Polka w Kairze. "Egipt turystyczny i Egipt lokalny to dwa różne miejsca"
Pochodzi z Polski, ale wychowywała się w Niemczech. Później zamieszkała w Egipcie, gdzie poznała męża. - Zawsze powtarzam, że bycie turystą w Egipcie to co innego niż bycie podróżnikiem, a Egipt turystyczny i lokalny to dwa różne miejsca - mówi Aleksandra Helail, autorka profilu na Instagramie - Kair Inaczej.
Karolina Wachowicz: W Egipcie zamieszkałaś po raz pierwszy w ramach wyjazdu na praktyki studenckie. A po powrocie skończyłaś studia i wyszłaś za Egipcjanina. Czy mówisz płynnie po arabsku?
Aleksandra Helail: Po ponad 7 latach mieszkania w Egipcie oczywiście mówię płynnie w dialekcie egipskim. Nie wyobrażam sobie, by było inaczej. To właśnie dzięki temu mogę być tu samodzielna i prawdziwie stałam się częścią egipskiej rodziny, nawet jej członkowie mieszkający na wsi traktują mnie "jak swoją". Bez znajomości języka nie byłoby to możliwe. Wspólnie z mężem stworzyliśmy nawet pierwszy w Polsce kurs dialektu egipskiego całkowicie dostępny na platformie kursowej. Chciałam dać możliwość nauki osobom w sytuacji podobnej do mojej.
Uważam, że mieszkając w Egipcie i mając tam rodzinę, koniecznie trzeba nauczyć się tego języka. Dzięki temu życie codzienne staje się dużo prostsze, a relacje międzyludzkie bardziej zażyłe. Ale nie tylko. Nawet kursanci, którzy regularnie latają do Egiptu na wakacje, czują się dużo lepiej, gdy rozmawiają z lokalsami w dialekcie egipskim, a radość na ich twarzach i zaskoczenie, gdy widzą, że obcokrajowcy próbują uczyć się ich języka, jest bezcenna.
Chcieli turystów, teraz mają ich dość. "To jest bardzo trudny temat"
Ludzie w Kairze są na co dzień otwarci czy raczej zdystansowani?
Zdecydowanie otwarci! I właśnie to jedna z rzeczy, którą tu kocham – ludzie. Z Egipcjanami zawsze się pośmiejesz, niewiarygodne dla mnie jest to, że nawet najtrudniejszą sytuację potrafią obrócić w żart. Poza tym świadomość tego, że gdy potrzebowałabym pomocy na ulicy lub w miejscu publicznym, zawsze będzie mi ona udzielona, jest bardzo cenna.
Wiadomo, że ludzie pracujący w miejscach turystycznych próbują zarobić na turystach – wołają ich, nagabują, niektórzy próbują naciągnąć. Ale właśnie taka jest specyfika tych miejsc. "Zwykły Kair" taki nie jest. Dlatego zawsze powtarzam, że bycie turystą w Egipcie to co innego, niż bycie podróżnikiem, a Egipt turystyczny i Egipt lokalny to dwa różne miejsca.
Wspólnie z mężem pomagacie w organizacji wycieczek do Kairu i okolic. Jak to wygląda – od planowania po realizację?
Chcieliśmy pokazać ludziom prawdziwy i autentyczny Kair, nie ten, który widzą turyści na jednodniowej wycieczce z Hurghady. Dlatego nasza usługa nazywa się "Kair inaczej". Stronimy od masowej turystyki. Naszą grupą docelową są osoby, które chcą poczuć i doświadczyć Kairu, a nie tylko go odhaczyć. Wygląda to tak, że gdy klient wykupi pakiet, my wysyłamy szczegółowe pytania dotyczące pobytu.
Niektórzy klienci wiedzą już z góry, co chcieliby zobaczyć i oczywiście bierzemy to pod uwagę. Następnie bazując na tych indywidualnych upodobaniach, tworzymy wstępny plan pobytu i spotykamy się z grupą online. Przedstawiamy plan, doradzamy, kiedy można zwiedzać samemu, a którego dnia lepiej być z przewodnikiem. Poza tym pomagamy w organizacji wycieczek w mniej turystyczne miejsca, takie jak Pustynia Fayoum, Miasto Śmieci, Miasto Śmierci, farmę w Dahshur i Aleksandria.
Przewodnicy, z którymi współpracujemy, oprowadzają "po naszemu", bez odhaczania sklepów z perfumami i papirusem. Wiedzą też, że Polakom trzeba dużo opowiadać. Wycieczka z nimi jest taka, jakby chodziło się po mieście z dobrym kumplem. My jesteśmy z klientami w kontakcie aż do końca pobytu. Zawsze mogą napisać, dostać pinezki w Google Maps do miejsc wartych zobaczenia, sprawdzonych restauracji i kawiarni. Nieraz nagrywaliśmy się też klientom po arabsku, gdy mieli problem z komunikacją na miejscu.
Mamy też ofertę dla osób, które chcą przylecieć do Kairu, ale nie mają z kim – "Kair w Paczce". Łączymy turystów z Polski i w ten sposób dzielą nie tylko niezapomniane chwile, ale również koszty.
Co Polacy najczęściej chwalą po waszych wycieczkach?
Wiele grup bardzo chwaliło wycieczkę na pustynię Fayoum. Nie dziwi mnie to, bo sama uwielbiam jeździć w to miejsce. Bardzo często zaskakuje ich różnorodność Kairu oraz to, jak bardzo różni się on od swojego stereotypowego obrazu. Jadąc z jednej dzielnicy do kolejnej, można odnieść wrażenie, że jest się w zupełnie innym mieście.
Czy Kair jest bezpieczny szczególnie w mniej turystycznych miejscach?
Kair jest wspaniałym miastem, ale trzeba wiedzieć, jak je zwiedzać. To miejsce bardzo dynamiczne, głośne, aktywne, może być przytłaczające. Ale z drugiej strony jest niesamowicie ciekawe, bogate kulturowo i historycznie, czeka tam wiele niezapomnianych wrażeń, dużo śmiechu, zdziwienia, a dla wielu zachwytu. Egipt ma w sobie "to coś", czego wiele osób nie potrafi opisać. Czas płynie wolniej, a i człowiek czuje się wolny. By to dostrzec, trzeba się na taki przyjazd przygotować - wiedzieć, na co zwracać uwagę, z czym możemy się zmierzyć, co może nas zaskoczyć i czym wcale nie musimy się martwić.
Jak w każdym mieście, również w Kairze są dzielnice lepsze i gorsze. Dlatego też jeżeli jest coś, na co zwiedzający na własną rękę powinni zwrócić uwagę, to informujemy o tym.
Podsumowując – tak Kair jest bezpieczny, również w mniej turystycznych miejscach. Jednak udając się tam, dobrze wiedzieć "co i jak". To samo miejsce może być niesamowicie zatłoczone o danej porze dnia w weekend, a w inny dzień może być bardzo przyjemne do zwiedzania.
A co z samotnie podróżującymi kobietami?
Mieliśmy już wiele solo podróżniczek, które odkrywały z nami Kair. Przyznam szczerze, że na samym początku naszej działalności, nieco zmartwiona, ciągle pytałam, czy wszystko u nich ok, jak mija im dzień. Ja swobodnie sama poruszam się po mieście, ale one nie mieszkają w Egipcie, nie mówią w dialekcie egipskim i nie znają tutejszej kultury tak dobrze jak ja. Tym bardziej cieszyło mnie, gdy pisały, że czują się w Kairze bezpiecznie.
Oczywiście byliśmy z nimi w kontakcie, a one w razie niepewności pytały, czy dobrym pomysłem będzie udać się w dane miejsce. Wtedy poradziliśmy im co zrobić. Wiele z nich zwiedzało również z naszą przewodniczką – młodą Egipcjanką – z którą czasem nawet spotykały się na mieście po godzinach pracy.
Jak wygląda sytuacja pod kątem religijnym w Kairze?
Nieraz słyszałam stereotyp, że w Egipcie nie można wyjść na ulicę z krzyżykiem na szyi, bo to przecież kraj muzułmański. To kompletna bzdura. W samym Kairze jest mnóstwo kościołów, a ok. 15 proc. egipskiego społeczeństwa to chrześcijanie – najczęściej Koptowie. Samochody z naklejonym wizerunkiem Jezusa lub Maryi, obrazy z chrześcijańskimi motywami w sklepach, które prowadzą Koptowie oraz krzyże wytatuowane na ich nadgarstku – to wszystko codzienny widok w Kairze. Z drugiej strony większość egipskiego społeczeństwa to muzułmanie, więc na ulicach widać wiele kobiet w hidżabach albo w nikabach (strojach ukazujących jedynie oczy). Ale nie tylko.
Sporo muzułmanek w Egipcie się nie zakrywa i nie nosi hidżabu. Egipt jest bardzo zróżnicowany. Ale właśnie to jest w nim piękne. Tyle różnic, tyle odmiennych kawałków całości, które układają się jakoś w ogromną, spójną mozaikę. Ten kraj pokazuje nam, że muzułmanie i chrześcijanie mogą wspólnie żyć w jednym kraju i mimo różnic zwracać uwagę na to, co ich łączy – fakt, że są Egipcjanami.
A ty, jak się ubierasz na co dzień w Egipcie?
Tak jak wiele Egipcjanek – t-shirt, długie spodnie, spódnice. Nie noszę bluzek na ramiączkach ani krótkich sukienek czy spodenek. Choć w nowoczesnych dzielnicach Kairu wiele Egipcjanek ubiera się odważniej i pokazuje więcej ciała.
Kiedy najlepiej jechać do Kairu?
Sezon zaczyna się mniej więcej pod koniec września i trwa do lutego. W tym czasie pogoda w Kairze jest bardzo przyjemna. Zimowe miesiące pozwalają na zwiedzanie od rana przez cały dzień, bo nie ma wtedy czterdziestostopniowych upałów, które sprawiają, że człowiek chce jak najszybciej uciec do klimatyzowanego pojazdu. Najgoręcej jest w lipcu i sierpniu, ale nawet w tym czasie zwiedzanie Kairu jest możliwe, choć jest oczywiście bardziej uciążliwe.
Jakie największe wyzwanie napotkałaś mieszkając w Kairze i pracując w turystyce?
Największym wyzwaniem było i jest znalezienie dobrych, uczciwych przewodników, którym możemy zaufać i którzy będą oprowadzali naszych klientów "po naszemu" – bardzo indywidualnie i według naszego planu. Wielu przewodników ma swoje utarte trasy, które często zawierają wizyty w sklepach z papirusem lub perfumami, gdzie dostają prowizję od właścicieli tych lokali. Wielu z nich nie chce z tego rezygnować i nie chce oprowadzać tak, jak my o to prosimy.
Już nieraz zrywaliśmy współpracę w trybie natychmiastowym, bo ze względu na uczciwe podejście do klienta nie możemy sobie pozwolić na żaden kompromis. Dlatego tak bardzo cenimy przewodników, z którymi teraz współpracujemy. O zaangażowane osoby, którym naprawdę można zaufać, w tym biznesie nie jest łatwo.