Polka mieszka w Katarze. "Trudno było nie przewidywać, że coś wisi w powietrzu"

Na Bliskim Wschodzie zamieszkała kilka lat temu, pracując m.in. przy organizacji mistrzostw świata w piłce nożnej, gdy oczy całego świata zwrócone były na Katar. Teraz z dnia na dzień wraz z rodziną znalazła się w centrum konfliktu militarnego. - Obserwując, szczególnie w ostatnich tygodniach, jakie ilości sprzętu wojskowego były transportowane w stronę Zatoki Perskiej, trudno było nie przewidywać, że coś wisi w powietrzu - mówi w rozmowie z Wirtualną Polską Monika Loboz.

Sytuacja w Katarze zmieniła sięSytuacja w Katarze zmieniła się
Źródło zdjęć: © Archiwum prywatne, Getty Images | Walter Bibikow
Sylwia Król

Sylwia Król: Katar znalazł się w środku konfliktu militarnego pomiędzy Stanami Zjednoczonymi, Izraelem i Iranem. Jak sobie radzicie w tej sytuacji?

Monika Loboz: Jeśli chodzi o komunikację, zarówno z lokalnymi władzami, jak i polską ambasadą, to nie możemy narzekać, bo jest ona na naprawdę dobrym poziomie. Komunikaty są systematycznie zamieszczane m.in. na stronach internetowych czy w mediach społecznościowych, ale też otrzymujemy najnowsze informacje na adres mailowy.

Po sytuacji z czerwca ubiegłego roku, gdy zaatakowane zostały bazy amerykańskie w Katarze, działa tutaj dość sprawny system informowania. Polega on na tym, że w momencie spodziewanego ataku z powietrza, otrzymujemy alerty, o których nadejściu informuje nas głośny dźwięk telefonu, bądź wibracja. Alert zawiera instrukcje dotyczące sposobu postępowania. Są to najczęściej zwięzłe komunikaty np. "znajdź schronienie". Takie właśnie alerty otrzymywaliśmy w ciągu kilku ostatnich dni przed praktycznie każdym z ataków. Obecnie w Katarze panuje ogólna zasada, aby bez wyraźnej potrzeby nie wychodzić z domu.

Władze odradzają, a wręcz zabraniają zbliżania się do miejsc, gdzie spadły pozostałości pocisków. Duży nacisk jest również kładziony na weryfikację informacji. Należy korzystać wyłącznie ze sprawdzonych źródeł i powstrzymać się od publikowania tzw. fake newsów.

Wyszli naprzeciw turystom. "Śmiem wątpić, żeby w Polsce takie rozwiązanie było możliwe"

Spodziewaliście się, że konflikt wybuchnie?

Obserwując, szczególnie w ostatnich tygodniach, jakie ilości sprzętu wojskowego były transportowane w stronę Zatoki Perskiej, trudno było nie przewidywać, że coś wisi w powietrzu. Z drugiej strony, mam wrażenie, że mało kto tutaj spodziewał się tego, z czym mamy teraz do czynienia. Mam na myśli fakt, że Katar miał naprawdę dobre relacje nie tylko ze Stanami Zjednoczonymi, ale również z Iranem. Nikt, jak dotąd Katarowi nie groził. I nawet gdy wystrzelono pierwsze pociski, wszyscy tutaj byli przekonani, że ich celem są wyłącznie amerykańskie bazy wojskowe zlokalizowane na terenie Kataru. Tymczasem okazało się, że część z nich była wymierzona bezpośrednio w cele cywilne, cele infrastruktury krytycznej. Na szczęście te pociski zostały przechwycone.

Przed wybuchem konfliktu myśleliście o tym, żeby opuścić Katar?

Tak, oczywiście, były takie rozmowy. Śledziliśmy sytuację na bieżąco i podejrzewaliśmy, że coś się może wydarzyć, ale nawet mając tę wiedzę, nie było łatwo podjąć decyzję, choćby ze względu na pracę. Nawet pamiętam, że powiedziałam kiedyś do męża, że być może powinniśmy wyjechać. Z drugiej strony przez ostatnie tygodnie trwały negocjacje między Stanami Zjednoczonymi a Iranem, w których pośredniczył Oman, a które, jak się okazało, nie były do końca szczere, ale sprawiały, że wszyscy byli tutaj w takim trochę zawieszeniu.

Jakiś czas temu jeszcze dyskutowaliśmy, że może teraz, może to jest ten moment. Ostatecznie postanowiliśmy zaczekać, ze świadomością, że jeśli coś się wydarzy, to już nie wyjedziemy. I rzeczywiście, zaraz po ataku przestrzeń powietrzna nad Katarem została zamknięta. Oczywiście mamy w głowie jakiś plan B, a nawet C, na wypadek, gdyby sytuacja w regionie uległa jeszcze większemu zaostrzeniu, ale na tę chwilę jesteśmy na miejscu.

Sytuacja jest bardzo dynamiczna. Macie jakieś dodatkowe informacje, jak ten konflikt może się potoczyć?

Zupełnie nie. Sytuacja zmienia się w zasadzie z dnia na dzień. Niestety nic na ten moment nie wskazuje na to, aby miała się szybko rozwiązać. Coraz częściej niestety mówi się o tym, że inne kraje regionu, takie jak choćby Arabia Saudyjska, które dotąd zachowywały neutralność, mogą włączyć się w ten konflikt. Powodem są ataki na cele cywilne, m.in. w Rijadzie. Zaatakowany został także Oman. Coś, co do tej pory wydawało się wręcz niemożliwe, mogłoby spowodować jeszcze większą destabilizację regionu.

Bardzo dużo mówi się obecnie o turystach, których konflikt zbrojny zaskoczył czy to w trakcie urlopu czy też przesiadki na jednym z lotnisk na Bliskim Wschodzie. Jak to wygląda w Katarze? Czy wznowiono już loty?

Nie, jak dotąd lotnisko w Dosze pozostaje zamknięte dla ruchu lotniczego. Sąsiednia linia Emirates z siedzibą w Dubaju wznowiła już w niewielkim zakresie loty, natomiast tutaj mogę powiedzieć, że Qatar Airways są zdecydowanie bardziej zachowawcze w tej kwestii i nadal czekają. Dodam, że linia ta słynie z tego, że mocno stawia na bezpieczeństwo pasażerów i tutaj nie spodziewałabym się pochopnych decyzji. Dla nich zdecydowanie liczy się reputacja i zaufanie, które - gdyby w tak ważnym momencie stracili - trudno by im było później odbudować. Szczególnie że w Katarze jest bardzo dobrze rozwinięta baza hotelowa i miejsc dla oczekujących na lot na pewno nie zabraknie.

W Dosze mogło utknąć nawet 8 tys. pasażerów, dla których Doha była hubem przesiadkowym. Osoby te zostały umieszczone w hotelach na koszt Qatar Airways. Inne hotele bez problemu przedłużają też pobyty osobom, które w Katarze spędzały urlop. W wybranych hotelach, bo lotnisko jest na ten moment zamknięte, Qatar Airways stworzyło punkty informacyjne, w których można dowiedzieć się wszystkiego na temat obecnej sytuacji i swojego lotu.

Jak wygląda sytuacja na miejscu? Panuje spokój, czy raczej panika?

Na ten moment sytuacja nie wygląda źle, bo jak wspominałam, pociski są przechwytywane przez system obrony przeciwlotniczej. Ale gdyby doszło do zdarzenia, że coś uderzy w budynek cywilny, np. mieszkalny, wówczas panika może się pojawić. Na ten moment tej paniki nie ma. Nie widać jej ani na ulicach, ani w sklepach, gdzie niczego nie brakuje i na pewno przez jakiś czas raczej brakować nie będzie, może poza niektórymi świeżymi warzywami czy owocami, które są importowane.

Natomiast sytuacja na pewno nie jest komfortowa, bo te wybuchy są dość głośne, nawet czasami czuć wręcz, że ściany drgają. Nasza córka, która jest jeszcze mała, reaguje na to natychmiast. Jak każde dziecko jest ciekawa, zadaje pytania, czasami chciałaby po prostu podejść do okna i sprawdzić, czego oczywiście zrobić nie może. Naloty początkowo zdarzały się głównie rano, ale teraz także wieczorem. Tutaj muszę też powiedzieć, że my podchodzimy do tej sytuacji na pewno bardziej poważnie niż lokalsi, którzy, mam wrażenie, nie przejmują się tą sytuacją aż tak bardzo, przynajmniej na tę chwilę. Gdy my siedzieliśmy w domu, oni w tych ostatnich dniach nadal korzystali z życia, szczególnie że trwa Ramadan.

Niebo nad miastem Doha 28 lutego br.
Niebo nad miastem Doha 28 lutego br. © Getty Images | 2026 Anadolu

W Polsce dużo w ostatnich latach mówi się o tym, jak ważna jest obrona cywilna, szczególnie schrony, których u nas zdecydowanie brakuje. Jak ta sytuacja wygląda w Katarze?

No właśnie wcale nie aż tak dobrze, jak można by to sobie wyobrażać. Na pewno istnieje coś takiego, jak schrony prywatne, które są własnością konkretnych rodzin, zwykle bardziej zamożnych. Natomiast w przypadku schronów publicznych, to tych informacji nie ma, a przynajmniej nie są one powszechnie dostępne. Można oczywiście znaleźć jakieś wskazówki, czasem bardzo pomocne, gdzie najlepiej się schronić w swojej okolicy, w razie nalotu z powietrza. Takim chyba najbardziej odpowiednim miejscem są tutaj stacje metra.

Sylwia Król dla Wirtualnej Polski

Wybrane dla Ciebie
Przerażające wideo z Kanarów. Restauracja zawaliła się podczas ulewy
Przerażające wideo z Kanarów. Restauracja zawaliła się podczas ulewy
Ważna decyzja władz Egiptu. Turyści mogą odetchnąć
Ważna decyzja władz Egiptu. Turyści mogą odetchnąć
Przedwojenny pałac znów na sprzedaż. Cena wywoławcza coraz niższa
Przedwojenny pałac znów na sprzedaż. Cena wywoławcza coraz niższa
Pytanie o Disneylandy. Uczestnik wykorzystał koło ratunkowe
Pytanie o Disneylandy. Uczestnik wykorzystał koło ratunkowe
MSZ przestrzega przed wyjazdami. "Zbyt blisko wojny"
MSZ przestrzega przed wyjazdami. "Zbyt blisko wojny"
Miała lecieć do Egiptu. Głupi żart przekreślił jej wakacje
Miała lecieć do Egiptu. Głupi żart przekreślił jej wakacje
To już w tym tygodniu. Pamiętaj o ważnej zmianie
To już w tym tygodniu. Pamiętaj o ważnej zmianie
Tam w Niedzielę Palmową biją rekordy. "Wszystkie ręce na pokład"
Tam w Niedzielę Palmową biją rekordy. "Wszystkie ręce na pokład"
Krzyż na Giewoncie zostanie rozświetlony. Jest jeden powód
Krzyż na Giewoncie zostanie rozświetlony. Jest jeden powód
Powstają jak grzyby po deszczu. Nowa atrakcja tuż za polską granicą
Powstają jak grzyby po deszczu. Nowa atrakcja tuż za polską granicą
Jest gigantyczna. To duma mało znanego miasteczka
Jest gigantyczna. To duma mało znanego miasteczka
Polskie miasto szykuje się na najazd. Bilety podrożały siedmiokrotnie
Polskie miasto szykuje się na najazd. Bilety podrożały siedmiokrotnie
Wyłączono komentarze
Jako redakcja Wirtualnej Polski doceniamy zaangażowanie naszych czytelników w komentarzach. Jednak niektóre tematy wywołują komentarze wykraczające poza granice kulturalnej dyskusji. Dbając o jej jakość, zdecydowaliśmy się wyłączyć sekcję komentarzy pod tym artykułem.
Redakcja serwisu Turystyka
MOŻE JESZCZE JEDEN ARTYKUŁ? ZOBACZ CO POLECAMY 🌟