Taksówkarz z Bangkoku uratował turystę. Był w trybie "turbo"
Roztargnienie może kosztować bardzo dużo, szczególnie podczas krótkich wakacji. Przekonał się o tym belgijski turysta, który w drodze z Bangkoku do Tokio pomylił… porty lotnicze. Podobne historie zdarzają się w stolicy Tajlandii regularnie. Turyści nie wiedzą lub zapominają, że Bangkok obsługują dwa duże, międzynarodowe lotniska.
Głównym lotniskiem stolicy Tajlandii jest port Suvarnabhumi (BKK), położony za wschodzie miasta. Jednak znaczną część ruchu lotniczego do azjatyckich destynacji obsługuje lotnisko Don Mueang (DMK), znajdujące się kilkanaście kilometrów na północ od centrum miasta. I tu zaczyna się problem, bo odwiedzający Miasto Aniołów (tak w dosłownym tłumaczeniu nazywa się stolica Tajlandii) często nie sprawdzają kodu na rezerwacji.
Turbo kozak za kierownicą
Tak właśnie zachował się belgijski turysta, o którego historii, opublikowanej w social mediach, rozpisuje się lokalna prasa w Tajlandii. Kiedy okazało się, że trafił na złe lotnisko, natychmiast wskoczył do pierwszej taksówki z brzegu. Do pokonania było całe 14-milionowe miasto z korkami, tysiącami tuk-tuków, autobusów i ulicznym chaosem. Misja – dotrzeć na drugie lotnisko w maksymalnie godzinę wydawała się być absolutnie niewykonalna. Turysta nie wiedział, że za kierownicą siedzi prawdziwy "turbo kozak".
"Kierowca nie rozumiał ani słowa po angielsku, ale za to doskonale zrozumiał jakie ma zadania. Dowieźć mnie na drugie lotnisko w mniej, niż godzinę" – napisał na platformie X belgijski turysta.
Nazywają ich "słupami ogłoszeniowymi". "Powtarzam tyle razy, że ludzie wiedzą"
Podróż była jedną z tych, jakie zapamiętuje się do końca życia. Jazda rodem z filmu "Taxi" po ulicach, zakątkach i podwórkach, których nie ma nawet w mapach Google. Belg opisał tę podróż jako "legendarną", a przemianę starszego pana za kierownicą w istotę o nadprzyrodzonych zdolnościach i umiejętnościach przeczących prawom fizyki jako "nieprawdopodobną".
"Jechał z całkowitą pewnością siebie, przez pobocza i ukryte ulice, widać, że znał absolutnie każdy centymetr Bangkoku. I to wszystko z przyklejonym do twarzy spokojnym uśmiechem" – komentował Belg.
Gigantyczny napiwek
Przejazd kosztował według wskazań taksometru 600 bahtów, czyli niecałe 70 zł. Kierowca mógł się jednak cieszyć dużym napiwkiem, bo za jego determinację i wykonanie zadania otrzymał dodatkowe1400 bahtów.
"Dotarłem na czas. Teraz w drodze to Tokio" – zakończył wpisem na X roztargniony turysta, którego uratował taksówkarz z Bangkoku.