WP Turystyka

  
Polecane
Tematy

Robert Gondek - w drodze po Koronę Afryki

Na co dzień zajmuje się szeroko pojętą analityką, godzinami ślęcząc nad liczbami. Każdą wolną chwilę poświęca jednak podróżom po Czarnym Lądzie, biegom długodystansowym i fotografii. Jest właśnie w drodze na najwyższy szczyt Botswany, który przybliży go do zdobycia Korony Afryki. Robert Gondek opowiedział Wirtualnej Polsce o swojej fascynacji tym kontynentem, co jest niebezpiecznego w jego podróżach i czy łatwo jest się nauczyć suahili.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Robert Gondek - w drodze po Koronę Afryki
(Robert Gondek)

WP: Jak zaczęła się Pana fascynacja Czarnym Lądem?
Moja fascynacja Afryką zaczęła się od pierwszej podróży do RPA przed 15 latami. Odwiedziłem wówczas mojego przyjaciela Piotrka Morawskiego, który przebywał na stypendium w Durbanie. To był jednocześnie mój prezent dla samego siebie z okazji ukończenia studiów. Przez około 2 tygodnie podróżowaliśmy wynajętym samochodem po RPA. Odwiedziliśmy również Swaziland i Lesotho. Wszystko było zupełnie inne od tego, co widziałem wcześniej w Europie. Byłem zafascynowany nawet trawą.

WP: A co w Afryce najbardziej szokuje białego człowieka?
Ciężko powiedzieć, co szokuje. Bieda, wojny, konflikty na tle rasowym. Bardzo często to, co nam się wydaje biedą, wcale dla mieszkańców Afryki nią nie jest. Brak komputera, najnowszych ciuchów, samochodu, telewizji czy wielometrowego domu wcale nie musi oznaczać biedy. Tam jest inny punkt odniesienia. Ale oczywiście znacząca cześć mieszkańców Czarnego Lądu żyje w ubóstwie. Brak pracy, środków na utrzymanie czy wykształcenie są problemami całego kontynentu. Choć sami mieszkańcy Afryki często nie są bez winy.

WP: W jaki sposób można się porozumieć z lokalną ludnością? Zna Pan jakieś afrykańskie języki?
W większości miejsc turystycznych wystarcza język angielski. Czasem konieczna jest znajomość języka francuskiego, którego akurat nie znam. Można próbować porozumiewać się prostymi gestami. W razie konieczności można zawsze wynająć tłumacza. Przez około rok uczyłem się podstaw suahili . Jego znajomość pomogła mi w kilku sytuacjach w Burundi i Malawi.

WP: Czy trudno Europejczykowi nauczyć się suahili?
Jest on absolutnie inny niż znane większości z nas języki obce. Zarówno pod względem gramatyki, jaki i słownictwa. Mimo wszystko uważam, że suahili nie jest aż tak trudny jak nasz język polski.

WP: Skąd pomysł na projekt W drodze na najwyższe szczyty Afryki ?
Pomysł zrodził się po wyjeździe do Tanzanii w 2008 roku i zdobyciu Kilimandżaro. Poznałem wówczas Josepha - Tanzańczyka, który był asystentem naszego przewodnika. Niesamowity człowiek. Pomyślałem, że chciałbym razem z nim odwiedzić kilka sąsiednich państw i również wejść na tamtejsze góry. Chciałem odwiedzić jak najwięcej krajów w Afryce, a góry miały to przy okazji połączyć. Wtedy miał się on nazywać Polsko-tanzański team w drodze na najwyższe szczyty Afryki . Joseph jednak nie mógł wybrać się ze mną do Kenii i Ugandy. Wyjechałem z dwoma kolegami i projekt otrzymał nieco inną nazwę.

WP: Ile szczytów udało się już zdobyć? Z kim udaje się Pan na te wyprawy?
Do tej pory byłem w 15 afrykańskich krajach, z czego w ramach projektu odwiedziłem 11. Udało się wejść na 10 szczytów. Podróżuję ze znajomymi, nie zawsze w tym samym składzie. W zasadzie, rzadko z tymi samymi osobami. Raz byłem na wyjeździe sam. Nie wszystkich interesują kraje i miejsca, do których jeżdżę. Nie każdy ma możliwość wzięcia urlopu.

WP: Znalazł Pan już takie miejsce w Afryce, do którego chciałby się Pan przeprowadzić?
Gdzie chciałbym się przeprowadzić? W wiele miejsc, choć myślę że byłoby to tylko na jakiś czas. Może na rok, na pięć. Mógłbym mieszkać w Malawi, Namibii czy na Wyspach Św. Tomasza i Książęcej. Ale prędzej czy później wróciłbym do Polski.

WP: W tej chwili jest Pan na kolejnej wyprawie w Botswanie i Namibii. Jak przygotowywał się Pan do tego wyjazdu?
W tej chwili przebywam w Botswanie. Za kilka dni spróbuję wejść na Otse Hill. Trzy dni temu zdobyłem najwyższy szczyt Namibii - Königstein. Przygotowania trwały około trzy miesiące. Bilety, wiza, informacje, kontakty. Czasem nie jest łatwo znaleźć wiarygodne dane na temat tego, czy i jak można wejść na daną górę. Do tej pory nie wiem, w jaki sposób dostać się na Otse Hill. Miejscowa ludność podobno na nią nie chodzi. Związane jest to z legendą, z której wynika, że z tego miejsca się nie wraca. Dlatego też w takich przypadkach nie zawsze można się przygotować w 100 procentach.

WP: Czy podczas dotychczasowych wypraw znalazł się Pan w sytuacji zagrożenia życia? Czego należy się bać na Czarnym Lądzie?
Do tej pory nie zdarzyła mi się tego typu sytuacja. Było jednak jedno zdarzenie, które zapamiętałem na długo. Podczas pobytu w RPA w 2009 roku, gdy spałem do mojego pokoju ktoś wszedł i ukradł bagaż mój i kolegi. Obudziliśmy się nad ranem zdziwieni, że w miejscu gdzie leżały nasze plecaki nic nie ma. Z perspektywy czasu cieszymy się, że złodziej nas nie obudził. Nie wiadomo, jak to mogło się wówczas skończyć. Podróży do Afryki nie trzeba się jednak bać. Należy zwracać uwagę na to, w jaki rejon się jedzie i co aktualnie tam się dzieje. Oczywiście zalecana jest profilaktyka antymalaryczna tam, gdzie malaria występuje i rozsądek w spożywanie posiłków w lokalnych barach. I jak wszędzie, trzeba mieć oczy dookoła głowy. A gdy znajdziemy się w nieodpowiednim miejscu o nieodpowiedniej godzinie - to i tak nic nie poradzimy.

WP: Jakie ma Pan plany na kolejne wyjazdy?
Przede mną ponad 40 afrykańskich państw i gór. W sumie, w zależności od tego, czy do celów projektu zaliczymy również wyspy, terytoria zależne i niezależne położone wokół kontynentu afrykańskiego, jest do zdobycia 56 lub 66 szczytów. Na razie skupiam się na realizacji celu w Botswanie. A później? Może Maroko, Etiopia, Somaliland? Mam gdzie jeździć. Myślę, że ten projekt potrwa jeszcze wiele lat. A gdzie ostatecznie się wybiorę można sprawdzić na moich stronach: www.szczytyafryki.pl i www.facebook.pl/SzczytyAfryki.

Rozmawiała Urszula Drukort-Matiaszuk/if, Wirtualna Polska

0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.