We wsi słychać krzyki i piski. Dziewczyny porywają nawet z samochodów
Choć to mała wieś, w której mieszka niewiele ponad 1000 osób, to od poniedziałku nie da się przez nią swobodnie przejechać. Na ulice Sławatycz wyszli bowiem Brodacze - lokalni przebierańcy, odziani w długie, odwrócone futrem na zewnątrz, baranie kożuchy.
Swoją nazwę zawdzięczają wykonanym z lnianego włókna brodom, które symbolizują długie życie, duże doświadczenie oraz bogactwo przeżyć. W oczy rzucają się też ich kolorowe, ozdobione kwiatami z bibuły i wstążkami wysokie kapelusze, które ważą nawet kilka kilogramow.
Porywają młode kobiety
Brodacze od setek lat wychodzą na ulice tej podlubelskiej wsi przez trzy ostatnie dni grudnia, by kolędować, zaczepiać dzieci i panny na tzw. chocki (figle lub psoty). Podrzucają je do góry, co ma zapewnić dziewczynom szczęście i szybkie zamążpójście. W tych dniach kierowcy muszą się liczyć z tym, że zostaną zatrzymani przez brodaczy. Niektórzy nawet wyciągają młode kobiety z aut.
Od poniedziałku słychać okrzyki Brodaczy, ale także pisk kobiet. Nikt jednak się ich nie boi. Widok Brodaczy wywołuje uśmiech na twarzach mieszkańców i turystów, którzy licznie przybywają do Sławatycz.
Zwyczaj ten liczy sobie już kilkaset lat. Najstarsi mieszkańcy wsi opowiadają, że o brodaczach usłyszeli jeszcze od swoich dziadków.
Brodacz roku ma 19 lat
29 grudnia, poza startem obchodów, odbyły się także wybory Brodacza roku. Zwyciężył 19-letni Michał, który obronił swój zeszłoroczny tytuł. 31 grudnia w godzinach popołudniowych Brodacze wyjdą ponownie na ulice i złożą życzenia noworoczne mieszkańcom i turystom.