Stara Karwina była kiedyś miastem, w którym mieszkało ok. 22 tys. osób. Choć trudno w to uwierzyć, dziś po tym tętniącym życiem miejscu pozostał tylko kościół, cmentarz i nieczynny szyb starej kopalni. O Starej Karwinie zrobiło się głośno po tym, jak książka, a właściwie trylogia Karen Lednickej pt. “Krzywy Kościół” stała się w Czechach bestsellerem. Od kilku tygodni poruszająca kronika utraconego miasta na Śląsku Cieszyńskim podbija też serca polskich czytelników.
Niedawno miałam okazję zobaczyć miejsce, w którym 100 lat temu mieszkały tysiące ludzi - głównie górników i ich bliskich. Moją przewodniczką w tej podróży była autorka powieści, Karen Lednicka. Dzięki niej miejsce, po którym zatarto niemal wszystkie ślady, znów ożywa i opowiada swoją historię.
Mieszanina kultur i języków
Zaolzie to miejsce na styku kultur, gdzie dawniej, ale także i dziś mówi się "po naszemu", czyli niezwykłą mieszaniną polskiego, czeskiego, śląskiego i kilku innych języków, które na tych ziemiach historycznie występowały. To skrawek ziemi o bardzo burzliwej, często trudnej historii.
Najcenniejszym skarbem tych terenów był węgiel. Dziś już się go nie wydobywa, ale na przełomie XIX i XX w., to on sprawił, że stara, nieduża wieś, rozrosła się do wielkości miasta.
Karwina, dziś zwana przez okolicznych mieszkańców Starą Karwiną, dla odróżnienia od współczesnej Karwiny, która znajduje się kilka kilometrów dalej, była podobno bardzo pięknym miastem. Był tu ratusz, browar, pałac hrabiego Larischa, dwa szpitale, kopalnie, gospody, sklepy, szkoły (w tym polska) i dwa kościoły. Po Karwinie jeździł też tramwaj, którym można było dotrzeć aż do Ostrawy. Dziś w tym miejscu nie ma prawie nic.
Z pięknego miasta niewiele zostało
Został stary, krzywy kościół, cmentarz i nieczynna kopalnia. Co ciekawe w kościele wciąż odprawiane są msze, a dawni mieszkańcy, jeśli taka jest ich wola, chowani są na tutejszym cmentarzu. Za sprawą ludzi takich jak Karen, której rodzina pochodzi ze Starej Karwiny, ale też wielu innych, którzy nie zapomnieli historii tego miejsca, pamięć o mieście jest dziś przywracana. Przed kościołem, pod kopalnią i na Solce, w dawnej eleganckiej dzielnicy, pojawiły się tablice informacyjne. Lokalne stowarzyszenia planują też rozwijanie szlaków turystycznych po Starej Karwinie.
Wszystko to jest możliwe m.in. dzięki ogromnemu zainteresowaniu, z jakim przyjęta została książka "Krzywy Kościół". Przyjeżdżają tu ludzie, którzy chcą zobaczyć, gdzie mieszkała Barbara (bohaterka powieści) i jej bliscy, którzy musieli podnieść się po największej w historii Górnego Śląska tragedii górniczej, w której zginęło 235 pracowników kopalni.
Jednak to nie katastrofa sprawiła, że Stara Karwina zniknęła, a ślady po niej zostały niemal doszczętnie usunięte. Jedną z przyczyn wyludniania miasta była nieefektywność wydobycia i zamykanie kolejnych kopalni. Drugą - tąpnięcia ziemi, w której latami drążono tunele. Nowy kościół rozpadł się niemal na pół. Wiele stojących tu domów spotkał podobny los.
Tym, co ostatecznie doprowadziło do usunięcia wszelkich śladów po Starej Karwinie, była jego "arystokratyczna metryka". Po drugiej wojnie światowej Czechosłowacja, której częścią stało się to śląskie miasto, była państwem socjalistycznym. Dla ówczesnych władz miejscowość zbudowana w dużej mierze dzięki majątkowi arystokratów, przede wszystkim rodziny Larischów, stała się solą w oku. Kilka kilometrów dalej zbudowano więc nową, socjalistyczną Karwinę, a starą rozebrano. Do ostatniej cegły. Cudem ocalał tylko Krzywy Kościół, który okoliczni mieszkańcy nazywają ostatnim świadkiem historii Starej Karwiny.