Częsty widok w muzeum. Znamy odpowiedź na kontrowersyjne pytanie
Odwiedzając muzea kolekcjonujące antyczne rzeźby, często można natknąć się na powtarzalny widok. Wielu z nich brak nosów oraz przyrodzenia. Dlaczego tak jest? - W większości przypadków to proza materii i czasu. Czasem jednak przyczyniała się do tego ludzka ręka - wyjaśnia WP Izabela Sikorska, historyczka sztuki.
Antyczne rzeźby często pozbawione są nosów, a nierzadko także i genitaliów. Turyści dziwią się, dlaczego brakuje im akurat tak newralgicznych miejsc.
Zobacz też: Raj jak z pocztówki. Niebawem może zniknąć
- W większości przypadków to proza materii i czasu. Nos i męskie genitalia to elementy najbardziej wystające, delikatne i wrażliwe na uszkodzenia. W rzeźbach wykonanych z marmuru czy wapienia są one znacznie cieńsze niż reszta bryły, przez co łatwo ulegają ukruszeniu - wyjaśnia WP Izabela Sikorska, historyczka sztuki. - Może to być zarówno trzęsienie ziemi, upadek, przesunięcie, transport. Czasem nawet wieloletnia ekspozycja na warunki atmosferyczne wystarczy, żeby uszkodzić rzeźbę. Co istotne, wiele z tych zniszczeń wydarzyło się już w starożytności, na długo przed tym, jak trafiły do muzealnych sal - tłumaczy.
Największą atrakcję kraju zalewają tłumy. "Przez wejście główne płynie rzeka ludzi"
Brak przyrodzenia był również efektem cenzury
Bywa jednak, że brak genitaliów nie jest wyłącznie efektem działania czasu, lecz świadomej ingerencji ludzi z późniejszych epok. W okresach dominacji moralności chrześcijańskiej, szczególnie w średniowieczu i wczesnej nowożytności, antyczna nagość bywała postrzegana jako gorsząca.
- Rzeźby trafiające do kolekcji papieskich lub kościelnych były czasem "poprawiane". Genitalia usuwano, zasłaniano figowymi liśćmi albo zastępowano elementami draperii. W ten sposób sztuka antyczna miała zostać dostosowana do obowiązujących norm obyczajowych - wyjaśnia nam Sikorska. - Warto jednak zaznaczyć, że nie każdą brakującą część ciała można dziś jednoznacznie przypisać cenzurze. W wielu przypadkach granica między przypadkowym uszkodzeniem a celową ingerencją jest nie do ustalenia. Muzealne rzeźby często są bowiem swoistym palimpsestem stanowiącym zapis nie tylko intencji artysty, lecz także historii transportu, zniszczeń, konserwacji i ideologicznych korekt - dodaje.
To, co oglądamy dziś w muzeach, nie jest więc oryginałem w czystej postaci. Jest raczej świadectwem tego, jak sztuka funkcjonuje w czasie i podlega prawom materii, zmieniającym się estetykom i moralnym porządkom kolejnych epok.
Dziwić może też rozmiar genitaliów antycznych rzeźb
Pytania budzić może również rozmiar męskich przyrodzeń na antycznych rzeźbach. Dla współczesnego widza bywają one zaskakująco małe. Wbrew intuicji nie jest to efekt nieudolności artysty ani pruderyjnych korekt. Wręcz przeciwnie, np. w kulturze greckiej niewielkie genitalia były uważane za idealne.
Duże penisy kojarzono z brakiem kontroli, nadmiarem popędu i dzikością. Tak przedstawiano satyrów, postacie groteskowe lub komiczne. Natomiast herosi, bogowie i idealni obywatele mieli ciała podporządkowane zasadom harmonii, umiaru i racjonalności.
- Anatomia miała wyrażać cnoty moralne, a nie dosłowną biologiczność. To dlatego "idealne" ciało w sztuce antycznej jest spokojne, wyważone i pozbawione przesady, także w sferze seksualnej - podsumowuje Sikorska.