W piwnicy diabła

30 czerwca 2007 roku Jerzy Błaszczyk dotarł 231 metrów pod powierzchnię, badając nieodkryte dotąd zakątki Morza Czerwonego i bijąc jednocześnie rekord Polski w nurkowaniu głębinowym.

Obraz
Obraz
© (fot. Poznaj Świat)

_ *30 czerwca 2007 roku Jerzy Błaszczyk dotarł 231 metrów pod powierzchnię, badając nieodkryte dotąd zakątki Morza Czerwonego i bijąc jednocześnie rekord Polski w nurkowaniu głębinowym. - Czy jestem szczęśliwy? Na pewno, pobiłem rekord. Czy „poszerzyłem granice świata”? Nie wiem. Wiem, że przekroczyłem granice własnych możliwości. Strach to dziwny potwór. * _

Piwnica diabła - magnes na entuzjastów głębokiego nurkowania - nietypowe ukształtowanie dna morskiego i niezbadana otchłań pociąga, ale jest też winna śmierci wielu próbujących odkryć jej tajemnice.

Miesiące przygotowań, dziesiątki butli z setkami litrów mieszanek gazowych, tysiące kilometrów od Polski. Grupa nurkowa DeepExplorers pod koniec czerwca wyruszyła do Dahab na półwyspie Synaj z zamiarem zbadania nieeksplorowanych dotąd obszarów dna Morza Czerwonego. Dlaczego właśnie tam? To miejsce działa jak magnes na entuzjastów głębokiego nurkowania – nietypowe ukształtowanie dna morskiego i niezbadana otchłań pociąga, ale jest też winna śmierci wielu próbujących odkryć jej tajemnice. Bohater wyprawy, Jerzy Błaszczyk, badał już ten teren w 2006 roku, kiedy udało mu się zejść na głębokość 201 metrów w kominie The Bells. Teraz celem stały się głębokość powyżej 220 metrów i dalsza eksploracja tego miejsca. Zespół DeepExplorers to grupa nurków technicznych z wieloletnim doświadczeniem: Krzysztof Hrynczyszyn, Tomasz Trębacz i Grzegorz Stępień jako grupa zabezpieczająca doskonale wiedzieli, co może się wydarzyć pod wodą. Niezbędnym wsparciem, jako mecenas wyprawy, była firma Infovide-Matrix.

Zwykły pech sprawił, że podczas wynurzania, na głębokości 160 metrów, liny zaplątały się w sprzęt i uniemożliwiły Jurkowi wyjście na powierzchnię. Przy takich projektach zaledwie kilka sekund zwłoki ma wpływ na całe przedsięwzięcie. Chwile grozy nie zdołały mu jednak przeszkodzić w bezpiecznym wypłynięciu. „Byłem zaskoczony, ale przygotowany na taką możliwość – miałem nóż właśnie do tego celu, a nie do odganiania rekinów! Zadziałałem dość automatycznie i podręcznikowo” – powiedział po wszystkim. Strach nie sparaliżował go nawet w kryzysowej sytuacji, z której, jak mówi, wybrnął nie dzięki zachowaniu zimnej krwi czy szczęściu, ale za sprawą perfekcyjnego przygotowania sprzętu, wielokrotnych nurkowań próbnych i błyskawicznej reakcji ekipy zabezpieczającej – sztabu ludzi, którym zawdzięcza sukces wyprawy. „W czasie takich projektów ludzie giną, trafiają do komory dekompresyjnej albo padają ze zmęczenia. My z całym zespołem tego samego dnia wieczorem poszliśmy na piwo. Musiałbym być w czepku urodzony, żeby takie
zakończenie było jedynie zasługą szczęścia”.

Jerzego Błaszczyka relacja na gorąco...

...w 24 godziny od zanurzenia w The Bells:
– O dziewiątej trzydzieści rozpoczęliśmy zanurzanie. W drugiej minucie zacząłem się niepokoić zbyt wolnym tempem. W piątej – byliśmy na dziewięćdziesiątym metrze – o sześć metrów za płytko w porównaniu z planem. Spuściłem więc gaz z worków wypornościowych i rozpocząłem szybsze opadanie. Na sto dwudziestym metrze minąłem miejsce zamocowania naszej liny. Zaraz potem ostatecznie pożegnałem się z przyjaznym światłem słonecznym. Całkowity mrok zapanował dużo szybciej, niż myślałem. Już na stu pięćdziesięciu metrach czułem się jak na sześćdziesięciu metrach w Hańczy – ciemno, zimno, do domu daleko. Bardzo daleko...

W piwnicy diabła

Pionowa ściana, wzdłuż której opadałem, wyglądała w świetle latarki przerażająco – żadnej roślinności, pojedyncze korale wystawiające daleko swoje cienkie ramiona i – co zaskakujące – masa lin biegnących w dół. Nie były to liny nurkowe, ale plastikowe, grube plecionki – najprawdopodobniej liny rybackie. Opadałem szybko i bez problemów wzdłuż naszej „poręczówki” do momentu, kiedy syndrom wysokich ciśnień zaczął mną lekko trząść. Zwolniłem, aby zminimalizować objawy i opadałem dalej.

Wreszcie zatrzymałem się na dwustu trzydziestu jeden metrach! Rozejrzałem się dookoła. Pode mną majaczyło dno, a wokół nieprzyjazny mrok i zimno. Czułem się, jakbym wtargnął nieproszony do piwnicy diabła. W głowie zabrzmiały mi słowa „Trąbki”: „Stary, jak już tam dotrzesz, to spieprzaj natychmiast!”. Nie zastanawiając się długo, ścisnąłem oba inflatory, aż mi coś w dłoniach zatrzeszczało i po chwili zacząłem unosić się do góry.

225, 220, 210... do 180 metrów wszystko szło świetnie, gdy nagle – zacząłem zwalniać. Pompowanie suchego kombinezonu i obu worków niczego nie dawało, więc zrzuciłem cztery kilogramy z kieszeni na udach. Mimo to moja prędkość wynurzania była zbyt mała. Co jest, do cholery? Rozejrzałem się dookoła i nic. Spojrzałem w górę i zobaczyłem zieloną linę biegnącą... prosto od moich automatów! „Ożeż ty...! Zaplątałem się!!!”. Próbowałem się wyszarpać, ale nic z tego. Starałem się powoli wyplątać – też nic. Czas mijał, a zużycie gazów zwiększyło się dwukrotnie.

Nie namyślając się długo, sięgnąłem po nóż i zbliżyłem jego ostrze do liny pod sobą. Wóz albo przewóz – jak jestem totalnie zaplątany, to i tak to nie pomoże. Jedno cięcie wystarczyło. Całkowicie napełniony kombinezon i dwa worki zadziałały bez zarzutu – ruszyłem do góry jak rakieta, omijając kilka głębokich przystanków dekompresyjnych (miałem je co trzy metry, tak jak lubię...). Spojrzałem na stan gazów i okazało się, że nie stać mnie na powrót i realizację ominiętych postojów. Postanowiłem nadrobić straty po drodze, dodając czas do kolejnych przystanków.

Tymczasem stanął przede mną dużo większy problem – zwiększone zużycie gazu przy operacji wydostania się z liny spowodowało, że byłem już na końcu rezerwy. A do miejsca zmiany butli miałem jeszcze cztery przystanki i dziesięć metrów. Za daleko! Oznaczało to jedno: przepięcie butli na dużej głębokości przy ciśnieniu tlenu niebezpiecznym dla życia. Ale... lepsze to niż utonięcie z powodu braku gazu. Dokonałem więc zmiany butli i wypłynąłem nad półkę skalną. A tam – krajobraz nie do poznania, bo... byłem w zupełnie innym miejscu, niż powinienem!
Nie widzę nikogo, po mojej linie też ani śladu.
Czarny scenariusz zaczął się realizować...

Gdzie jestem?

Myślałem tylko o jednym – jak najszybciej dać znać zespołowi, gdzie jestem. Ominąłem kolejne „deep stopy”, na siedemdziesiątym piątym metrze zameldowałem się cztery minuty przed czasem i wypuściłem na powierzchnię bojkę. Wynurzałem się na kolejne przystanki i czekałem w napięciu, obserwując manometr butli. Strzałka była już na polu rezerwy. Po dziesięciu minutach zmuszałem się, aby nie dopuszczać najgorszej myśli – jestem już daleko poza zasięgiem wzroku i nikt mnie nie zauważył. Biorąc pod uwagę stan gazów, to by oznaczało mój koniec w ciągu kwadransa. Po chwili nie wytrzymałem i puściłem po linie drugą bojkę – żółtą, sygnalizującą stan zagrożenia, ale mój przekaz był dużo prostszy: „Zasuwajcie, ja tu zdycham!!!”.

Po kilku minutach od wystrzelenia żółtej bojki poczułem dwa szarpnięcia liny... i kamień spadł mi z serca, a po chwili zobaczyłem zjeżdżającą butlę! Byłem uratowany. Teraz przede mną było pięć godzin dekompresji.

Strach przyszedł później

Po dotarciu do „dekobaru”, czyli miejsca dekompresji, dostałem picie i jogurty, które mnie wzmocniły. Teraz problemem było oziębienie – kombinezon był zupełnie zalany przez nieszczelne manszety oraz zasikany przez mnie z powodu zepsutego cewnika. Ciałem wstrząsały dreszcze, a czekały mnie jeszcze trzy godziny dekompresji. Dla rozgrzewki starałem się popychać przed sobą „dekobar” i sikać, ile wlezie – ciepły mocz stanowił ulgę nie do opisania. Koledzy asystowali mi na zmianę, zabawiając i podając tlen a w przerwach – powietrze.

W trzysta osiemdziesiątej siódmej minucie nurkowania wynurzyłem się. Dookoła stał tłum i wiwatował na moją cześć, wszyscy gratulowali i ściskali. A ja byłem szczęśliwy, że mogę wyjść o własnych siłach na brzeg...

Czy jestem szczęśliwy? Na pewno. Jestem najgłębiej nurkującym Polakiem – to dla mnie wiele znaczy. Czy „poszerzyłem granice świata”? Nie wiem. Wiem natomiast, że przekroczyłem granice własnych możliwości. I to do punktu, gdzie zwykle przejmuje kontrolę strach. A strach to dziwny potwór. Prędzej czy później wyłazi na zewnątrz. Mnie dopadł następnego dnia.

Gdy piłem poranną kawę nad brzegiem morza, słuchając Kasi Nosowskiej. Nagle zdałem sobie z wszystkiego sprawę i nogi się pode mną ugięły.


Poprzedni rekord Polski w nurkowaniu głębinowym należał do Grzegorza Dominika i wynosił 212 metrów. Rekord świata został ustanowiony w 2005 roku przez Nuna Gomesa i wynosi 318,25 metra. Podczas bicia tego rekordu asystowali członkowie wyprawy Infovide-Matrix Diving Exploration 2007.

_ Źródło: Poznaj Świat _

Wybrane dla Ciebie
"Wioska widmo". Znajduje się w jednym z najpiękniejszych parków narodowych
"Wioska widmo". Znajduje się w jednym z najpiękniejszych parków narodowych
Długo był w cieniu Krakowa czy Wrocławia. Teraz to modne miejsce w Polsce
Długo był w cieniu Krakowa czy Wrocławia. Teraz to modne miejsce w Polsce
Nowa atrakcja Małopolski. "Widoki, jakich nie było"
Nowa atrakcja Małopolski. "Widoki, jakich nie było"
Pendolino wróciło do polskiego miasta. Ceny kuszą
Pendolino wróciło do polskiego miasta. Ceny kuszą
Podróżni przecierali oczy. Oto jak pasażer stawił się na lotnisku
Podróżni przecierali oczy. Oto jak pasażer stawił się na lotnisku
Europa na celowniku turystów. "Nie zdziwcie się, jeśli ceny wystrzelą"
Europa na celowniku turystów. "Nie zdziwcie się, jeśli ceny wystrzelą"
Turyści na to czekali. TPN podjął decyzję
Turyści na to czekali. TPN podjął decyzję
Unikatowe miejsce w Polsce. Nowa atrakcja przyciągnie jeszcze więcej turystów
Unikatowe miejsce w Polsce. Nowa atrakcja przyciągnie jeszcze więcej turystów
To nie był żart. W plecaku turysty znaleźli amunicję
To nie był żart. W plecaku turysty znaleźli amunicję
Wakacyjny raj stracił setki tysięcy turystów. Ceny poleciały w dół
Wakacyjny raj stracił setki tysięcy turystów. Ceny poleciały w dół
Hotelarze zacierają ręce. Obłożenie sięga prawie 100 proc.
Hotelarze zacierają ręce. Obłożenie sięga prawie 100 proc.
Największe hity Polaków. Tam spędzą Wielkanoc
Największe hity Polaków. Tam spędzą Wielkanoc
ZACZEKAJ! ZOBACZ, CO TERAZ JEST NA TOPIE 🔥