Artykuły
Drukuj   A A A

Kinga Baranowska: o górze, która nie lubi kobiet wp.pl

wp.pl | 2010-01-22 11:46:00

Kinga Baranowska – 34-letnia himalaistka młodego pokolenia. Na koncie swoich osiągnięć ma m.in. sześć ośmiotysięczników, na trzech z nich stanęła jako pierwsza Polka (Dhaulagiri, Manaslu, Kanczendzonga).  Ostatni sprawdzian Kingi to Kanczendzonga - góra, z której nigdy nie wróciła Wanda Rutkiewicz.

Kinga Baranowska
fot. Kinga Baranowska
Kinga Baranowska
fot. Kinga Baranowska
Kinga Baranowska:
fot. Kinga Baranowska
Na szczycie Manaslu
fot. Kinga Baranowska

- Zostałaś nominowana do nagrody National Geographic Travelery 2009 w kategorii: Wyczyn Roku za wejście na Kanczendzonga (8598 m n.p.m., to trzeci szczyt Ziemi i drugi co do wysokości szczyt Himalajów, położony na granicy Nepalu z Sikkimem). Dokonałaś tego 18 maja 2009 r. jako pierwsza Polka w historii. Do tej pory szczyt był zdobyty przez trójkę Polaków: Jerzego Kukuczkę, Krzysztofa Wielickiego i Piotra Pustelnika. Na szczycie stanęły zaledwie dwie kobiety z całego świata.  Opowiedz jak było?


To jest trudna góra i bardzo rzadko organizowane są na nią jakiekolwiek wyprawy. Zdarza się, że nikt nie jeździ w ten rejon przez wiele lat. W zeszłym roku również nikt się z Polski na nią nie wybierał, tak więc wspinałam się razem z moimi przyjaciółmi z Hiszpanii. Zależało mi, by wejść na nią bez pomocy Szerpów i bez wspomagania tlenem z butli. Tak też się stało.
Góra jest piękna, majestatyczna, ogromna. Na sam wierzchołek wchodziłam zupełnie sama i tych paru minut spędzonych samotnie na szczycie nie zapomnę do końca życia.

- Kanczendzonga to góra, z której nigdy nie wróciła Wanda Rutkiewicz. Nie bałaś się fatum, jakiejś klątwy?

REKLAMA
To prawda, na początku bardzo się jej bałam. Dużo czytałam o Wandzie i rozmawiałam na temat tej góry. Zginęło na niej wiele kobiet i mówiło się o niej, że to „góra, która nie lubi kobiet”. Ale ta wyprawa nie odbyła się nagle, przygotowywałam się do niej bardzo długo, również mentalnie. I w pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że nie mam się czego bać. Jestem dobrze przygotowana, a Wandę darzę największym szacunkiem. To mi pomogło w podjęciu decyzji o wspinaczce na Kanczendzongę. Obiecałam sobie też, że jeśli uda mi się wejść na szczyt, to cały trud i wspinanie zadedykuję właśnie Wandzie Rutkiewicz. Tak też się stało. Nagrałam minutowy filmik na szczycie (można go zobaczyć na Kingi stronie – przyp. red.), po czym zaczęłam schodzić w dół. Bo szczyt dla alpinisty jest dopiero po zejściu, w bazie.


- W 2008 roku osiągnęłaś niebywały sukces. Jesteś pierwszą Polką, która zdobyła ośmiotysięczniki Dhaulagiri (8167 m) i Manaslu (8163 m). Skąd w takiej kruchej istocie tyle siły?

Dhaulagiri była dla mnie trudną wyprawą. Ta góra jest po prostu niebezpieczna, próbowałam już na nią się wspiąć pół roku wcześniej. Wtedy musiałam zawrócić 100 metrów przed szczytem, gdyż stwierdziłam, że warunki są zbyt nieprzewidywalne, a nie chcę biwakować pod szczytem i ryzykować tam noclegu. Byliśmy wtedy tylko w trzy osoby, pozostali wycofali się z bazy i zrezygnowali ze wspinaczki. Mimo, że nie udało mi się wtedy stanąć na wierzchołku, wyprawę tę traktuję jako jedną z najtrudniejszych (w zejściu przysypała Kingę lawina – przyp. red.), ale i najbardziej wartościowych. Na wiosnę 2008 roku pod Dhaulagiri pojawiła się już większa ekipa, to była zupełnie inna wyprawa, choć też niełatwa. Mama mojej partnerki wspinaczkowej zmarła tragicznie w tym czasie w Polsce, było nam bardzo ciężko (…).
Za to Manaslu okazało się dla mnie bardziej łaskawe. Mimo trudnej pomonsunowej pogody, stanęłam na wierzchołku już o 10.00 rano i jeszcze tego samego dnia zeszłam 3,5 km w pionie w dół, do bazy.

 


- A może twarda kaszubska natura pomaga? Właśnie, jak to się stało, że dziewczyna z Wejherowa zainteresowała się górami?
Dość późno zaczęłaś, bo dopiero w liceum? Dlaczego góry a nie morze?


Góry mają w sobie ogromną tajemnicę, czuję, że tam właśnie wypoczywam psychicznie. Uwielbiam ich bezkresną przestrzeń, człowiek czuje się tam wolny, a jednocześnie czuje ogromną pokorę wobec tego żywiołu. Pokochałam góry na I roku studiów, gdy pasją zarazili mnie podobni ludzie do mnie. Myślę, że mam ogromne szczęście do spotykania ciekawych ludzi w moim życiu.


- Jak dziewczyna, która waży 48 kilogramów, dźwigając plecak 20 kilogramowy zdobywa góry? Co z chorobą wysokościową?
Potrzebą luksusu, dbania o urodę...  Sponiewierana, wyniszczona, ale wolna i zespolona z naturą?


Tak, robię to co kocham i co jest moją ogromną pasją. Myślę, że kluczem do sukcesu jest właśnie to byśmy podążali za głosem serca, za tym, co chcemy tak naprawdę w życiu robić. Te wszystkie niedogodności, które napotykają nas po drodze, są wtedy mniej ważne i mniej dokuczają.


- Co Ci dają góry i wspinaczka? Czy którąś kochasz za coś szczególnie?

Wszystkie wyprawy są dla mnie ważne, choć na pewno Kanczendzonga była największym sprawdzianem. Każda z nich to ogromny kawałek mojego życia. Góry z pewnością dały mi pokorę i cierpliwość. Te dwie cechy są najistotniejsze. Ponadto góry nauczyły mnie podejmowania decyzji w krótkim czasie, gdyż tam nie ma miejsca na długie zastanawianie się. No i znam lepiej samą siebie i ta samoświadomość bardzo się w życiu przydaje.


- Czego w górach boisz się najbardziej?


Wielu rzeczy się boję w górach. Strach jest dobry, gdyż powoduje, że jeszcze bardziej uważamy na siebie, jesteśmy rozsądniejsi. Nie uważam się za osobę odważną. Nie ten odważny, kto się rzuca w przepaść, ale ten kto ma odwagę zrobić pierwszy krok. W górach najważniejsze jest podejście psychiczne, dobra motywacja, determinacja, no i oczywiście bardzo dobre przygotowanie przed wyprawą.


- Który szczyt będzie następny? Jakie masz plany?

Przygotowuję się teraz do Annapurny, wyprawa rusza już na wiosnę. To mało popularny szczyt, jeden z najtrudniejszych, ale dla mnie niezwykle ważny. Na jego wierzchołku od czasów pierwszego wejścia w 1950 roku, stanęło zaledwie 100 osób, co chociażby w porównaniu z Everestem, gdzie na szczycie było już kilka tysięcy ludzi, daje liczbę znikomą. Jadę razem z Piotrem Pustelnikiem, dla która to będzie piąta próba wejścia na ten wierzchołek i to też mówi o randze tej góry!



(Alex)


Dossier
Kinga Baranowska (ur. 1975) – polska himalaistka młodego pokolenia, zdobywczyni sześciu ośmiotysięczników. Pierwsza Polka na ośmiotysięcznikach Dhaulagiri, Manaslu i Kanczendzondze. Członkini kadry narodowej  Polskiego Związku Alpinizmu we wspinaczce wysokogórskiej, a także członkini zarządu Klubu Wysokogórskiego Warszawa. Z wykształcenia geograf i ekonomistka. Mieszka w Warszawie, urodziła się na Kaszubach, w Wejherowie.

Więcej:
www.kingabaranowska.com 
 


Ocena
OCEŃ WIADOMOŚĆ:
ŚREDNIA OCENA:
Już głosowałeś! Twój głos został zaliczony

Opinie (46)

Pozostało znaków: 4000

[Pokaż regulamin]

REGULAMIN

Pozostało znaków: 4000

[Pokaż regulamin]

REGULAMIN

[2010-01-27 14:02] ~UMi

Kibicuję Pani Kindze już od jakiegoś czasu a co za tym idzie podziwiam ją za jej odwagę, determinację w dążeniu do celu i wszystkie osiągnięcia na polu wspinaczkowym. Jej osoba, tak jak w przypadku Jerzego Kukuczki pokazuje, że warto mieć pasje i dla nich żyć. Pozdrawiam Wszystkich :-)


[2010-01-25 00:12] ~Stef

ładna, młoda, zdolna... b/k


[2010-01-25 00:12] ~MiMi

ale i piekna dziewczyna!! Takie mamy w Polsce kobiety: dzielne, pracowite, pracujace i na dodatek prowadzace dom, zajmujace sie dziecmi, robiace zakupy i sliczne na dodatek. Polscy mezczyzni nie dorastaja im do piet!!!!


[2010-01-25 00:12] ~radekdymerski

naprawde szcunek od czlowieka ktory himalaje widzial tylko w tv , dla mnie alpy to max na co mnie stac


[2010-01-25 00:12] ~rob london

God Bless You Girl


[2010-01-25 00:12] ~Halka

Gratuluję Kindze,ale radzę wyhamować...jest zbyt ładna,aby zginać lub coś sobie odmrozić...zdrowie jest tylko jedno,nie mówiąc o życiu :)


[2010-01-25 00:12] ~Robert

i tyle zejsc i wejsc


[2010-01-25 00:12] ~asd-man

Sądząc po artystycznym zdjęciu tytułowym jest fenomenalna. Ciesze się, że tak śliczna laska reprezentuje Polskę;P Niestety nie interesuje się sportem i szkoda mi czasu na internetowe miłości, ale fota świetna. Pozdrawiam


[2010-01-25 00:12] ~eddy

rzadko kto się wybiera to zwyczajnie jest mało interesująca a nie trudna. To właśnie stopień trudności góry powoduje że jest pożądana i idą tam pielgrzymki! To jest chyba normalne? A to ze ktoś utytułowany zginął gdzieś tam... Można zdobywać te samą górę 3-4 razy a za piątym zginąć! Można zdobywać szczyty w Himalajach a zginąć w Tatrach (jak chocby ostatni śp. Andrzej Marciniak)....Nie ma reguły!


[2010-01-25 00:12] ~anya

zazdroszcze... co ja bym dała żeby tak móc żyć...


kierunek:
standard:
wyjazd:
cena:
wyszukiwanie szczegółowe
wylot z:
ico
przylot do:
ico
data wylotu:
data powrotu:

pasażerowie (maksymalnie 9 osób):

dorośli:
młodzież:
dzieci:
niemowlęta:
  • 1
  • 2
  • 3
otoWakacje.pl
Oferty dnia
Wycieczki
08.06.2012 4675 zł
30.05.2012 5686 zł
07.06.2012 1403 zł
09.06.2012 7147 zł
więcej
Wycieczki
Samoloty Hotele
Kielce - Ibis ***
139 zł
Wrocław - Novotel ****
209 zł
Wrocław - Etap ***
105 zł
Gdańsk - Mercure Hevelius ****
241 zł
więcej
Hotele
Oferty Turystyczne
Zakupy
Porównywarka cenPorównywarka cen