
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d4jlszf