Trwa ładowanie...
06-05-2015 14:41

Miasto-widmo Epecuen - argentyńska "Atlantyda"

W latach 20. XX w., położone w odległości około 600 km na południowy-zachód od stolicy, Epecuen było najmodniejszym kurortem Argentyny. W 1985 r. spadła na nie katastrofa. Po wielkich ulewach, zasolone wody Laguny Epecuen przelały się przez wał i zatopiły całe miasto. Pozostawało ono zalane przez 20 lat. Od 2009 r. znów jest widoczne – sól zakonserwowała drzewa, a na budynkach czy samochodach pozostawiła biały nalot. Miejsce to nazywane jest argentyńskimi Pompejami. Zamieszkuje je jednak jeden człowiek, Pablo Novak. Zarówno jego historia, jak i dzieje tego miejsca są tak wyjątkowe, że nie można wobec nich pozostać obojętnym.

Miasto-widmo Epecuen - argentyńska "Atlantyda"Źródło: flickr.com by Pablo Gonzalez, licencja CC BY 3.0
datxntv

W latach 20. XX wieku, położone w odległości około 600 km na południowy-zachód od stolicy, Epecuen było najmodniejszym kurortem Argentyny. W 1985 r. spadła na nie katastrofa. Po wielkich ulewach, zasolone wody Laguny Epecuen przelały się przez wał i zatopiły całe miasto. Pozostawało ono zalane przez 20 lat. Od 2009 r. znów jest widoczne – sól zakonserwowała drzewa, a na budynkach czy samochodach pozostawiła biały nalot. Miejsce to nazywane jest argentyńskimi Pompejami. Zamieszkuje je jednak jeden człowiek, Pablo Novak. Zarówno jego historia, jak i dzieje tego miejsca są tak wyjątkowe, że nie można wobec nich pozostać obojętnym.

Historia Epecuen sięga początków XX wieku, wczesnych lat 20. Na brzegu jeziora (laguny) Epecuen zostało założone miasteczko. Jednym z jego pierwszych budowniczych był ojciec Pabla, który produkował cegły. Gdy okazało się, że woda z jeziora ma właściwości lecznicze, miejsce to szybko stało się popularnym kurortem. Zawarte w niej minerały pomagają w leczeniu takich chorób jak m.in. astma, depresja, reumatyzm, choroby skóry, niedokrwistość czy cukrzyca. Jak wspomina Novak, pierwszymi „turystami”, jakich tu sprowadzono na leczenie, były konie wyścigowe.

Dzięki właściwościom leczniczym miasteczko w piorunującym tempie zrobiło furorę nie tylko wśród kuracjuszy z Argentyny *czy Ameryki Południowej, ale także całego świata. Szybko z małej turystycznej wioski przekształciło się w tętniący życiem resort i najpopularniejsze spa kraju – nazywano je *Villa Epecuen. W sezonie przybywało do miasteczka ok. 25 tys. turystów! Ze względu na coraz większą liczbę odwiedzających, nieustannie budowano tu nowe hotele, restauracje czy ośrodki spa. Szczyt popularności osiągnęło w latach 70. XX wieku. Hotele mogły pomieścić jednorazowo 5 tys. gości, natomiast nieoficjalne noclegi stwarzały miejsce dla kolejnych 2 tys. osób.

datxntv

- Miałem 5 lat, kiedy poszedłem do kościoła, a mój ojciec powiedział: „Tu była kiedyś woda, gdzie teraz jest sól. Cykle się powtarzają – skoro była tu woda wcześniej, to wróci i będzie w tym kościele w latach 80. [XX wieku – przyp.red.]” - wspomina Pablo Novak, w nakręconym w zeszłym roku przez Urtext Films filmie dokumentalnym. - Nigdy tego nie zapomnę... - dodaje.

Jezioro, które przyczyniło się do sukcesu kurortu, finalnie doprowadziło do jego zagłady. W 1985 r. z powodu ulewnych deszczy, woda z laguny przelała się przez wał chroniący największe spa Argentyny. Większość miasta została wówczas zalana, poziom wody wynoszący początkowo niewiele ponad metr, osiągnął finalnie 10 metrów. Z Epecuen ewakuowano 1,5 tys. mieszkańców, którzy prowadzili w sumie ponad 280 biznesów turystycznych na terenie miasta.

*Zobacz WIDEO, wyjątkowy film dokumentalny o Epecuen. *Tłumaczenie znajdziesz na tej stronie.

Pablo Novak mówi, że powódź zaczęła się na jego polu. Miał na nim swoje zwierzęta. Gdy zobaczył, że woda zaczęła szybko wzbierać, zabrał swoją przyczepę kempingową i wraz ze zwierzętami przeniósł się w głąb lądu. Kupił dla rodziny dom w pobliskiej wiosce, a sam jak się tylko dało, wrócił traktorem z domem na kołach w okolice swojego pola. Żył tam sam przez 15 lat.

datxntv

Novak myślał, że nie potrwa to długo. Miał nadzieję, że woda się cofnie, ale minęło 20 lat, a ona stała bez ruchu. W końcu zaczęła się cofać i w 2009 r. jej poziom wrócił do normy. Pablo wrócił do swojego domu, jako jedyny z mieszkańców Epecuen sprzed powodzi. Mówi, że jest pogodzony z losem, bardzo szczęśliwy - nie musi z nikim rozmawiać. Cieszy się niczym niezmąconym spokojem, jeździ po ruinach na swoim rowerze w towarzystwie dwóch psów.

Z jego wspomnień wyłania się wspaniała historia miasta, które spotkał smutny koniec. Opowiada, że przez ostatnie 10 lat marzył o odbudowie Epecuen. Gdy woda wzbierała i opadała, zawsze był blisko i mówił „wrócimy w to miejsce”. - Myślałem, że przed śmiercią zobaczę jeszcze odbudowane miasto. Myślałem, że tak musi się stać. Powiedziałem sobie, zobaczę je jeszcze. Ale teraz straciłem nadzieję – kończy swą opowieść jedyny mieszkaniec Pompejów Argentyny.

Na temat miasteczka, jak i jeziora do dziś krąży wiele legend. Nazywane jest kurortem widmo, miejscem nieistniejącym na mapie. Historię powstania słonego zbiornika przypisuje się zrozpaczonej księżniczce, która płakała po rozstaniu tak żarliwie, że z jej łez powstało jezioro. Epecuen ma jednak szansę na znów stać się sławne.

Mimo zniszczenia kurortu, jezioro wciąż stanowi cel podróży wielu turystów, gdyż leczniczy biznes przeniósł się do oddalonego o 7 km na południe Carhue. _ Atlantyda _, jak nazywane są ruiny wymarłego kurortu, stanowi największą atrakcję turystyczną w okolicy. Coraz częściej zaglądają tu _ backpackersi _ czy fotografowie, których przyciąga niezwykły i zarazem przerażający krajobraz. Na drodze dojazdowej można spotkać ludzi, którzy mówią jak dojechać, rozdają mapki, opowiadają co i gdzie warto zobaczyć. A każdy, kto dotrze w to miejsce, ma przede wszystkim okazję porozmawiać z osobą, która zna historię Villa Epecuen od momentu jego narodzin, aż do smutnego końca. On był tu przez cały czas.

datxntv

Urszula Drukort-Matiaszuk/gw, Wirtualna Polska

Dosłowne tłumaczenie filmu Pablo's Villa. Przeczytaj opowieść Pablo Novaka.

Wszyscy się tu urodziliśmy w Epecuen, było nas dwanaścioro – 6 sióstr i 6 braci. Wiele ważnych osób tu przyjeżdżało , a ja ich spotykałem. Ludzie, których znaliśmy z radio byli tu osobiście. To był dla mnie honor [móc ich spotkać – przyp.red.].

Moja pierwsza narzeczona była z Epecuen. Spędzaliśmy ze sobą dużo czasu, póki nie poszedłem do wojska. Kiedy wróciłem, okazało się, że wyszła za mąż. Może zbyt długo mnie nie było. Zbadali wodę i okazało się, że ma ona właściwości lecznicze. Pierwszymi „turystami”, jakich tu sprowadzono, były konie wyścigowe na leczenie. Później okazało się, że woda pomaga także ludziom.

To, co pozostało w mojej pamięci to muzyka, jaką ze sobą przywieźli. W hotelach była specjalna muzyka dla turystów. To było dla mnie bardzo pouczające. Choć była ona wykonywana dla turystów, zaglądałem przez okno lub słuchałem z zewnątrz. Albo jak czasami moi koledzy pracowali w hotelu pozwalali mi wejść. To był pierwszy rodzaj muzyki jaką słyszałem, nie była głośna. Dopiero później, później się zmieniła.

datxntv

Mój ojciec produkował cegły do budowy kościoła. Przyjechał włoski architekt, kaleka. Budowali na zasolonej ziemi, nie było tam żadnej wody. Miałem 5 lat kiedy poszedłem do kościoła, a mój ojciec powiedział: „Tu była kiedyś woda, gdzie teraz jest sól. Cykle się powtarzają – skoro była tu woda wcześniej, to wróci i będzie w tym kościele w latach 80. [XX w. – przyp.red.]” Nigdy tego nie zapomnę.

Ludzie mu nie uwierzyli, budowali nadal. On [ojciec – przyp.red.] wciąż produkował cegły w 1982 i 83 r. Wciąż tu leżą, nigdy nie zostały wykorzystane. Oni nigdy nie pomyśleli, że to może się zdarzyć. Że będzie tak źle. Wierzyli, że wał wytrzyma, a poziom wody w jeziorze opadnie. Nawet ja w to wierzyłem.

Powódź zaczęła się na moim polu. Miałem ok. 30 koni, krowy, owce, świnie. Woda wzbierała na polu, szybko. Zabrałem więc moją przyczepę kempingową i wraz ze zwierzętami przeniosłem się w głąb lądu. Kupiłem dla rodziny dom w pobliskiej wiosce, a sam wróciłem z moją przyczepą i traktorem na pole. Żyłem tak przez 15 lat. Nie miałem nic. Wszystko co robiłem i z czego czerpałem przyjemność, robiłem sam.

Myślałem, że potrwa to 7 lat, miałem nadzieję, ze woda się cofnie. Ale minęło 20 lat, a woda wciąż nie opadała. 20 lat bez ruchu, aż w końcu zaczęła się cofać i po kolejnych 7 latach jej poziom wrócił do normy. Ale przez te 20 lat pozostawało bez zmian.

datxntv

Patrzę na pojedyncze cegły i mówię „to nie moje”. Wiem to, patrząc na rodzaj gliny i sposób wykonania. Robiłem je, znam je wszystkie, mają oznaczenia. Mogę powiedzieć „to jedna z moich cegieł”, kiedy zobaczę taką.

Jestem pogodzony z losem, bardzo szczęśliwy, tu jest więcej spokoju…nie trzeba rozmawiać. Nie ma tu żadnej własności. Cieszę się wszystkim póki mogę, mam 83-lata i nie muszę polegać na mojej rodzinie. Robię pranie, gotuję, robię wszystko.

Zawsze marzyłem, że to zostanie odbudowane. Przez 10 lat marzyłem. Gdy woda przychodziła i odchodziła, zawsze byłem blisko. Mówiłem „wrócimy w to miejsce”. Myślałem, że przed śmiercią zobaczę jeszcze odbudowane miasto. Myślałem, że tak musi się stać. Powiedziałem, zobaczę je jeszcze. Ale teraz straciłem nadzieję.

datxntv
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
datxntv