Raj jak z pocztówki. Niebawem może zniknąć
Archipelag San Blas w Panamie zachwyca turkusową wodą i białym piaskiem niemal jak Malediwy. To także dom rdzennych mieszkańców żyjących w zgodzie z naturą. Niestety, wyspom zagraża podnoszący się poziom morza. - Naukowcy przewidują, że za kilkanaście lat większość tych wysp zniknie pod wodą - mówi WP Ewelina Gac, Polka mieszkająca w Panamie.
Na archipelag San Blas, znany jako Guna Yala, składa się ponad 350 niewielkich wysp, rozsianych na Morzu Karaibskim u północno-wschodnich wybrzeży Panamy. Tylko część z nich jest zamieszkana, a jeszcze mniej przyjmuje turystów. Reszta to bezludne skrawki lądu.
- Są wysepki na których mieszka czasem zaledwie kilka osób. Ale na takich wysepkach nie ma często dostępu do wody pitnej. Zbiera się deszczówkę, a kiedy długo nie pada, to robi się problem i trzeba szukać wody gdzieś indziej. Wszyscy przemieszczają się tam łódkami i nie są to ekskluzywne jachty, tylko najczęściej drążone w drewnie łódeczki - opowiada nam Ewelina Gac, Polka, która mieszka w Panamie.
Największą atrakcję kraju zalewają tłumy. "Przez wejście główne płynie rzeka ludzi"
San Blas to archipelag, na którym czas się zatrzymał
Nie bez powodu San Blas bywa porównywane do Malediwów. Krajobraz tych wysp jest bowiem równie spektakularny. Małe wysepki oddzielone są od siebie płytkimi przesmykami, a zdobią je naturalne baseny, kolorowe rafy koralowe, błękitne laguny i leniwie wyciągające się ku morzu palmy.
Różnica polega jednak na tym, że w San Blas luksus nie oznacza wypoczynku w prywatnych willach na wodzie, ale obcowanie z naturą w pełnej prostocie i autentyczności. To jedno z niewielu miejsc na świecie, gdzie turystyka wciąż pozostaje pod kontrolą lokalnej społeczności.
San Blas to terytorium autonomiczne rdzennych mieszkańców ludu Guna, dawniej nazywanych Kuna. Społeczność ta od lat 20. XX w. cieszy się szeroką autonomią i sama zarządza swoim regionem. To oni decydują, kto i na jakich zasadach może odwiedzać wyspy, prowadzić działalność turystyczną czy budować infrastrukturę.
- To, co wyróżnia San Blas (oficjalnie region Guna Yala), to właśnie jego mieszkańcy. Guna wywalczyli sobie pełną autonomię. Mają własną flagę, prawo i kulturę, która przetrwała wieki w niemal niezmienionej formie. Żyją skromnie, trzymając się z dala od zachodniego konsumpcjonizmu - wyjaśnia Polka.
Mieszkańcy żyją w zgodzie z naturą
Guna żyją w sposób, który wielu osobom może wydawać się "dziki", choć w rzeczywistości jest to po prostu życie oparte na tradycji, wspólnocie i bliskości natury. W wioskach dominują drewniane domy, kryte palmowymi liśćmi. Nie ma tam wielkich hoteli ani sieciowych restauracji. Energia elektryczna bywa dostępna tylko przez kilka godzin dziennie, a internet często działa wolno i niestabilnie.
Codzienność mieszkańców wyznacza rytm słońca i morza. Łowią oni ryby, uprawiają niewielkie ogródki, szyją tradycyjne kolorowe aplikacje zwane molas i sprzedają je odwiedzającym.
- Największym szokiem na San Blas było dla mnie to, że nie ma tam tradycyjnych sklepów. Są za to prowizoryczne sklepiki np. z warzywami i owocami. Jedzenie zamawia się najczęściej z lądu, na wysepkach niektórzy uprawiają np. platany, z których później robi się placuszki patacones. Natomiast ryby czy langusty łowią w zależności od warunków - mówi Ewelina Gac.
W przeciwieństwie do wielu rajskich destynacji San Blas nie zostało przejęte przez międzynarodowe koncerny hotelowe. Turystyka ma kameralny charakter. Noclegi to najczęściej proste bungalowy lub hamaki rozwieszone między palmami. Dla jednych to brak wygód, dla innych - prawdziwy luksus.
Archipelag San Blas może niebawem zniknąć
Paradoksalnie to właśnie bliskość natury czyni San Blas tak kruchym miejscem. Wyspy są niskie, wiele z nich wznosi się zaledwie metr lub dwa ponad poziom morza. Dlatego zmiany klimatu i podnoszący się poziom oceanów stanowią realne zagrożenie dla ich przyszłości.
Już teraz część społeczności Guna przenosi się z najmniejszych wysp na stały ląd Panamy. Proces ten jest powolny i trudny, bo oznacza porzucenie miejsc zamieszkiwanych od pokoleń. Dla wielu mieszkańców to nie tylko zmiana adresu, ale przede wszystkim utrata części tożsamości.
- Niestety, to miejsce jest zagrożone zmianami klimatu. Naukowcy przewidują, że za kilkanaście lat większość tych wysp zniknie pod wodą. Możliwość zobaczenia ich teraz to okazja, która niedługo może przejść do historii - wyjaśnia nam Polka mieszkająca w Panamie.
Eksperci ostrzegają, że w perspektywie kilkudziesięciu lat część wysp może zostać całkowicie zalana. Erozja brzegów, coraz silniejsze sztormy i podnoszący się poziom morza sprawiają, że archipelag jest jednym z najbardziej narażonych regionów w tej części świata.
Warto odwiedzić San Blas nim będzie za późno
- San Blas najlepiej poznaje się z perspektywy wody. W Panamie można znaleźć mnóstwo osób prywatnych oraz firm, które organizują wycieczki na San Blas. Ja akurat pływam z polską ekipą - Agnieszką i Pawłem. Jeśli ktoś szuka alternatywy dla popularnych destynacji, zdecydowanie polecam zobaczyć ten archipelag choćby z uwagi na pesymistyczne prognozy ekspertów klimatycznych - mówi Ewelina.
Wycieczkę na San Blas można zorganizować już granicach 10 tys. zł. Bilety z Polski do Panamy można kupić od 2,5 do 4 tys. zł. Sam zaś koszt wycieczki na archipelag to ok. 130 dolarów (ok.460 zł) za dzień. Z kolei w 10-dniowy rejs jachtem w okolicach San Blas można wybrać się za ok. 1100 dolarów (ok. 4 tys. zł) za osobę.
- Warto pobyć na San Blas przynajmniej te kilka dni żeby poczuć klimat. Poza tym, samo podróżowanie katamaranem to niesamowite przeżycie. A w takich okolicznościach to już w ogóle kosmos. Cumujemy tam, gdzie akurat mamy ochotę, często w miejscach kompletnie bezludnych. Jemy prosto, bo albo na pokładzie, albo w małych knajpkach prowadzonych przez mieszkańców, gdzie serwują to, co akurat udało się złowić. Bez zasięgu, bez pośpiechu, za to z szacunkiem do natury i lokalnej tradycji - podsumowuje Polka.