Kostka masła za 23 zł, ogórek za 18 zł. Wyjątkowy kraj zaskakuje cenami
Ceny w grenlandzkich sklepach i restauracjach potrafią zmrozić bardziej niż arktyczna aura. Za większość rzeczy na duńskiej wyspie trzeba zapłacić krocie. - Ceny niektórych produktów mogą powodować lekki szok - relacjonuje Tomasz Waleński, dziennikarz WP.
Sporym zaskoczeniem dla turystów przybywających na Grenlandię bywa nie tylko surowy klimat, ale także ceny. Te potrafią bowiem zawrócić w głowie, zwłaszcza jeśli chodzi o produkty, które na wyspie nie bywają powszechnie dostępne.
Bardzo wysokie ceny na Grenlandii
- Ceny na Grenlandii są wysokie, znacznie wyższe niż w Danii. Jest drożej niż w Kopenhadze. Praktycznie wszystkie produkty, poza lokalnymi mięsami, rybami i owocami morza, są sprowadzane, co przekłada się na ich wysoką wartość, zarówno w sklepach, jak i restauracjach - mówi dziennikarz Wirtualnej Polski Tomasz Waleński, który niedawno odwiedził stolicę Grenlandii, Nuuk. - Ceny niektórych produktów mogą powodować lekki szok. Sam rodzaj asortymentu, którego nie znajdziemy w Polsce, może się wydawać zaskakujący - opowiada.
"Halo Polacy". Wyzwania życia za kołem podbiegunowym. "Gdy morze zamarznie, statek nie wpłynie"
Najdroższe są warzywa i produkty z krótką datą przydatności
Najdroższe na Grenlandii są warzywa. Wszystko przez to, że wyspa nie ma rozwiniętego rolnictwa. Krótki sezon wegetacyjny i surowy klimat sprawiają, że uprawy są ograniczone do minimum. Większość produktów trafia na wyspę statkami lub samolotami, a transport w arktycznych warunkach jest kosztowny. Każda główka kapusty czy paczka makaronu pokonuje tysiące kilometrów, zanim trafi na półkę w supermarkecie w Nuuk.
O cenach na Grenlandii opowiadał nam także w programie "Halo Polacy" Adam Jarniewski, Polak, który mieszka na Grenlandii.
- Trzeba pamiętać, że Grenlandia jest wielka. Siedmiokrotnie większa od Polski. Dlatego sporym wyzwaniem są tutaj dostawy towarów. Raz - że jest drogie, a dwa - czasochłonne. Nieraz nie ma też możliwości dostarczenia towarów. Kiedy morze zamarznie, to statek nie ma możliwości wpłynąć. Może być tak, że statek z towarami nie może dopłynąć nawet przez kilka miesięcy - mówił Adam Jarniewski. - Dlatego w czasie tych najgorszych miesięcy, trzeba się przestawić i odzwyczaić od jedzenia świeżych rzeczy. W wielu miejscach na Grenlandii często nie ma np. świeżego mleka czy kefirów. U nas, w Sisimiut, dostawy świeżych owoców są średnio raz w tygodniu, a czasem i co dziesięć dni, więc tych rzeczy często brakuje. Przez to są też drogie - wyjaśniał.
Dlatego np. za kilogram ziemniaków w stolicy Grenlandii trzeba zapłacić równowartość 42 koron duńskich, czyli ok. 23 zł. Z kolei za kilogram cebuli trzeba dać 15 koron (ok. 8,5 zł), a za kilogram kapusty 31 koron (ok. 17,5 zł). Pojedynczy ogórek w Nuuk może kosztować nawet 32 korony, czyli 18 zł. Kostka masła to wydatek rzędu 40 koron, czyli 23 zł).
- Drogie są wszystkie rzeczy, które mają krótką datę przydatności. One się nazywają z duńskiego flyfrisk - "samolotowo świeże", czyli takie, które zostały dowiezione samolotem. I one są o kilkaset procent droższe od tych, które znacie w Polsce - wyjaśniał Adam Jarniewski.
W mniejszych miejscowościach, oddalonych od stolicy, bywa jeszcze drożej, bo konkurencja jest znikoma, a dostawy rzadsze.
Grenlandczycy jedzą głównie lokalne produkty
Jak wyjaśnia Polak, dieta Grenlandczyków w dużej mierze opiera się na tym, co daje natura. Popularne jest tam np. jedzenie skóry narwala, znanej jako mattak, podawanej na surowo w kostkach. Rarytasem bywa tylna płetwa narwala. Na stołach często pojawiają się także wieloryb czy stek z piżmowoła, zwierzęcia doskonale przystosowanego do życia w tundrze, oraz suszone szprotki, które od lat stanowią element grenlandzkich zapasów na zimę.
Mięso wieloryba kosztuje ok. 130 koron duńskich za kilogram (ok. 75-80 zł). To jeden z bardziej dostępnych cenowo lokalnych produktów mięsnych w grenlandzkim sklepie. Skóra narwala, czyli tradycyjny mattak, można kupić za ok. 305 koron duńskich za kilogram (ok. 180-190 zł). To jeden z droższych przysmaków grenlandzkiej kuchni.
Tylna płetwa narwala kosztuje ok. 287 koron duńskich za kilogram (ok. 170 zł). Ten produkt, podobnie jak mattak, należy do tradycyjnych grenlandzkich specjałów. Stek wołowy sprzedawany jest w cenie około 150-170 koron duńskich za kilogram (ok. 85-95 zł), co pokazuje, że nawet importowana wołowina nie jest na wyspie tania.
Inne lokalne mięsa oraz produkty z morskich ssaków kosztują od 120 do 145 koron duńskich za kilogram (ok. 70-85 zł), w zależności od rodzaju i części zwierzęcia.
Ceny jedzenia na Grenlandii mogą dać przyjezdnym w kość
Grenlandzkie zapasy od zawsze opierały się na suszonym mięsie, rybach i tłuszczu. Dziś obok nich stoją importowane słodycze i produkty przetworzone, ale ich ceny mogą również zniechęcać do jedzenia na mieście.
- Podczas pięciodniowego pobytu w zasadzie tylko dwa razy zdecydowałem się na posiłek na mieście. Za zestaw grenlandzkich tapasów z croissantem z sałatką z krewetkami, sajgonką i garstką warzyw zapłaciłem blisko 100 zł - wyjaśnia Tomasz Waleński.
Zobacz też: Wideo z Japonii. Mały makak podbija internet
Warto jednak pamiętać, że pensje na Grenlandii są wyższe niż w Polsce, a część mieszkańców korzysta także ze wsparcia finansowego z Danii. Dla nich ceny nie są tak szokujące jak dla przyjezdnych. Podróżując na Grenlandię, warto jednak przygotować się na to, że codzienne zakupy mogą być sporym wydatkiem.
Ile kosztują wycieczki na Grenlandię?
Na wyjazd na Grenlandię z biurem podróży trzeba przygotować min. 20 tys. zł od osoby. W tej cenie zarezerwujemy tygodniową wycieczkę objazdową z noclegami w pensjonatach i skromnych hotelach ze śniadaniami.
Na Grenlandię dolecimy bezpośrednio z Kopenhagi. Lot trwa ok. pięć godzin. Za lot w dwie strony zapłacimy w marcu min. 3500 zł. Tygodniowy pobyt w Nuuk w najskromniejszym pokoju dwuosobowym zarezerwujemy od 3-4 tys. zł. Takich ofert na Booking.com jest niewiele. Najdroższe opcje kosztują nawet 16 tys. zł za 7 dni.