Dla niektórych to atrakcja turystyczna. "Zasady są proste, a kara za złamanie sroga"
Wokół brazylijskich faweli krąży wiele mitów, a stereotypy są łatwo powielane w internecie. To "inny świat", jednakże dla turysty, który wie jak się zachować, nie stanowi on rzeczywistego niebezpieczeństwa. O życiu w fawelach i zwiedzaniu Ameryki Łacińskiej opowiada Łukasz Czeszumski, reporter i podróżnik, autor książek o wojnach gangów.
Michał Mazik: Skąd potrzeba zwiedzania faweli? Czy bieda jest atrakcją turystyczną?
Łukasz Czeszumski: Bieda nie jest żadną atrakcją. Nigdy tak na to nie patrzyłem. Fascynowało mnie co innego: fawela to społeczeństwo alternatywne, żyjące bez udziału rządu, policji, urzędników. To świat, w którym można wszystko, o ile nie krzywdzi się innych osób. To fascynujące widzieć, jak to wszystko działa pod władzą gangów.
Oczywiście nie jest to żaden świat idealny, ma zarówno zalety, jak i wady. Jeśli chodzi o zwykłych Brazylijczyków, wchodzą do faweli w różnych celach - aby odwiedzić znajomych czy rodzinę. aby kupić sobie tanio narkotyki. Albo, głównie w Rio, aby uczestniczyć w baile funku, czyli wielkich imprezach, jakie są organizowane w fawelach.
Na baile funk przychodzą młodzi nawet z najbogatszych rodzin. Dlaczego? To najlepsze imprezy, jakie są w Rio. Z niczym innym nie da się ich porównać. Są cudzoziemcy, którzy mieszkają w fawelach. Są favelados, którzy dorobili się, a i tak wolą mieszkać dalej w faweli, bo są tam wśród swoich i dobrze się czują. Czy ci wszyscy ludzie żyją tam, ponieważ lubią sycić oko widokiem biedy? To bzdurny stereotyp.
Jak zachowywać się jako turysta w faweli? Jakie błędy są popełniane?
Fawela to inny świat, działa na zupełnie innych zasadach niż rzeczywistość poza nią. Turysta, który nie zna portugalskiego, w ogóle tego nie zrozumie, więc po prostu powinien tam wejść z kimś miejscowym, kto pochodzi z danej faweli. Koniec, kropka.
Najgłupsza rzecz, jaką można zrobić to, nie znając faweli, wejść sobie do niej samopas. To byłoby aroganckie i głupie. Nawet przypadkiem zjechać samochodem do faweli... To się może źle skończyć. Nie dlatego, że są tam ludzie źli, ale ze względu na inne obyczaje, których turysta nie rozumie.
Przykładowo, wjeżdżając do faweli samochodem, trzeba otworzyć wszystkie okna, zapalić światło kabinowe, włączyć migacze, jechać powoli. Chodzi o to, by bandyci broniący faweli widzieli, że w pojeździe nie ma policjantów albo wrogów. Wjedziesz do faweli z zamkniętymi oknami, to zostaniesz ostrzelany.
Słynna była sprawa dwóch włoskich turystów, którzy byli w podróży motocyklowej po całej Ameryce Południowej. W Rio nawigacja poprowadziła ich do pomnika Chrystusa przez fawelę Prazeres. Gdy bandyci strzegący faweli zobaczyli zbliżających się z dużą prędkością motocyklistów z kamerami na kaskach, pomyśleli, że to policja. Krzyknęli, by się zatrzymali, a gdy tamci jechali dalej, zaczęto do nich strzelać. Jeden zginął na miejscu, drugi miał kilka ran postrzałowych i później zmarł w szpitalu. Nie ma żartów. W faweli zasady są proste, a kara za ich złamanie jest sroga i bezwzględna.
Czy da się w jakiś sposób przygotować do zwiedzania faweli?
Wziąć miejscowego przewodnika, niekoniecznie oficjalnego. Chodzi o mieszkańca faweli, który zaprowadzi, wytłumaczy i zapobiegnie problemom. Oczywiście warto poczytać o tej rzeczywistości, aby więcej z tego zrozumieć. Za to nie traciłbym czasu na youtuberów, którzy na swoich kanałach akcentują głównie sensację i powielają stereotypy.
Niedawno pewien niemiecki youtuber łaził sobie po Rocinhii, kręcąc film telefonem. Gdy zbliżył się do punktu, gdzie handluje się narkotykami i stoją uzbrojeni bandyci, od razu wynikł problem. Jeden z bandytów zaczął krzyczeć, by oddał telefon i zlikwidował nagranie. Youtuber zaczął uciekać, myśląc zapewne, że chcą go okraść, handlarz pobiegł za nim i zaczął strzelać. Niemiec dostał postrzał w rękę i w brzuch.
Najlepsze, że potem w szpitalu tłumaczył, że nie ma pojęcia, dlaczego do niego strzelano. Jeszcze uciekać przed człowiekiem uzbrojonym w karabin... Człowieku, nie jesteś na spacerku po parku w Niemczech, w faweli jest inna rzeczywistość i musisz się do niej dostosować, a nie myśleć i działać jak u siebie w domu. Chłopak 25 lat, całe życie będzie się zmagał z tymi ranami, kula uszkodziła mu wątrobę. A jeszcze policja, aby zadowolić publikę i ambasadę, aresztowała jakiegoś pierwszego lepszego chłopaczka z faweli, który nie miał z tym nic wspólnego i oskarżyła go o ten atak.
Jedno głupie zachowanie turysty, a ile problemów z niego wynikło. Przecież to logiczne, że w fawelach uzbrojeni strażnicy mogą uznać, że osoba z telefonem robi zdjęcia lub nagrywa, co jest postrzegane jako zagrożenie dla gangu.
Wyjeżdżam do Brazylii, Rio de Janeiro. Chcę zwiedzić fawele. Jak się do tego zabrać?
Bardzo prosto. Na wejściu do popularnych faweli strefy południowej Rio, czyli Rocinhii i Santa Marty jest budka, w której czekają przewodnicy. To są mieszkańcy faweli, często nawet znają angielski. Dogadujemy cenę i czas. I wio! Jeśli mamy przyjaciół z faweli, oni też oczywiście mogą nas tam zabrać.
Oficjalnych biur podróży raczej unikałbym. W ogóle zbiorowe wycieczki do faweli to jakaś aberracja, nie jestem zwolennikiem czegoś takiego. Jest jedna fawela, w której można chodzić samemu, wielu obcokrajowców tam normalnie mieszka, jest to Vidigal. Bardzo gościnne miejsce, z pięknymi widokami na miasto i ocean.
Jak są zorganizowane grupy przestępcze w fawelach?
Frakcje (gangi) w dużych brazylijskich miastach to potęga, czy się to komuś podoba czy nie. Oficjalne dane mówią, że w samym Rio de Janeiro działa około 60 tys. uzbrojonych członków gangów narkotykowych. Tworzą w fawelach cały system ekonomiczny, prawa, obyczaje. Wszystko jest tam specyficzne. Przykładowo, jeśli policjant lub członek wrogiej frakcji znajdzie się w faweli, jest zabijany za to, że jest wrogiem. Turystów te wszystkie historie nie dotyczą, gangi nic do turystów nie mają. One mają swój świat i swoje problemy. Niczego od turystów nie chcą, byle ci nie łamali lokalnych obyczajów.
Fawela w dzień, a w nocy?
W nocy robi się ciekawiej… Więcej broni, w powietrzu czuć adrenalinę. Więcej się dzieje.
Czy rzeczywiście w fawelach jest tak niebezpiecznie jak ukazuje wizerunek medialny?
Fawela sama w sobie jest bardzo bezpieczna, bo bandyci pilnują, aby nie zdarzały się w niej kradzieże, rabunki ani przemoc. Dlatego obraz medialny oraz zakodowany stereotyp są fałszywe, gdyż sugerują, że jest tam cały czas niebezpiecznie. Niebezpiecznie jest tylko czasem, najczęściej gdy zdarzają się konfrontacje gangów z policją. To są rzadkie sytuacje wynikające z polityki rządu, który uważa, że gangi narkotykowe da się pokonać za pomocą przemocy. To jest absurdalne założenie, ponieważ na miejsce każdego zabitego lub aresztowanego członka gangu natychmiast zatrudniany jest następny.
Miałeś niebezpieczne sytuacje w fawelach? Czy wydarzyło się coś, co stanowiło realne zagrożenie dla życia?
Bywały takie sytuacje. Opowiem o jednej. Robiłem wywiad z rodzicami chłopaka, którego zastrzelili policjanci. I w trakcie tego wywiadu do faweli wjechały wozy pancerne policji. Zatrzymały się tuż przed tym domem, w którym rozmawialiśmy i wtedy zbiegli się bandyci, którzy zaczęli strzelać do tych wozów policji, a policja waliła do nich przez otwory strzelnicze.
Z całą tą rodziną kuliliśmy się na podłodze w kuchni, a strzelano ze wszystkich stron, bo ten dom był pośrodku: wozy z jednej, a bandyci z różnych kryjówek z drugiej strony. Policjanci prawdopodobnie chcieli uderzyć na ten dom, ale pod ostrzałem bali się wyjść z wozów, więc w końcu odjechali.
Dlaczego mieli chcieć uderzyć na ten dom?
Ta rodzina, gdy ich syn został zastrzelony przez policję, domagała się sprawiedliwości i ukarania winnych. Sprawa była taka, że policjanci we czterech osaczyli chłopaka, który nie miał broni, dopadli go, postrzelili, a potem rannemu strzelili cztery razy w potylicę. Potem napisali raport, że zabili go w samoobronie.
Rodzice zamordowanego zakładali sprawy w prokuraturze, petycje w rządzie i instytucjach międzynarodowych. Policjanci zamieszani w sprawę bali się, że w końcu ktoś się nad tą sprawą pochyli i trafią za to do więzienia. No i gdy matka tego chłopaka chodziła i domagała się sprawiedliwości, sprawa robiła się coraz bardziej głośna, policjanci zaczęli zastraszać tę rodzinę, robić naloty na dom, porwali drugiego syna, grożąc, że kolejni będą ginąć…
Pamiętajmy, policja z Rio jest zamieszana w mnóstwo okropnych spraw. Korupcję, wymuszenia, zabójstwa. Nie dotyczy to większości policjantów i nie jest to systemowe, ale ci, którzy robią te rzeczy, potrafią być niezwykle bezwzględni. Był nawet taki oficer BOPE, antyterrorysta, który stał się płatnym zabójcą, zorganizował ekipę innych sicario, wszyscy to byli policjanci. Wynajmowali się każdemu, kto odpowiednio zapłaci. Zabili minimum kilkadziesiąt osób, w tym radną miejską Marielle Franco.
Rio to wielkie miasto pełne bezprawia i ma tam miejsce wiele niewiarygodnych wręcz zbrodni. Wielu z nich dokonują przedstawiciele prawa.
Niedawno wydałeś "Za garść pesos. Ameryka Południowa i Środkowa. Zapiski z włóczęgi" opisując swoje początki, podróże, motywacje, które skłoniły do ruszenia przed siebie. Nie za wcześnie na książkę biograficzną?
To nie jest biografia, tylko książka na podstawie wspomnień z mojej pierwszej podróży po Ameryce Łacińskiej. Miałem 23 lata, głowę pełną marzeń i trochę oszczędności – tytułową garść pesos. Pojechałem do Ameryki Łacińskiej na pół roku, aby poznać ten kontynent. Poznawałem te kraje i pisałem wtedy moje pierwsze reportaże.
"Nie byłem przygotowany na taką ilość wydarzeń, dramatów i ludzkich tragedii" – napisałeś w "Miasto gangów. Ukryte światy Rio de Janerio". Jak odnajdujesz się w normalnej rzeczywistości, tj. bez gangów, narkotyków, morderstw? Wracasz po wojażach i czujesz brak adrenaliny?
Ja nie szukam adrenaliny, szukam po prostu ciekawych historii. Gdy w 2018 r. przyjechałem do Rio zrobić jeden reportaż, miasto przechodziło bardzo ciężki okres. Była masa przemocy, codziennie strzelaniny w każdym rejonie, co dwa dni zabijano policjanta. Pierwszego dnia po przyjeździe byłem w tej strzelaninie w faweli. Było to przytłaczające. Teraz tak tam nie jest, bardziej się poukładało, jest spokojniej.
W którym kraju i mieście dzielnice biedy (celowo nie używam słowa fawela, która jest łączona z Brazylią) były najbardziej wstrząsające?
W każdym miejscu świata są ludzie biedni, którzy starają się jak najlepiej urządzić tam, gdzie przyszło im żyć. Gdy nie ma możliwości życia w lepszych warunkach, urządzają się w gorszych. Organizują rzeczywistość wkoło siebie, walczą o lepsze jutro. Ludzie żyją tam bardzo skromnie, co nie oznacza, że przy tym zatracają swą godność.
W Rio najbardziej przytłaczającym miejscem, jakie widziałem, jest Gramacho. To fawela zbudowana na wysypisku śmieci. Drewniane baraczki spowite dymem z palącego się śmietniska, bardzo smutne miejsce. Oficjalnie wysypisko jest nieczynne, ale w praktyce codziennie wjeżdżają tam dziesiątki ciężarówek, aby wywalić odpady na wysypisku, którego podobno nie ma…
W tej faweli od dziecka wszyscy zajmują się sortowaniem, aby sprzedać surowce wtórne. Umieją to robić, zarabiają całkiem nieźle, lecz wszystko co zarobią, idzie na alkohol i narkotyki. Rzadko kto z Gramacho wychodzi – nigdzie nie zarobią tyle, ile tam, robiąc to, co umieją najlepiej. Używki oraz warunki na wysypisku, gdzie powietrze jest toksyczne, wiele chorób i trujących chemikaliów, drastycznie skracają im życie. Po jednej spędzonej tam godzinie bolała mnie głowa i gardło. Od samego wąchania powietrza.
Czy jest to wstrząsające? Nie. Ludzkość potrafi się przystosować do najrozmaitszych warunków życia. Ludzie z Gramacho nie są ani źli, ani zdegenerowani. W takim świecie żyją, w taki sposób żyją, i są sami produktem tego miejsca. Każdy orze jak może. Najsmutniejsze są miejsca, w których zapanował marazm. I pod tym względem o wiele bardziej paskudne są osiedla pełne pijaństwa i bezsensownej agresji w dowolnym miejscu na świecie, niż slumsy w Ameryce Południowej, w których mimo pewnych patologii jest też wiele uśmiechu, życzliwości i optymizmu. Są wojny gangów, latają zbłąkane kule, ale to jest margines, a obok toczy się zwyczajne życie.