Trwa ładowanie...
d4bao13

Pastéis de Belém. Ukryty skarb Lizbony

Wiedeń ma swój tort Zachera, Warszawa W-Z-tkę, a Lizbona - słynne pastéis de Belém. To właśnie chęć spróbowania tych niesamowitych smakołyków przyciąga prawdziwe tłumy turystów, które pielgrzymują do najsłynniejszej portugalskiej ciastkarni.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Pastéis de Belém. Ukryty skarb Lizbony
(Marta Legieć www.pojechanewakacje.pl)
d4bao13

Niemal wszystkie lizbońskie cukiernie kuszą niewielkimi ciastkami z budyniowym nadzieniem. Pachnące na odległość i przyjemnie ciepłe pasteis de nata dostaniemy też w wielu punktach miejscowego metra. Niewielkie stoiska rozstawione są niemal wszędzie. Niemal w biegu można więc rozkoszować się smakiem słodkich wypieków.

Jednak babeczki z kruchego ciasta z cudownym budyniowym nadzieniem nie smakują tak dobrze, jak w najsłynniejszej lizbońskiej cukierni – Pastéis de Belém. Tylko w tym miejscu wyrabia się oryginał, którego recepturę od setek lat znają zaledwie trzy osoby. Dostępne z całym mieście pastéis de nata to swojego rodzaju wariacja (lub jak mawiają niektórzy – podróbka) na temat słynnego specjału – pastéis de Belém.

Ciastka nazywają się tak samo jak cukiernia. Są wypiekane na miejscu, a ich receptura jest niezmienna od niemal 200 lat. Twórcami tych pyszności przed wiekami byli mnisi z klasztoru Hieronimitów. Duchowni stworzyli recepturę, a później bardzo jej pilnowali. Z czasem mogły ją poznać zaledwie trzy osoby. Można przypuszczać, że przepis kolejnym cukiernikom jest przekazywany niejako w spadku.

d4bao13

Dziś babeczki z budyniowym nadzieniem ciągle przygotowywane są według oryginalnego przepisu sprzed 200 lat. I wciąż sprzedawane są w tym samym miejscu. Wszystko zaczęło się na początku XIX w. W pobliżu Klasztoru Hieronimitów znajdowała się niewielka rafineria cukru trzcinowego i równie niewielki sklep. Rewolucja liberalna w 1834 r. doprowadziła do zamknięcia wszystkich klasztorów w Portugalii. Słodkie ciastka w przyklasztornym sklepie, były jedyną szansą na utrzymanie się mnichów. Słodki wypiek szybko zdobył popularność. Nawet dziś, gdy minęło wiele lat, na pyszny smakołyk trzeba odczekać swoje w długiej kolejce. Ogonek łasuchów z całego świata ciągnie się daleko na ulicę. Wszyscy stoją cierpliwie, wiedząc, że u mety czeka ich wspaniała nagroda. Bo nie tylko pastéis de Belém sprzedawane są w tym miejscu. W ich towarzystwie dobrze smakuje kawa lub kieliszek porto.

Gdy dochodzimy do kasy, mamy dwie opcje – kupić ciastka na wynos lub zjeść je na miejscu, okraszone cynamonem i cukrem pudrem. Smakołyki zjemy w składającej się z wielu pomieszczeń kawiarni, która niemal zawsze wypełniona jest po brzegi – pełno tu turystów i portugalskich rodzin. Warto jednak pokusić się o znalezienie stolika. Szukając go, zwiedzimy przy okazji zabytkowe wnętrza i zobaczymy, jak przy pracy uwijają się piekarze. Część kuchni jest bowiem oszklona i otwarta na gości.

Pastéis de Belém znajduje się kilkanaście kroków od pięknego Klasztoru Hieronimitów w dzielnicy Belém. To punkt obowiązkowy podczas zwiedzania Lizbony. Trzeba tu wstąpić, choćby dla zobaczenia grobowca podróżnika Vasco da Gama. Jednym z miejsc, do których trzeba dotrzeć podczas wizyty w tej dzielnicy, jest też wieża Torre de Belém, warta zobaczenia z zewnątrz i wewnątrz, wybrana jako jeden z siedmiu cudów Portugalii. Postawiona w epoce wielkich odkryć geograficznych, odgrywała rolę strażnicy lizbońskiego portu, była też punktem orientacyjnym dla wracających do ojczyzny żeglarzy i symbolem morskiej potęgi Portugalii. Czego jeszcze nie można pominąć w Belém? Zdjęcie przy Pomniku Odkryć Geograficznych będzie zwieńczeniem spaceru po jednej z najpiękniejszych dzielnic stolicy Portugalii.

Marta Legieć pojechanewakacje.pl

d4bao13

Podziel się opinią

Share

d4bao13

d4bao13