Spełniają marzenia, o których wielu boi się nawet śnić. Ich podróże inspirują
Trzy dni, kilkadziesiąt prelekcji i relacji z podróży, kilkanaście tysięcy uczestników oraz niezliczona ilość inspiracji do realizacji własnych turystycznych planów – w Gdyni zakończyła się kolejna, już 28. edycja Ogólnopolskich Spotkań Podróżników, Żeglarzy i Alpinistów – KOLOSY za rok 2025.
To już tradycja – cały podróżniczy świat przyjeżdża w marcu do Gdyni, aby podzielić się tym, co najpiękniejsze: emocjami, przygodami, wiedzą, pięknymi kadrami oraz praktycznymi poradami dotyczącymi podróżowania w najodleglejsze części globu. Obok doświadczonych eksploratorów, którzy pół swojego życia spędzają w podróży, na Kolosach (jak popularnie skraca się pełną nazwę tego festiwalu) swoimi prelekcjami podzielili się również ci, dla których był to stresujący debiut przed tak liczną publicznością. Bez patosu, za to z energią, która może być źródłem motywacji do spełniania turystycznych marzeń.
Dookoła świata w trzy dni
Wieloaspektowość świata podróży i wyczynu najlepiej widać było w opowieściach zaproszonych do Gdyni gości: od gór wysokich, poprzez żeglarskie przygody, długodystansowe eskapady piesze, skończywszy (dosłownie) pod ziemią. Publiczność mogła przenieść się, niczym w kalejdoskopie, z najwyższego punktu naszej planety po podwodne jaskinie w Macedonii – a miłośnicy podróży po Polsce byli usatysfakcjonowani relacjami z wyjazdów i projektów na terenie naszego kraju.
Niepokojące komunikaty w rezerwacie. "Strefa objęta zakażeniem""
W tym roku największą gwiazdą Kolosów był Jim Morrison: jako pierwszy człowiek dokonał czegoś, co przez wielu było uważane za niemożliwe. Amerykański skialpinista zjechał legendarną linią Hornbein-Japanese Couloir na północnej ścianie Mount Everestu.
– To jest największa rzecz, projekt mojego życia. Nie myślę o tym, jakie wyzwania są jeszcze do zrealizowania, teraz mam dużo czasu na świętowanie – opowiada mi Jim Morrison, który w Gdyni pojawił się m.in. po to, aby osobiście spotkać się z Andrzejem Bargielem.
Los w przewrotny sposób połączył w jednym roku dwie legendarne postacie, amerykańską i polską, na najwyższym szczycie świata – we wrześniu 2025 r. polski as, jako pierwszy człowiek wszedł na Mount Everest i zjechał na nartach z jego wierzchołka do bazy, nie posiłkując się tlenem z butli.
– Mieliśmy wcześniej ze sobą kontakt SMS-owy, wiedzieliśmy o sobie nawzajem, przez chwilę zastanawiałem się, czy jest możliwe, abyśmy razem spotkali się na szczycie – śmieje się Andrzej Bargiel. Podczas gdyńskich Kolosów każdy z nich miał swoją prelekcję na głównej hali, a wisienką na torcie było wspólne spotkanie Jima i Andrzeja z publicznością, które odbyło się na sali seminaryjnej.
Po wyzwanie, po marzenia
– On udowadnia, że niemożliwe nie istnieje! – mówi mi Anna Nowak, która przyjechała na festiwal z Łodzi. O kim opowiada uczestniczka? O Michale Worochu, osobie z niepełnosprawnością, który swoją kolejną podróżą – tym razem z Polski do Australii, specjalnie przystosowanym samochodem – pokazał, że przekraczanie granic słabości i wyzwań związanych z własnym ciałem może mieć wielowymiarowy aspekt.
Podróżników, którzy udowodnili, że ograniczenia istnieją tylko w naszych głowach, było znacznie więcej. Paweł Małaszko dotarł rowerem z poziomu Morza Arabskiego do bazy pod K2, ostatnie kilkadziesiąt kilometrów pchając swój pojazd lub wręcz niosąc go na plecach. Maciej Besta samotnie przemierzył Płaskowyż Anabarski, będący jednym z najbardziej niedostępnych miejsc na całym świecie – zimowy trawers w dziewiczym terenie to opowieść o walce z naturą i sprzętem wyprawowym. Tomasz Lepich zaintrygował publiczność swoją prelekcją o wulkanach Afaru, a Artur Czermak i Dominika Kubiak udowodnili, że spływ Wisłą może być przyczynkiem do opowieści o historii, przyrodzie i kulturze.
– Nie robimy tego dla innych. To jest nasza droga, nasza przygoda, nasza wyprawa. Cieszymy się tym, że przemierzamy świat motocyklami, a przy okazji możemy podzielić się naszymi wspomnieniami z tak liczną publicznością – opowiada mi Hanna Zasada i Jacek Prowadzisz, którzy rzucili ustabilizowane życie, wybierając autentyczność, niewygody i radość związaną z wolnością w podróży przez całą Azję. Publiczność w Gdyni z uwagą śledziła też nowozelandzką przygodę Zuzanny Puchalskiej, która podczas samotnej, kilkumiesięcznej podróży przemierzyła ten piękny kraj, przeżywając wielu przygód.
Uważność, wolność, jakość
– Niekiedy nie jest ważne, gdzie wędrujesz. Ważne jest to, jak to robisz – słowa Rafała Wierzbickiego, który przejechał całą Polskę na nietypowym, starym rowerze, mają moc. – Wybrałem wolność i uważność, będąc w zgodzie z porami roku i własnym pomysłem do podróży po naszym kraju bez nowoczesnych udogodnień – mówi mi Rafał, wskazując na najważniejsze elementy jego wyposażenia podczas podróży, w tym płócienne sakwy i wełniany koc. – Elektronika nas rozleniwia. Jej brak daje nam szansę do zwiększonej uważności na drogę, na ludzi – dodaje podróżnik.
Tegoroczne Kolosy okazały się imprezą, gdzie niczym w wielkim garnku, można było zamieszać chochelką w podróżniczym kotle, wyciągając perełki. Agnieszka Dziadek, znana ze swoich długodystansowych projektów, tym razem wybrała się do Korei Południowej, dokonując pieszego trawersu tego kraju. Marcin Korzonek zmierzył się ze szlakiem wokół Annapurny i Manaslu, decydując się (nietypowo!) na rower jako środek transportu na górskich ścieżkach. Ten sam sposób podróżowania (rower) wybrał Jakub Rybicki, który wraz z Ryszardem Jakubowskim przemierzali zamarznięte jezioro Bałchasz w Kazachstanie. Z kolei sympatyczna ekipa żeglarzy pod wodzą Michała Kozłowskiego dotarła na Wyspy Alandzkie niewielkim, mazurskim jachtem.
Nie sposób nie wspomnieć o dwóch wyprawach, które zostały docenione przez publiczność oraz Kapitułę Kolosów. Anna Grebieniow pokazała, że Mongolia – którą przemierzyła konno, pieszo, na nartach, na wodzie – to wolność, surowy klimat, ale przede wszystkim ludzie. Kadry z północnej części Mongolii oraz proces nauki gry na tradycyjnym instrumencie, który ujął Annę, na długo zostaną w pamięci uczestników tegorocznych Kolosów.
Zupełnie inny ciężar gatunkowy miała opowieść, którą podzieliła się Marzena Figiel-Strzała, wraz z Damianem Strzałą. Tematyka wyjazdów do miejsc, gdzie łamie się prawa dziecka, była czymś więcej niż tylko relacją z podróży: to reporterskie ujęcie problemów współczesnego świata, w którym na plantacjach, w fabrykach, w kopalniach – wciąż wykorzystuje się niewolniczą pracę dzieci.
Liczy się jedno
– Wszystkie prezentacje to ogromna porcja wiedzy o świecie i możliwość zaspokojenia naszej codziennej ciekawości – puentuje prezydent Gdyni, Aleksandra Kosiorek. I trudno nie przyznać jej racji.
Trzydniowa impreza, oprócz możliwości spotkania wszystkich podróżników i rozmowy z nimi "na żywo", była doskonałym przykładem na to, że w świecie zdominowanym przez elektronikę i wygodę, przygoda czai się za rogiem: wystarczy tylko chcieć.
I nie jest istotne, czy publiczność gdyńskiej imprezy, zainspirowana wyczynami naszych rodaków, wyruszy w podróż na drugi koniec świata, drugi koniec Europy, drugi koniec Polski. Liczy się coś innego: chęć do podróży.
Paweł Kunz dla Wirtualnej Polski