Na Pomorzu trwa walka z czasem. Ryby masowo giną pod lodem
Na Pomorzu trwa intensywna akcja ratowania ryb przed skutkami mroźnej zimy. Wolontariusze i strażacy dwoją się i troją, aby poprzez natlenianie wody zapobiec katastrofie ekologicznej. W działania włączyły się również lokalne samorządy.
Mroźna zima spowodowała zamarznięcie stawów i jezior na Pomorzu, co doprowadziło do tzw. przyduchy rybnej. Teraz wędkarze i strażacy ochotnicy z całego regionu zjednoczyli siły, by ratować ryby. Dzięki pracy zespołowej oraz zaangażowaniu społeczności drążone są przeręble do natleniania wody.
- Od 16 lat nie było takiej zimy, jak mamy w tym roku. Prowadzimy nierówną walkę na wielu stawach i jeziorach, gdzie nasi członkowie, wspólnie z ochotniczą strażą pożarną, robią przeręble oraz przelewają wodę. Tylko w ten sposób ryby przeżyją - wyjaśnia Teodor Rudnik w rozmowie z Radiem Gdańsk.
Pompy do natleniania pracują kilka godzin dziennie
Jednym z najbardziej zagrożonych miejsc jest jezioro Przechlewskie. - Jestem przerażony skalą zjawiska przyduchy. Robimy, co możemy, by uratować ocalałe ryby - mówi mieszkańcy Przechlewa, gdzie lód w niektórych miejscach osiąga pół metra - opowiada Bogdan Barton, lokalny dzierżawca.
W akcji aktywnie uczestniczą zarówno członkowie lokalnych kół wędkarskich, jak i strażacy, którzy wykorzystują motopompy do natleniania wody w miejscowościach takich jak Człuchów, Czarna Dąbrówka, czy Bytów. Pompy pracować muszą co najmniej osiem godzin dziennie, a koszty ich eksploatacji pokrywają ochotnicy.
Na Pomorzu trwa wyścig z czasem
Aktualnie w całej Polsce trwa wyścig z czasem. Gra toczy się o to, by nie dopuścić do katastrofy ekologicznej. Wędkarze w całej Polsce rozpoczęli akcję "Ratujmy życie ryb", która angażuje nie tylko strażaków, ale i wolontariuszy, którzy dniem i nocą kruszą półmetrowe tafle lodu i przy pomocy motopomp natleniają wodę.
- Od początku stycznia mamy lód na praktycznie wszystkich jeziorach, nawet rzeki pozamarzały. Średnia warstwa lodu, pomimo odwilży, nadal przekracza 40 centymetrów. Co gorsze, na jego powierzchni zalega śnieg, który tak naprawdę jest odpowiedzialny za zjawisko przyduchy, ponieważ nie przepuszcza światła. Rośliny, które znajdują się pod nim, przestają wytwarzać w procesie fotosyntezy tlen tłumaczy ichtiolog Wojciech Sobiegraj z Polskiego Związku Wędkarskiego w Słupsku, cytowany przez Radio Gdańsk.
Nie tylko działania na miejscu są intensywne. Internauci zaangażowali się w pomoc, organizując zbiórki na paliwo do urządzeń natleniających wodę. Marcin Miller z Parku Krajobrazowego Doliny Słupi wskazuje, że najbardziej zagrożone są płytkie, zanieczyszczone jeziora.
Chociaż skala strat okaże się dopiero po ustąpieniu lodu, już teraz można przewidzieć, że będzie ona znacząca. Lokalna społeczność ma jednak nadzieję, że intensywne działania zapobiegną najgorszym skutkom.
Źródło: radiogdansk.pl