Pęknięta wyspa. Przyciąga turystów, bo jest "przeklęta"
Zawał serca, tajemnicze morderstwo czy w najlepszym wypadku bankructwo. To wszystko spotkało kolejnych właściciel niewielkiej, włoskiej wyspy w pobliżu Neapolu. Poznajcie Gaiolę – wyspę przeklętą. Choć krążą o niej mroczne opowieści, fascynuje turystów, którzy kochają ją fotografować i chętnie na nią pływają.
Gaiola znajduje się zaledwie kilkanaście kilometrów od Neapolu – nad Zatoką Neapolitańską. Prawdopodobnie niegdyś stanowiła część półwyspu. W starożytności słynęła z pięknej świątyni poświęconej bogini Wenus.
To piękne miejsce nie jest jednak zamieszkane. Bezludna wyspa cieszy się od dziesiątków lat złą sławą, ponieważ lokalna społeczność uważa, że ktoś rzucił na nią klątwę. Samo miejsce określa się jako "przeklęte". I niestety, temu właśnie zawdzięcza swoją turystyczną popularność.
Zaczęło się od Czarodzieja. Tak nazywano w XIX w. pewnego pustelnika, który zamieszkał na Gaioli. Znalazł tutaj wszystko, czego potrzebował: ciszę, spokój i czas na medytacje. Żywił się lokalnymi roślinami, łowił ryby, a czasami pożywienie dostarczali mu miejscowi rybacy.
Maleńka wyspa potrafi zachwycić. Już rejs tam jest atrakcją samą w sobie
Początek czarnej serii zdarzeń
Żadne dostępne źródła nie podają, jak długo ten pustelnik przebywał na wyspie, jak się nazywał. Ale to od niego zaczęło się całe pasmo nieszczęść związanych z tym miejscem. Czarodziej pewnego dnia po prostu zniknął. Tak jakby zapadł się pod ziemię. Nigdy nie odnaleziono jego ciała i słuch o nim zaginął. Nikt wtedy jednak nie przypuszczał, że to dopiero początek czarnej serii dla kolejnych właścicieli Gaioli.
Kolejną ofiarą był Luigi de Negri. Był właścicielem kilku statków i dużej, dobrze prosperującej firmy rybackiej. Nie narzekał na brak pieniędzy. Należał do znanej, włoskiej rodziny, która miała duże zasługi w procesie zjednoczenia Włoch. Kupił wyspę i zbudował tam okazałą willę, którą można podziwiać do dziś. To dzięki niemu powstał też najprawdopodobniej kamienny mostek łączący dwie części wyspy Gaiola. Istnieje do dziś.
Wkrótce (rok po zakupie) de Negri niespodziewanie zbankrutował, a on sam zmarł nagle na zawał serca. Być może nie mógł się pogodzić ze stratą fortuny. Przez jakiś czas właścicielem tego miejsca był szwagier Arthura Conana Doyle'a, pisarza, który stworzył postać Sherlocka Holmesa.
Kolejni pechowi właściciele wyspy
W 1911 r. do kupna wyspy, położonej raptem kilkanaście kilometrów od Neapolu, przymierzał się niejaki Gaspare Albenga, marynarz. Nie zdążył jednak jej kupić. Kiedy próbował opłynąć wyspę swoim statkiem i dokładnie ją sobie obejrzeć od strony morza, doszło do tajemniczego wypadku. Według różnych źródeł, statek miał uderzyć w skałę i zatonąć. Nigdy jednak nie odnaleziono jego wraku, jak i zwłok niedoszłego nabywcy wyspy.
Na początku XX w. właścicielem Gaioli został bajecznie bogaty Szwajcar Hans Braun. Przybył tu w 1920 roku ze swoją młodą i piękną żoną. Byli niezwykle szczęśliwym małżeństwem. Pewnego dnia żona Brauna pojechał do miasta w interesach. Kiedy wróciła, okazało się, że jej mąż nie żyje. Został zamordowany, a jego zwłoki były zawinięte w dywan. Nigdy nie wyjaśniono tego tajemniczego mordu. Ciało kobiety odnaleziono kilka dni później. Utonęła. Prawdopodobnie było to samobójstwo. Nie mogła się pogodzić ze stratą ukochanego męża.
Klątwa wyspy
Już wtedy mówiono, że to miejsce jest przeklęte. Nie przejął się tym jednak kolejny właściciel Gaioli – Niemiec Otto Grunback. Kilka tygodni po zakupie wyspy zmarł na zawał serca.
Podobny los spotkał kolejnego właściciela. Był nim Maurice-Yves Sandoz, chemik, pisarz i kompozytor. Chciał na Gaioli wypocząć na zasłużonej emeryturze. Nie dane mu to było. On także nie wierzył, że to przeklęta wyspa. Kiedy na niej zamieszkał, zaczął zdradzać objawy choroby psychicznej i trafił do szwajcarskiego szpitala psychiatrycznego, gdzie ostatecznie popełnił samobójstwo w 1958 r. Wyskoczył z okna.
Właścicielem wyspy był także najbogatszy swego czasu Włoch, Giovanni "Gianni" Agnelli - ten od fabryki Fiata. Kupił Gaiolę od barona Karla Paula Langheima. A dlaczego baron ją sprzedał? Tak, zgadliście. Splajtował. Zgubił go hulaszczy tryb życia i słabość do młodych chłopców.
Także w przypadku włoskiego przemysłowca można się dopatrzyć kontynuacji pasma nieszczęść związanych z Gaiolą. Syn przedsiębiorcy popełnił samobójstwo, a jego bratanek, w którym upatrywał swojego następcę w biznesie, zmarł przedwcześnie na rzadki rodzaj nowotworu. Miał zaledwie 33 lata. Agnelli już po pierwszej nieszczęśliwej historii wystawił wyspę na sprzedaż. Podobno "na wszelki wypadek".
Innym właścicielem wyspy Gaiola był amerykański przemysłowiec i miliarder Jean Paul Getty. Tuż po zakupie miał zamiar połączyć tunelem wyspę ze stałym lądem. Nie zrobił tego jednak. Spotkało go wiele nieszczęść, w tym samobójstwo najstarszego i niewyjaśniona do końca śmierć najmłodszego syna. Musiał się także zmierzyć z koszmarem związanym z porwaniem wnuka przez kalabryjską mafię. Można tylko próbować sobie wyobrazić, co Getty musiał czuć, kiedy otworzył przesyłkę pocztową od porywaczy i znalazł w niej kawałek obciętego ucha 16-letniego wnuka. Miliarder zapłacił okup, a wnuk wrócił do domu po pięciu miesiącach uwięzienia. Porywacze porzucili go na autostradzie.
Ostatni właściciel wyspy - Gianpasquale Grappone posiadał firmę ubezpieczeniową i najsłynniejszy klub nocny w Neapolu. Ten ówczesny celebryta trafił z kolei do więzienia na 11 lat za długi, powiązania z mafią i malwersacje finansowe, a jego żona zginęła w wypadku samochodowym – tego samego dnia, kiedy wyspa została wystawiona na licytację.
Ostatnie nieszczęście, jakie jest związane pośrednio z tym miejscem to zabójstwo pewnego małżeństwa w 2009 r. Para mieszkała w willi dokładnie naprzeciwko wyspy.
Gaiola obecnie należy do skarbu państwa i znajduje się w samym sercu Podwodnego Parku Gaiola. Na wyspę można łatwo dotrzeć wpław lub łodzią. Roztaczają się z niej wspaniałe widoki na okolicę, dlatego co roku setki turystów odwiedzają to miejsce. Dla amatorów Instagrama, podczas wizyty w Neapolu obowiązkowe jest zrobienie zdjęcia z lądu z widokiem na "pękniętą" wysepkę połączoną na szczycie niewielkim mostkiem.
Przez wiele lat próbowano wyjaśnić fenomen tego miejsca: że każdy, kto zatrzymał się tu na dłużej, ginął albo trafiało mu się nieszczęśliwe zdarzenie. Było wiele hipotez. Według jednej z nich, na Gaioli przebywał kiedyś Wergilisz, sławny rzymski poeta, którego w Neapolu niektórzy uważali za czarownika i alchemika. Na wyspie miał uprawiać tajemne sztuki. I to on i jego rytuały sprawiły, że woda wokół Gaioli jest "zanieczyszczona", a dawna klątwa spada na każdego, kto się tu na dłużej zatrzyma.