Korona Ziemi – Citrosept Expedition
Staliśmy na najwyższej górze Antarktydy - Mt Vinson, najzimniejszego kontynentu na Ziemi. Dla Janusza, Bogusława i dla mnie była to ostatnia góra „Korony Ziemi”, finał i zwieńczenie kilkuletniego projektu, który realizowany był można powiedzieć w pocie czoła od kilku lat.
Korona Ziemi – Citrosept Expedition
Staliśmy na najwyższej górze Antarktydy - Mt Vinson, najzimniejszego kontynentu na Ziemi. Dla Janusza, Bogusława i dla mnie była to ostatnia góra „Korony Ziemi”, finał i zwieńczenie kilkuletniego projektu, który realizowany był można powiedzieć w pocie czoła od kilku lat.
Korona Ziemi – Citrosept Expedition
Góra zdobyta! 18 stycznia 2008 roku! Mamy „KORONĘ ZIEMI”! Jako trzecia w historii polskiego alpinizmu ekipa skompletowaliśmy wszystkie szczyty!
Korona Ziemi – Citrosept Expedition
Dodatkowo mamy dwa prywatne, malutkie sukcesy: Boguś Ogrodnik zdobył Koronę w czasie najkrótszym z Polaków, a mnie udało się to jako najmłodszemu Polakowi. Bardzo się z tego cieszę.
Korona Ziemi – Citrosept Expedition
Mt. Vinson był dla nas ostatnią górą do kompletu. Pomimo tego faktu nie było łatwo. Rozmowy z potencjalnymi sponsorami i mediami, które patronowały naszym wyprawom tak się przeciągały, że już prawie się poddałem i sądziłem, że i tym razem trzeba będzie odpuścić. Trudno było się poddać kiedy wizja zakończenia całego projektu jest już tuż tuż...
Korona Ziemi – Citrosept Expedition
W naszej grupie byłem i chyba nadal jestem znany z tego, że nie odpuszczam do samego końca. Na Everest znalazłem sponsora tydzień przed wyjazdem to czemu teraz miałoby się nie udać? Potwierdziło się! Trzeba wiary, no i oczywiście mnóstwo pracy do końca. Znaleźliśmy jednak sposób na finansowanie. Jedziemy na ostatnią górę i jeśli tylko pogoda dopisze to powinno się udać!
Korona Ziemi – Citrosept Expedition
Wylot do Chile nastąpił dokładnie szóstego stycznia. Nie obyło się jednak bez przygód. Lot był wykupiony (oczywiście ze względów finansowych ) z Berlina, gdzie musieliśmy się dostać samochodem. Dokładnie w tym dniu przyszło załamanie pogody i na drogach była lodowa skorupa.
Korona Ziemi – Citrosept Expedition
Czyżby to już mały sprawdzian przed Antarktydą? Ledwo zdążyliśmy na odprawę, a przecież jeszcze trzeba było zrobić całe przepakowanie plecaków i założyć co się da na siebie aby nie zapłacić nadbagażu.
Korona Ziemi – Citrosept Expedition
Wylądowaliśmy w bazie pod Mt. Vinson około godziny 15. Człowiek z obsługi wskazał nam miejsca do rozbicia namiotów. Tak tak, niestety to miejsce jest już też troszkę skomercjalizowane przez amerykańską agencję, która wprowadza na wierzchołek swoich klientów. My na szczęście byliśmy niezależną polską grupa, działaliśmy samodzielnie i nie musieliśmy przejmować się tutejszymi zwyczajami.
Korona Ziemi – Citrosept Expedition
Gotowanie, jedzenie, solidny odpoczynek do rana. Na Antarktydzie nie warto zrywać się jak w innych górach w nocy lub o świcie. Tu jest ciągle o tej porze roku jasno, więc czas nas nie goni, jedyna zasadnicza różnica to fakt, że w godzinach „nocnych” temperatura spada i jest piekielnie zimno. Trudno wiec wyjść z w miarę ciepłego śpiwora i skostniałymi rękami trzymać palnik i menażkę.
Korona Ziemi – Citrosept Expedition
Lepiej poczekać aż słoneczko troszkę raźniej przyświeci i spokojnie wszystko przygotować. 16 stycznia około jedenastej wyszliśmy w kierunku obozu trzeciego. Byo stromo, ale po sześciu godzinach nasze namioty stanęły na 3850 m n.p.m.
Korona Ziemi – Citrosept Expedition
Ostatni obóz, stąd już tylko atak szczytowy. Wyprzedziliśmy znacząco wszystkie grupy i można było delektować się ciszą i samotnością w górach.
Korona Ziemi – Citrosept Expedition
Postanowiliśmy odpocząć jeden dzień i 18 stycznia zaatakować.
Korona Ziemi – Citrosept Expedition
Wszyscy rwali mocno do góry i chcieliśmy zacząć jak najszybciej korzystając z utrzymującej się dobrej pogody. W nocy przed atakiem silnie wiało, było bardzo zimno i padał lekko śnieg.
Korona Ziemi – Citrosept Expedition
W namiocie wszystko zamarzło, nawet herbata w termosie zalana wieczorem.
Korona Ziemi – Citrosept Expedition
Koledzy zażartowali że jest ciepło wewnątrz namiotu bo tylko minus pięć stopni. Na zewnątrz było chyba minus 40 albo i lepiej.
Korona Ziemi – Citrosept Expedition
Wyszliśmy z namiotów dopiero około godziny 10, było trochę cieplej, ale tylko trochę. Droga do szczytu mozolnie pnie się w górę lodowca wychodząc na grań szczytową. Szliśmy około siedmiu godzin, wiał silny, przenikliwy i zimny wiatr.
Korona Ziemi – Citrosept Expedition
Bardzo żałowałem, że zostawiłem w namiocie puchowy kombinezon. Miałem nadzieję, że nie będzie aż tak zimno i zabrałem tylko lekką kurtkę puchową i komplet membran.
Korona Ziemi – Citrosept Expedition
Góra była w chmurach i nie było widać wierzchołka.
Korona Ziemi – Citrosept Expedition
Dopiero około pół godziny przed wierzchołkiem kiedy weszliśmy na grań szczytową wszystko wokoło się odsłoniło, jakby specjalnie na nasze powitanie. Na szczycie wiał wiatr ale też powitało nas słońce, i mogliśmy cieszyć się naszym zwycięstwem.