Zestaw do polowania na wampiry trafił do polskiego muzeum. "Siły nieczyste miały się bać"
To polskie muzeum jest absolutnie niezwykłe i właśnie zyskało nowe eksponaty. Kołki do przebijania serca, gwoździe i akcesoria do egzorcyzmów do walki z mocami ciemności można zobaczyć w Muzeum Medycyny Sądowej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu.
Zestaw do unieszkodliwiania wampirów pochodzi z I połowy XX w. Najwięcej takiego sprzętu produkowano w Niemczech. Kupiony na potrzeby Muzeum Medycyny Sądowej UMW komplet, jest unikatowy, bo wyprodukowano go w Polsce.
– Szczyt zainteresowania tematyką wampiryczną przypada na lata 1900-1920 oraz lata 50. XX w. Bardzo popularne były wówczas podręczne zestawy służące do zwalczania wampirów, sprzedawane w walizach, skrzynkach, albo takie, jak nasz, w futerałach na skrzypce – mówi, cytowany przez PAP dr Jędrzej Siuta z Zakładu Medycyny Sądowej UMW i opiekun Muzeum Medycyny Sądowej.
Jak dodaje, zdecydowana większość tego typu zestawów nigdy nie była używana w praktyce. - Najważniejszy dla nas obecnie jest fakt, że zawartość futerału odzwierciedla ducha tamtych czasów, jak w pigułce pokazuje najbardziej popularne ludowe wierzenia dotyczące istot rzekomo żywiących się po śmierci ludzką krwią – powiedział naukowiec.
Opowiada, jak wygląda sylwester w Tajlandii. "W wielu miejscach na świecie taka zabawa na pewno nie byłaby możliwa"
Co jest w pakiecie antywampirycznym?
W pakiecie antywampirycznym można zobaczyć m.in.: komplet krzyży, modlitewnik, świecznik, posrebrzane noże, lusterko, drewniane kołki z metalowymi końcówkami, którymi przebijano serce lub czaszkę, gwoździe służące prawdopodobnie do dodatkowego zabicia wieka trumny. Są też buteleczki – jedna prawdopodobnie na wodę święconą, druga z pozostałością nieokreślonej cieczy, którą naukowcy z Zakładu Medycyny Sądowej UMW będą zbadać. W futerale znajduje się także medalion, który wymaga dodatkowej naukowej analizy. Zestaw również poroże jelenia, które uznawane było za szlachetne zwierzę stojące po dobrej stronie mocy.
– Do walki z wampirami często stosowano srebro, którego według wierzeń siły nieczyste miały się bać. Ma to poniekąd medyczne uzasadnienie ze względu na właściwości antybakteryjne. Wampiry były obwiniane o roznoszenie zarazy, a kiedy podczas epidemii choroba ominęła jakiś dom, szukano tego przyczyn. Prawdopodobnie odkryto, że przed złymi mocami chronią srebrne przedmioty oraz czosnek, który działa jak antybiotyk – powiedział dr Siuta.
Jak przypomina PAP, w pierwszej połowie XX w. istniała cała gama rytuałów i praktyk pomocnych w neutralizacji rzekomych wampirów. Ich serca były przebijane kołkami (osinowymi lub z innego, bardziej twardego drzewa) lub żelaznymi prętami. Czasem dziurawiono też czaszki (między oczami), a do ust wkładano kamienie lub cegłę. Niekiedy odcinano głowę, którą następnie umieszczano między nogami.
Czynności, które wówczas wykonywano z ciałami zmarłych podejrzanych o wampiryzm, dziś medyk sądowy sklasyfikowałby jako bezczeszczeniem zwłok. Według ludowych wierzeń, zebranych i wykorzystanych później w popkulturze, wampir to "żywe zwłoki", które trzeba było pozbawić mocy. Niektórych podejrzewano o wampiryzm jeszcze za życia. Dotyczyło to szczególnie osób chorych, z widocznymi deformacjami ciała, chorobowym światłowstrętem, różnym zabarwieniem źrenic. Co ciekawe, nawet w takich sytuacjach do neutralizowania złych mocy przystępowano dopiero po śmierci.
Skąd brak rozkładu ciała?
Dowodem na wampiryzm zmarłego mogły być wszelkie nadzwyczajne zdarzenia, do których dochodziło wkrótce po zgonie: wybuch epidemii czy np. pomór bydła. Wówczas otwierano grób i nierzadko zyskiwano dodatkowy dowód na wampiryzm zmarłego: brak rozkładu. - Jest to możliwe w określonych warunkach, zupełnie niezwiązanych z działaniem nadprzyrodzonych mocy. Wszystkie mają naukowe wytłumaczenie – wyjaśnił dr Siuta w rozmowie z PAP.
I dodał, że najbardziej znana jest mumifikacja. Ciało ulega wtedy naturalnemu wysuszeniu, co zatrzymuje działanie bakterii odpowiedzialnych za rozkład. Najczęściej zachodzi w środowisku suchym i dobrze wentylowanym, gdzie woda z tkanek szybko odparowuje. Kształt ciała może pozostać zachowany przez wiele lat, a nawet wieków.
Innym procesem jest przemiana torfowa (nazywana też bagienną), do której dochodzi w bagnach torfowych. Jak tłumaczy PAP, skład chemiczny torfu hamuje aktywność mikroorganizmów, przez co ciało ulega zakonserwowaniu, a nie rozkładowi. Skóra i włosy zostają zachowane, podczas gdy kości ulegają rozmiękczeniu.
Istnieje jeszcze proces zwany przeobrażeniem tłuszczowo-woskowym zwłok. Polega na przekształcaniu tłuszczów w tkankach w woskowato-mydlaną substancję zwaną tłuszczowoskiem. Dzieje się to w wilgotnych i beztlenowych warunkach. Powstała warstwa tłuszczowosku działa jak naturalna konserwacja, spowalniając dalszy rozkład i zachowując kształt tkanek.
Co ciekawe, wśród eksponatów Muzeum Medycyny Sądowej UMW są przykłady wszystkich tych przemian.
– Nie będziemy polować na wampiry - uspokaja żartobliwie dr Siuta. - Nasz zestaw, który wzbogacił zbiory Muzeum Medycyny Sądowej UMW, posłuży jako punkt wyjścia do opowieści o dawnych wierzeniach ludowych, pochówkach wampirycznych, ale także o innych zagadnieniach związanych z medycyną sądową. Będzie także obiektem badań naukowych, ponieważ kryje w sobie niejedną tajemnicę.
Zbiory muzeum są prezentowane studentom Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu m.in. w ramach zajęć z medycyny sądowej.
Jak zobaczyć zbiory muzeum?
Zwiedzanie przez inne osoby jest możliwe poprzez wykupienie Muzealnej Lekcji Patologii prowadzonej w muzeum. Koszt to 130 zł. lekcja odbywa się, gdy zbierze się 12 osób.