Ryszard Pawłowski: W lektykach na Mount Everest

WP.PL | dodane 2009-02-23 (11:57) 5 lat 2 miesiące 1 dzień 3 godziny i 49 minut temu | 1 opinia
 
Ryszard Pawłowski: W lektykach na Mount Everest Ryszard Pawłowski: W lektykach na Mount Everest (fot. Ryszard Pawłowski)

Wywiad z Ryszardem Pawłowskim, alpinistą, który organizuje komercyjne wyprawy na Mount Everest. Sam zdobył Mount Everest trzykrotnie. Rozmowa o cenach wejść od strony Tybetu i Nepalu i o luksusowych wyprawach dla bogatych klientów. O Jerzym Kukuczce, niebezpiecznych Tatrach i „tańcu śmierci” w lawinie…

- Jest Pan pierwszym Polakiem, który trzykrotnie zdobył Mount Everest. Po co robi się takie wyliczenia?

Alpinizm to nie tylko hobby i tutaj również obowiązują statystyki wejść. A na szczyty wchodzę też jako przewodnik przy okazji swojej pracy. Powiem, że na Aconcagua (6962m) byłem już 24 razy, a na pięknej trudnej górze Ama Dablam (6856m) – 22 razy. Dla niektórych to niezrealizowane marzenia, dla mnie najczęściej praca. Na Everest wchodziłem zarówno od strony Nepalu jak i dwukrotnie od strony Tybetu.

- Jak to jest właściwie z tym "wciąganiem" na Mount Everest za wielką kasę?

Wielka kasa to nie tylko brak umiejętności i snobizm, ale bardzo często zaradność, determinacja i realizacja marzeń jeszcze z dzieciństwa. Na szczyt wchodzi się samemu, a tak zwane „wciąganie” czy „wnoszenie w lektykach” bogatych klientów to absolutny margines.

- Ile teraz kosztuje wejście na Mount Everest od strony Tybetu, a ile od strony Nepalu?

O strony Tybetu wejście jest tańsze, ale też trudniejsze i bardziej niebezpieczne. Cena ok. 20 tys. USD, od Nepalu 60 tys. USD, ale jest łatwiejsze i bardziej bezpieczne. Już w roku 1994 byłem przewodnikiem na amerykańskiej wyprawie, za którą każdy z uczestników zapłacił 64 tys. USD. Niektórzy z nich próbowali wejść już po raz trzeci.

- Rozwinął Pan najlepszą w Polsce firmę oferującą komercyjne wyprawy wysokogórskie. Jest Pan jedynym w Polsce zawodowym przewodnikiem wprowadzającym na najwyższe góry Ziemi.

Wcześniej bywałem na wielu wyprawach sportowych, miałem osiągnięcia i olbrzymie doświadczenie. Jestem też instruktorem alpinizmu. Już na początku lat 90-tych zauważono to i doceniono proponując mi pracę dla największych amerykańskich i brytyjskich agencji górskich. W końcu postanowiłem spróbować na własnym podwórku. Uważam, że moje doświadczenie potrafię przekazać amatorom górskiej przygody.

- Jak wygląda luksusowa wyprawa dla bogatych klientów?

Typowy polski klient górski nie dysponuje taką gotówką, aby zaoferować mu luksusy. Na amerykańskiej wyprawie na Mount Everest w 1994 roku klienci mieli do pomocy 12 Szerpów wysokościowych, 7 przewodników, setki butli z tlenem, a w obozie bazowym na wysokości 6200 m n. p. m., grzejniki w messie jadalnej, wygodne fotele, wina kalifornijskie na stołach, indywidualnie zamawiane posiłki u kucharza, gorącą kąpiel, łączność satelitarną i muzykę stereo.

- Opowiada Pan w książce "Smak gór": „Rzucałem się na góry, jak głodny na jedzenie”. Skąd w Panu ten ciągły "głód gór" i pseudonim w środowisku: "Napał"?

Ryszard Pawłowski: W lektykach na Mount Everest
(fot. Ryszard Pawłowski)
Ryszard Pawłowski: W lektykach na Mount Everest
(fot. Ryszard Pawłowski)
Mount Everest, Nepal/Chiny
(fot. Ryszard Pawłowski)

Głód bierze się z niedosytu, dla mnie gór wciąż było mało i starałem się wykorzystać każdą sytuację i wolną chwilę, aby się wspinać. Chyba stąd ten „Napał ”

- O co chodzi w sportowym zdobywaniu gór?

Sportowe zdobywanie gór to wejścia w jak najlepszym stylu. Najlepiej, trudną nie robioną przez nikogo drogą, bez sztucznego wspomagania tlenem i linami poręczowymi, bez pomocy Szerpów i całej tej komercyjnej otoczki. Ze spakowanym w bazie plecakiem idziemy niosąc na własnych plecach cały potrzebny sprzęt i jedzenie. To samo w dół po zdobyciu szczytu. Proste i oczywiste, ale niewielu podejmuje takie wyzwanie.

- Mówią, że to nie sztuka być dobrym himalaistą, lecz sztuka być himalaistą starym. Podobno śmiertelnie niebezpiecznymi przygodami obdzieliłby Pan kilka życiorysów wspinaczy.

Było tego sporo: biwak na północnych zboczach Everestu na wysokości 8500 m n. p. m. po zdobyciu szczytu w 1999 roku i śmierć w tym samym czasie 2 kolegów Tadzia Kudelskiego i Belga Pascala. Śmieć Jurka Kukuczki na Płd. Ścianie Lhotse w 1989 roku i samotna walka o przeżycie powyżej 8000 metrów. Kilkudniowy samotny biwak bez jedzenia i sprzętu w ścianie Ganesha II w Himalajach na wysokości 6500 m n. p. m. po śmierci Andrzeja Hartmana. „Taniec śmierci” w potężnej lawinie na Pumori w 1994 roku. Spadanie z urwaną liną na Płn. Ścianie K2 i podczas zjazdów na Pumori. Zawiśnięcie nad ogromną czeluścią po otwarciu się lodowej szczeliny podczas wyprawy w Karakorum w roku 1998. Złamana noga przez kamienną lawinę i kilkudniowe oczekiwanie na helikopter w lawiniastym terenie na zimowej wyprawie na Nanga Parbat . Ale to tylko te najważniejsze. Jest dużo prawdy w tym, że największą sztuką jest być starym himalaista, a ja już do najmłodszych nie należę.

Polub turystyka.wp.pl na Facebooku

‹ poprzednia 1 2
oceń
tak 1 100%
nie 0 0%

Opinie (1)

Pozostało znaków: 4000

REGULAMIN

0
0
~k2mlody 2013-05-27 (23:20) 10 miesięcy 27 dni 16 godzin i 26 minut temu

Wszystkie Ryśki to fajne chłopy! Pozdrawiam! Fan z Ząbkowic Śl.

odpowiedz

  • Eurocamp
  • wycieczki
  • samoloty
  • hotele
1.
dodaj

Bądź z nami na bieżąco

pokaż więcej