Trwa ładowanie...
d2552u9
Mazurscy ratownicy. Pomagają innym, teraz sami proszą o pomoc
wideo

Mazurscy ratownicy. Pomagają innym, teraz sami proszą o pomoc

Mazurskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe (MOPR) alarmuje, że sytuacja finansowa organizacji skupiającej ratowników wodnych jest dramatycznie zła. - Dotacje, które otrzymujemy na poziomie rządowym czy samorządowym, są w zasadzie niezmienione od 10 lat. W tej chwili pensja mazurskiego ratownika – osoby wykwalifikowanej z kilku lub kilkunastoletnim stażem – wynosi 2,2-2,4 tys. zł na rękę. Ludzie zwyczajnie odchodzą z pracy. W tym roku straciłem trzech doświadczonych pracowników, a na ich miejsce nie mogę przyjąć nowe osoby - mówi Jarosław Sroka z MOPR-u, który był gościem programu "Newsroom" WP. - Nawet nie chcę sobie wyobrażać, co by było, gdyby nas zabrakło. Najlepszym przykładem jest majówka. Interweniowaliśmy 25 razy, ratując ponad 100 osób. Gdyby nas nie było, to ci ludzie albo mogliby doznać uszczerbku na zdrowiu, albo stracić życie - komentuje Sroka. Jaka przyszłość czeka MOPR? Czy jest gotowe na nadchodzący sezon letni?

I to były obrazki z Mazur, proszę Rozwiń

Transkrypcja:

I to były obrazki z Mazur, proszę państwa, to były Mazury. A z nami Jarosław Sroka, Mazurskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe w Giżycku. Witam serdecznie, panie Jarosławie. Dzień dobry. MOPR nie ma pieniędzy - ostrzegacie i mówicie wprost, że sytuacja finansowa jest dramatycznie zła. To znaczy jak wygląda, z czym macie problemy i czy w ogóle możecie funkcjonować w tym i w kolejnych sezonach? No tak. My funkcjonujemy, mamy podpisane umowy, funkcjonujemy. Ta sytuacja jest dramatycznie zła, dlatego że, między innymi dlatego że dotacje, które my otrzymujemy zarówno na poziomie rządowym, czyli wojewody, czy na poziomie samorządowym, są praktycznie niezmienione od 10 lat. Inna była siła nabywcza złotówki 10 lat temu, inna jest teraz. Dodatkowo tą całą sytuację spotęgowała pandemia koronawirusa. My żeśmy jako ratownicy zabezpieczali wszelkie regaty naszych jezior i jakieś eventowe wydarzenia, pokazy i to też dla nas było jakimś źródłem finansowania. Robiliśmy kursy ratownicze tudzież inne, które też nam przysparzały jakichś środków. Teraz jesteśmy tego pozbawieni, w związku z tym, to wszystko się skumulowało i sytuacja jest taka, a nie inna. W tej chwili pensja mazurskiego ratownika, osoby wykwalifikowanej i doświadczonej z kilku albo nawet kilkunastoletnim stażem to jest 2200-2400 na rękę. I zwyczajnie odchodzą z pracy, odchodzą ze służby. Ja w tym roku straciłem trzech doświadczonych ratowników, a w ich miejsce nie mogę przyjąć nowych ratowników - po pierwsze, że już ich zaczyna brakować, a po drugie nawet jeżeli przychodzi młody człowiek i słyszy, jakie mu warunki finansowe i warunki pracy proponuję, a przypomnę, że jest to praca świątek, piątek i niedziela, no to zwyczajnie odwracają się na pięcie i odchodzą. I to wszystko właśnie złożyło się na tą sytuację, którą mamy teraz. A to nie tylko jest praca świątek, piątek i niedziela, bo też odpowiedzialność w tej pracy jest bardzo duża, nie mówiąc też o tym, że odpowiedzialność prawna jest za to jak i kogo się ratuje. No tak, człowiek, który idzie do innego pracodawcy, a tego pracodawcy w przypadku Mazur jest sporo, a już szczególnie w trakcie sezonu, gdzie otwiera się mnóstwo restauracji, kafejek, kawiarni, sklepów, punktów różnych usługowych. Raz, że zarobki są większe, raz, że ludzie liczą, młodzi ludzie szczególnie, na napiwki, a dwa, że tak jak pan powiedział - odpowiedzialność jest taka, że najwyżej mogę stłuc talerz albo, nie wiem, nie obsłużyć w porę klienta. Natomiast odpowiedzialność ratownika, ratownika mazurskiego na Szlaku Wielkich Jezior jest nieporównywalnie większa. Tutaj mamy do czynienia ze zdrowiem i życiem człowieka. A jeżeli wchodzi w grę akcja techniczna, to mamy do ratowania, do holowania sprzęt nierzadko wart kilkaset tysięcy złotych albo nawet i więcej. Panie Jarosławie, mówi pan o tym, że parę osób odeszło, chętnych nie ma. Ale wiemy doskonale, przecież za chwilę zaczyna się sezon, myślę, że nawet już na sporej części mazurskich jezior ten sezon jest i są turyści. Wy będziecie w stanie zapewnić taki sam poziom bezpieczeństwa jak zwykle? Czy to jest nierealne? No właśnie już mówię. Nawet nie chcę sobie wyobrażać, co by było gdyby, nas zabrakło, a tego najlepszym przykładem, dobitnym była ostatnia majówka. Przez te 3 dni tak się złożyło, że wiatr był powyżej siedmiu w skali Beauforta, my żeśmy interweniowali 25 razy, ratując ponad 100 osób, ratując ludzi, ratując mienie. Proszę sobie wyobrazić, żeby nas nie było - ci ludzie albo dostaliby poważnego uszczerbku na zdrowiu, albo, no nie chcę tutaj być złym prorokiem, ale mogliby stracić życie. I teraz jeżeli odchodzą z pracy doświadczeni ratownicy, w ich miejsce przyjmę bądź nie przyjmę nowych - a ja przypomnę, że wyszkolenie takiego profesjonalnego, dobrze przygotowanego do pracy ratownika to nie jest kwestia miesiąca czy kilku miesięcy, to jest kwestia kilku lat. Ten ratownik raz, że zdobywa potrzebne do pracy uprawnienia, a dwa, że zdobywa to, co najważniejsze, czyli doświadczenie jakże niezbędne w tej branży. Panie Jarosławie, ale ci wszyscy, którzy się na was rzucają, którzy zapewniają wam finansowanie, są głusi na te informacje, na te argumenty, że dotacje od lat się nie zmieniają, a ceny się zmieniają i warunki pracy też powinny się zmieniać? Ja mam nadzieję, że ta akcja, którą żeśmy zaczęli wczoraj, otworzy w końcu oczy. Już mam jakieś oddźwięki nie tylko ze strony rządowej, ze strony samorządowej, ale też duża liczba mieszkańców tutaj lokalnych zadeklarowała pomoc. Mamy nadzieję, że wspólnymi siłami dojdziemy do porozumienia i jakieś potrzebne rozwiązanie wypracujemy. Już mamy spotkanie obiecane z panem wojewodą i wiem, że interweniowali w naszej sprawie również posłowie, senatorowie. Tak że mam nadzieję, że do tego nie dojdzie, że znajdziemy jakiś kompromis, jakiś konsensus, że będziemy mogli pracować godnie pracować, godnie ratować w tym roku i nie tylko w tym roku ludzi na wodach Szlaku Wielkich Jezior Mazurskich. Panie Jarosławie, jakby miał pan tak powiedzieć wprost - ile wy jesteście pod kreską? Ile wam brakuje, żeby normalnie funkcjonować? To jest kwota około 500 000 zł, żebyśmy mogli normalnie zapewnić godziwe warunki płacy, a dwa, żebyśmy mogli permanentnie wymieniać sprzęt, bo ten sprzęt musi być zawsze nowy, zawsze niezawodny, zawsze gotowy do działania. Ja nie wyobrażam sobie sytuacji, żeby mi jakaś łódź czy jakiś silnik się zepsuł w sezonie i żebym ja nie miał środków, żeby to na bieżąco naprawić, żeby ta łódź była gotowa do akcji. Panie Jarosławie, to jeszcze jeden wątek, już trochę abstrahując od waszej sytuacji, mówi pan, że jest odzew i mam nadzieję, że ten odzew będzie jeszcze większy. Wy już jesteście gotowi na te zbliżające się wakacje? Po takim roku epidemicznym, kiedy wszyscy są wygłodniali, żeby wyjechać - no to można się spodziewać, że nad jeziorami będą tłumy, prawdziwe tłumy. Tak, to już tamten rok pokazał jak popularne są Mazury. W tamtym roku przeżywaliśmy istny po prostu, istne oblężenie turystów i w związku z tym też była większa liczba naszych interwencji. Myśmy w tamtym roku interweniowali ponad 600 razy i uratowaliśmy też życie, zdrowie tylu osób. Ten rok zapowiada się podobnie. Już mamy głosy, że większość firm czarterowych wyprzedała swoje usługi, tak że w tym roku spodziewamy się mnóstwa ludzi. Myśmy jeszcze ogłosili taką akcję #RatujMOPR, gdzie podaliśmy swój numer konta, konto na portalu zrzutka.pl. Tak że też tych ludzi dobrej woli, którym bezpieczeństwo na Szlaku Wielkich Jezior nie jest obce, prosimy o wsparcie. A my jesteśmy tak, jesteśmy gotowi, staramy się być gotowi - jesteśmy gotowi cały rok, ponieważ my, nasza służba to 24 godziny na dobę przez 365 dni w roku. Tak że my jesteśmy na szlaku cały czas.
d2552u9
d2552u9