Góry Mackenzie, czyli "Mission Impossible"

Była to najcięższa ekspedycja jaką przeżyłem w swoim życiu. Wyprawa w góry Mackenzie była moją ostatnią do Kanady. To pewne. Jestem tutaj już spełniony! Pokonałem 350 km. trasy głównie korytami rzek.

Obraz
© (fot. Marcin Gienieczko)

Zakończyłem swoją wyprawę Canol. Przejście Gór Mackenzie. Była to najcięższa ekspedycja jaką przeżyłem w swoim życiu. Trawersując rzekę Kelle popłynąłem z nasiąkniętym plecakiem w dół nurtu i tylko odrobina szczęście pomogła mi wyjść z tej przygody żywo. Pokonałem 350 km - według GPS Góry Mackeznie. Przez kaniony, góry, obejścia góry Blue Mountains, mocne podejście na Pola Abrahama. Większość trasy przebiegała korytami rzek. Schodząc z Pól Abrahama przyszedł sztorm. Pogoda się wówczas zepsuła. Deszcz ze śniegiem. W nocy spadł śnieg i zrobiło się zimno. W ogóle już na Północy przyszła jesień.

Większość sprzętu jest dobita, buty-podeszwy pękły, plecak również nie przeżył. Wszystko popękało. Piety mam zdarte. Ale na tym polega urok walki z naturą i samym sobą.

Wyprawa w góry Mackenzie była moją ostatnią ekspedycją do Kanady. To pewne. Jestem tutaj już spełniony! Teraz zamierzam eksplorować Rosję, Syberię w jej najbardziej ekstremalnym wydaniu - ZIMĄ! Myślę ze jestem już na to przygotowany. Dwa zero w Trójboju dla mnie i z tego jestem bardzo dumny!

Canol to nie spełniona ambicja z 2007 r. Teraz czuje się znacznie lepiej bo zrobiłem to co planowałem od 3 lat. Canol to również kawał historii Kanady. To tędy Amerykanie pociągnęli rurociąg na południe Kanady.

Canol to najbardziej ekstremalne - PRZEJŚCIE w Kanadzie. Kto nie wierzy niech się z nim zmierzy po 4 dniach dostanie odpowiedź. Od Twitya River nie ma szlaku nie ma drogi. Trzeba mocno myśleć analizować każdą górę, wzniesienie a żeby znaleźć drogę. Rzeki na Canol to największe wyzwanie. Każda rzeka a nawet dopływ jest trudny do przejścia. Zwłaszcza, że kiedy zszedłem z Pól Abrahama zaczął padać deszcz ze śniegiem a później deszcz i tak się rozpadało przez 9 dni. Poziom wód się tak podniósł, że później wędrowałem w większości korytami rzek zwłaszcza w kanionie Dodo.

Wyprawę wspierał Marcin Rojek oraz Kithe Hickling - naczelnik Sathtu - rejonu pół. Kanady North West Terytorium.

Warto dodać, że nie korzystałem ze rzutów żywności z samolotu tak jak większość podróżników robi, którzy chcą zdobyć Canol. Rozwiązałem to w taki sposób, że od granicy z Yukon NWT ciągnąłem wózek do rzeki Twitya, a później już szedłem z ciężkim plecakiem aż do rzeki Carcajou. To było dla mnie bardzo istotne. Być w jakimś stopniu nie zależnym.

Teraz powoli dochodzę do siebie. Schudłem 8 kg w ciągu 25 dni przeprawy. DZIURKI W PASKU ROBIŁEM CO 7 DNI.

Poza tym był to dla mnie znaczący drugi sukces w tym roku. Ostatnio dostałem maila od pewnego Polaka, który zamierzał zmierzyć się z rzeka Ponoj, a później z morzem Białym. Równo miesiąc po mojej wyprawie na Półwyspie Kolski. Czytając tego maila uważam, że miałem dużo szczęścia, że udało mi się spłynąć Ponojem i opłynąć morze Białe kajakiem, południową część Poł. Kolskiego. Dlaczego? Poniżej jego mail a w nim zawarta odpowiedz.

_ Marcin Gienieczko, Kanada NWT _

_ \"Szczerze gratuluje. Po twoim powrocie chciałbym się z tobą skontaktować i porozmawiać o Kolskim. Niestety nie dopłynęliśmy do Panoi (a chciałbym jeszcze raz spróbować tam dopłynąć). Postawili nowe posterunki i kapitana który bał się płynąć, prawdopodobnie złożyły się na to zamieszki w Gruzji zwiększenie czujności posterunków i w pewien sposób twoja wyprawa. Było o niej w rejonie dość głośno, doszło to do jakiegoś urzędnika, że jacyś Polacy podróżują po Kolskim.... A jak wiesz nie wszyscy w Rosji nas lubią. Dopłynęliśmy do rzeki Babia, ale nie mogliśmy dobić do brzegu ujście rzeki było zbyt kamieniste a naszym pontonem było zbyt niebezpiecznie, duża fala. W efekcie cumowaliśmy na Pulandze, zacumowaliśmy w ujściu. Piękna rzeka w górze są piękne kaniony nieźle połowiliśmy pięknych srebrnych łososi.\" Serdecznie Pozdrawiam Paweł Korczyk _

Przez wiele lat a dokładnie przez 5,5 rokku wojażowałem po Kanadzie. Miałem 24 lata kiedy wylądowałem na Yukonie a później jakoś się wszystko potoczyło. Mieszkałem na Alasce i Vancouver. Przepłynąłem w canoe całą Kanadę i pontonem całą Alaskę. Żyłem wśród ludzi pokroju Londona. Wilczej watahy, która tak jak ja nie mogła się pogodzić z życiem z dnia na dzień w swoim kraju. To ludzie londonowskiego typu, którym na widok psów, wilków, niedźwiedzi, a przede wszystkim wielkich przestrzeni krew się gotuje. Mi też . Kiedy mając 25 lat przepłynąłem w ciągu 2,5 miesiąca największą rzekę Alaski Yukon, zrozumiałem, że będę tutaj wracał. Wracałem co roku.

Rok 2007 był dla mnie wielkim przełomowym rokiem. Postanowiłem zorganizować zimową wyprawę do Kanady w Góry Mackenzie. Nie wiedziałem co mnie czeka. Myślę (teraz już wiem), że byłem wówczas nie przygotowany do tamtej wyprawy. Dlaczego bo szlak jest nie widoczny, trzeba się wspinać, przechodzić liczne odnogi koryt rzeki, kaniony itp. A przede wszystkim trzeba ciągnąć 90 kg sanie pod kontem 45 stopni. Na fokach człowiek by zjeżdżał do dołu. Liczne głazy narzutowe wielkości budki telefonicznej to kolejna przeszkoda. Po prostu \"Mission Impossible\".

Teraz już wiem ale żeby się dowiedzieć musiałem sam to sprawdzić. W 2007 r. przemierzyłem zimą na nartach i skuterem South Canol Trail. Z powodu głębokiego śniegu przerwałem wyprawę na North Canol Trail. Ale powiedziałem, że musze wrócić i sprawdzić czy naprawdę North Canol jest taki trudny. Przed wyprawą powiedziałem do mojego ojca „wiesz tato najbardziej z \"TRÓJBOJU\" (trzy wyprawy na Północ) obawiam się Canol Trawl”. Wiem czym pachnie dzika Kanada, ojciec nie wie. Tata z koleji powiedział - a ja uważam, że będzie ciężka wyprawa morska. Na wodzie czuję się dobrze bliższa ciału koszula. Mam dużo doświadczenia - w końcu urodziłem się na Mazurach. Nie bałem się Morza Białego i dzikiego Ponoju ale miałem i nadal mam respekt do Canol.

O Canol usłyszałem od pewnej uroczej blondynki z Norman Wells. Wówczas płynąłem canoe samotnie przez cala Kanadę. Sztorm na Mackenzie zmusił mnie do trzydniowego postoju. Poznałem Jennifer. Oprowadzając mnie po zaułkach Norman Wells wskazała palcem na dzikie Góry Mackenzie.

- Marcin stamtąd ciągnie się najtrudniejszy szlak w Pół. Kanadzie przez Góry Mackenzie do Ross River (Yukon). Niegdyś była tam droga, Amerykanie postanowili zrobić Canol Project - pociągnąć rurociąg do Whitehorse. Rurociąg działał tylko dwa lata. Później wszystko się \"rozmyło\" i rurociąg i droga. Opowiadała mi oprowadzając mnie po Norman Wells. Wówczas nie wiedziałem, że Canol stanie się moja chorobliwą ambicją, koszmarem, wyzwaniem który będzie mnie kosztować wiele wyrzeczeń, nerwów, walki z ludźmi, chamstwem, zawiścią, kłopotami itp.... Ale, że należę do ludzi, którzy się nigdzie nie poddają.

Będę krwią pluć a osiągnę cel! Postanowiłem zmierzyć się z największa legendą Północy – Canol - skrót Canadian Oil. Rok 2007 mnie zblokował. Mimo to się nie poddałem. Teraz mam za sobą przejście Canol - 350 km przez Góry Mackeznie w ciągu 24 dni marszu bez zrzutów żywności. Czy było ciężko. Sam fakt, że schudłem 8 kg mówi za siebie. Najcięższy był etap kiedy schodziłem z Pól Abrahama. W śniegu i deszczu. Na rzece Kelle nurt mnie porwał. Nie mogłem odpiąć pasa biodrowego plecaka i zakleszczyłem się tak, że nawet byłem parę sekund pod wodą. Ale zgodnie z tradycja bondonowską jakoś wyszedłem z tego cało. Towarzyszył mi na tym etapie Rupert 40 letni podróżnik z Kanady. Miał doświadczenia zdobyte na Ziemi Bafina i na North West Terytorium. To właśnie Rupert uratował mi życie.

Kiedy to rzeka porwała mnie i już niemalże znajdowałem się na spadku do wielkich bystrzy w ostatniej chwil zahaczyłem o niewielka łachę piaskowa. Wówczas rzucił mi linę i się wciągnąłem na brzeg. Moje ciało drżało bo dopadała mnie hipotermia – wyziębienie organizmu. Teraz kiedy siedzę w hostelu to oczywiście kolejny epizod, który napęcznieje w moim CV. Ale nie jest to takie ,,easy\". Przeprawa przez liczne kaniony wypełnione woda w Dodo Canion było też fascynująca przygodą. Od Twitya River nie ma szlaku. Trzeba się nagłowić za pomocą map i gps lub też po prostu obserwować każde wzniesienie – czytać \"przyrodę\" żeby się zlokalizować. Kiedy jest mgła to ciężka sprawa.

Canol przygotował mnie bardzo dobrze do wyprawy życia. Do wyprawy a mianowicie do przejścia całkowicie SOLO zima rzeki Kołymy, Syberii na nartach. To będzie największe moje wyzwanie. Od jutra za 4 miesiące . Planuje wyruszyć 12 stycznia 2009r. tak jak niegdyś zesłańcy na daleką Syberię. Będzie mi towarzyszyć w początkowym etapie ekipa TV aby sportretować historię, łagry, surową zimę pogrążoną w głębokiej nocy. Myślę, że jestem już na takie ekstremalne wyzwanie przygotowany, bo jak nie teraz to kiedy?

Teraz albo nigdy! czyli teraz!

Świat kocha tych którzy idą śmiało pod wiatr. Nie zamierzam zrezygnować z tego co mi się należy a wielka zimowa ekspedycja mi się należy.

Czuje już przesyt Kanady. Bardzo mi zależało(bardzo!), a żeby zakończyć te wyjazdy –które trwały 5,5 roku sukcesem. Zakończyć w roku wydania mojej pierwszej książki o Kanadzie. Książka wyjdzie na początku listopada w nakładzie wydawnictwa Zysk. Obok Cejrowskiego, Pałkiewicza, Jagielskiego z Wyborczej, będę kolejnym autorem. To dla mnie było bardzo ważne. Nie mogłem przegrać, być pokonany. Było by to dla mnie zabójstwem podróżniczym. Ale się powiodło bo słowo „udało się” wcale tutaj nie pasuje. Udać się może wygrać w Totolotka, a ja planowałem analizowałem. Adam Wasilewski mój serdeczny przyjaciel z Węgorzewa , który przygotowuje od strony kartograficznej każdą moją wyprawę wie najlepiej. Ile to godzin spędziliśmy nad mapami, analizowaliśmy trasę. Teraz wiem, że warto było. Dziękuję Ci Adam. Tak sobie pomyślałem ile mam przyjaciół, a ile wrogów. Więcej tych, którzy z zazdrości, że mam sponsorów (bo jak nie wiadomo o co chodzi to wiadomo chodzi o pieniądze) pieniądze na tak kosztowne ekspedycje - to mój 3
wyjazd w tym roku .Dziękuję za wsparcie Oli z Palmolive. Panu Kamińskiemu ze Sprintu, mojemu wiecznemu sponsorowi - już 12 lat firmie PHILIPS oraz Wirtualnej Polsce, która jest patronem tego projektu!

Tutaj w hostelu krzyżują się wszystkie umysły podróżników. Jak przebyć Yukon czy Alaskę. Są tutaj takie wskazówki jakby ktoś miał przejechać z Żoliborza na Wole. Pamiętam jak wróciłem z Alaski i wsłuchiwałem się w dojrzałe przemyślenia obieżyświatów. Pokrój Londona się nie zmienił. On nadal się tli. Coraz mniej jest ludzi pokroju ery sienkiewiczowskiej ale tutaj na Północy można jeszcze znaleźć ludzi którzy nie ulegli zmaterializowaniu wyobraźni.

Kanada, Alaska dała mi wiele, ale o tym w mojej książce \"Pokonać siebie\". Musicie to przeczytać. Te 5 lat zmieniło moje życie. Zmieniło wszystko. Więcej dało niż zabrało.

Canol natomiast mnie przygotował nie tylko do Kołymy ale również do każdej innej wyprawy. Zarówno psychicznie jak i również (przede wszystkim) fizycznie.

Andrzej Sydor mój przyjaciel zapytał się znowu jedziesz do Kanady, przecież już tam byłeś. Odpowiedziałem, tam jest duch niezrealizowanej przygody. Muszę ją zrealizować aby nadal dobrze funkcjonować, aby spokojnie spać. Teraz ten duch jest bardziej spokojny niż kiedykolwiek.

Czuje odwilż i już myślę o Syberii. Sztuka naszego życia to umiejętność odnalezienia siebie w społeczeństwie. Ja poprzez wyprawy do Kanady się odnalazłem. Nie tylko dlatego że przeszedłem (prawdopodobnie jako pierwszy Polak Canol), ale również, że dzięki moim wyprawom jestem tym kim jestem. Nie ma wypraw, nie ma Marcina Gienieczko. Aby żyć muszę zażywać ten narkotyk. Teraz już wiem, że czeka na mnie cały świat. Kanadę mam za sobą ale jeszcze jest wiele dróg, a żeby przemierzyć i siebie sprawdzić a później przelać to na papier.

Teraz dochodzę do siebie. Canol skurczył mi żołądek, więc nie mogę zbytnio dużo jeść. Zazwyczaj po takich wyprawach czas powrotu do rzeczywistości trwa 3-4 dni, a później praca.

Teraz czeka mnie przedstawienie moich dwóch wyczynów, (opłynięcie kajakiem Morzem Białym, Półwyspu Kolskiego-Rosja oraz przejście Gór Mackenzie Kanada ), dzielenie się przeżyciami z wypraw poprzez reportaże, spotkania autorskie, pokazy zdjęć i filmów. Jest mi bardzo miło, gdyż na zaproszenie Moniki Krusiewicz, założycielki Event Managers Club będę mógł przedstawić swoje przeżycia na warsztatach Event Managers Club .

Spotkanie odbędzie się 11 września w Sopocie w Galerii Malt, ul. Bohaterów Monte Cassino 28, godzina 17.30. Wiecej o wyprawie na stronach www.gienieczko.pl oraz www.zewpolnocy.com

_ Marcin Gienieczko _

Wybrane dla Ciebie
"Wioska widmo". Znajduje się w jednym z najpiękniejszych parków narodowych
"Wioska widmo". Znajduje się w jednym z najpiękniejszych parków narodowych
Długo był w cieniu Krakowa czy Wrocławia. Teraz to modne miejsce w Polsce
Długo był w cieniu Krakowa czy Wrocławia. Teraz to modne miejsce w Polsce
Nowa atrakcja Małopolski. "Widoki, jakich nie było"
Nowa atrakcja Małopolski. "Widoki, jakich nie było"
Pendolino wróciło do polskiego miasta. Ceny kuszą
Pendolino wróciło do polskiego miasta. Ceny kuszą
Podróżni przecierali oczy. Oto jak pasażer stawił się na lotnisku
Podróżni przecierali oczy. Oto jak pasażer stawił się na lotnisku
Europa na celowniku turystów. "Nie zdziwcie się, jeśli ceny wystrzelą"
Europa na celowniku turystów. "Nie zdziwcie się, jeśli ceny wystrzelą"
Turyści na to czekali. TPN podjął decyzję
Turyści na to czekali. TPN podjął decyzję
Unikatowe miejsce w Polsce. Nowa atrakcja przyciągnie jeszcze więcej turystów
Unikatowe miejsce w Polsce. Nowa atrakcja przyciągnie jeszcze więcej turystów
To nie był żart. W plecaku turysty znaleźli amunicję
To nie był żart. W plecaku turysty znaleźli amunicję
Wakacyjny raj stracił setki tysięcy turystów. Ceny poleciały w dół
Wakacyjny raj stracił setki tysięcy turystów. Ceny poleciały w dół
Hotelarze zacierają ręce. Obłożenie sięga prawie 100 proc.
Hotelarze zacierają ręce. Obłożenie sięga prawie 100 proc.
Największe hity Polaków. Tam spędzą Wielkanoc
Największe hity Polaków. Tam spędzą Wielkanoc
ZANIM WYJDZIESZ... NIE PRZEGAP TEGO, CO CZYTAJĄ INNI! 👇