Olbrzymia fala porwała turystę. Poszukiwania na wyspach wciąż trwają
Kolejna grupa turystów zignorowała ostrzeżenia i zakaz kąpieli na jednej z plaż na kanaryjskiej wyspie Lanzarote. Efekt okazał się tragiczny. Od 25 stycznia trwają poszukiwania młodego mężczyzny, który zniknął w wodach Oceanu Atlantyckiego. I nie była to jedyna poważna interwencja służb ratunkowych na wodzie w miniony weekend.
Rząd Wysp Kanaryjskich już od 24 stycznia wprowadził stan alarmu przybrzeżnego, ze względu na możliwe fale o wysokości od czterech do pięciu metrów na części archipelagu. Najwyższe miały być na Lanzarote i Fuerteventurze.
Weszli na zamknięty teren
Los Charcones to zespół naturalnych basenów, popularnych także w mediach społecznościowych, które są położone w pobliżu znanego kurortu Playa Blanca. To miejsce zostało w miniony weekend oficjalnie zamknięte ze względu na zagrożenie. Jednak czterech amerykańskich studentów w wieku od 19 do 21 lat, studiujących w Madrycie i odwiedzających w celach turystycznych Lanzarote, pomimo zamknięcia terenu z powodu poważnego zagrożenia dla wybrzeża, dotarło do Los Charcones pieszo. Ominęli barierę zakazującą wstępu, która była ustawiona na drodze dojazdowej.
Nagła, potężna fala uderzyła w nich, wciągając dwie osoby do wody. Jedną uratował śmigłowiec Ratownictwa Medycznego Wysp Kanaryjskich, znajdujący się około 800 m dalej. Pozostali dwaj mężczyźni odnieśli lekkie obrażenia po uderzeniu o skały, ale odmówili pomocy medycznej. Czwarty członek grupy został wciągnięty do Atlantyku i od tamtej pory go nie widziano.
Intensywna akcja poszukiwawcza
Przez całą niedzielę prowadzono szeroko zakrojone poszukiwania z udziałem śmigłowca i jednostek ratowniczych Ratownictwa Morskiego, łodzi patrolowej Gwardii Cywilnej, strażaków korzystających ze skuterów wodnych oraz lokalnej policji, która prowadziła akcję z lądu z użyciem dronów. Wczesnym wieczorem władze zawiesiły operację, aby wznowić ją o świcie 26 stycznia, ponieważ uważają, że zaginionego mężczyzny nie ma już na powierzchni.
Pożar w marinie
Nie była to jednak jedyna poważna interwencja na wybrzeżu oceanu. 24 stycznia paliła się łódź zacumowana w dzielnicy La Marina portu w Las Palmas na Gran Canarii. Ze względu na ryzyko rozprzestrzenienia się pożaru na pobliskie łodzie, statek został odholowany w bezpieczne miejsce, aby m.in. nie doszło do wybuchu paliwa oraz żeby zapobiec dalszym szkodom w jednym z najbardziej ruchliwych portów wypoczynkowych na tej wyspie.
Po odizolowaniu łodzi, strażacy zajęli się gaszeniem pożaru przy użyciu specjalnej piany przeznaczonej do pożarów morskich, która skuteczniej niż woda gasi płonące paliwa płynne. Dzięki szybkiej interwencji pożar został ugaszony, zanim zdążył się rozprzestrzenić i spowodować większe szkody.