Trwa ładowanie...
27-01-2011 13:34

Podróż z dzieckiem wokół Morza Czarnego

Ania Alboth ( Sulewska) - polska dziennikarka wraz z mężem - niemieckim fotografem Thomasem Alboth'em i z półroczną córeczką Hanią przejechali samochodem w sześć miesięcy szlak od Rumunii przez Gruzję, Azerbejdżan, Armenię po Turcję, w drodze pisząc bloga i robiąc zdjęcia.

Podróż z dzieckiem wokół Morza CzarnegoŹródło: Thomas Alboth
d29ypvk

Ania Alboth (Sulewska) - polska dziennikarka wraz z mężem - niemieckim fotografem Thomasem Alboth'em i z półroczną córeczką Hanią przejechali samochodem w sześć miesięcy szlak od Rumunii przez Gruzję, Azerbejdżan, Armenię po Turcję, w drodze pisząc bloga i robiąc zdjęcia.

- 9 krajów, 6 miesięcy, 3 osoby, czyli Wasza wyprawa z maleńką Hanią wokół Morza Czarnego. Hania miała wtedy pół roku. Jakie problemy z dzieckiem pojawiły się w drodze?

Jak odpowiem, że żadne, to nikt nam nie uwierzy. Ale prawda jest taka, że Hania podczas tych sześciu miesięcy nie złapała nawet kataru. Raz jeden zaraziła się ode mnie opryszczką (na którą szybko dostaliśmy maść od doktora w Mołdawii) i raz wbiła sobie w paluszek drzazgę. Bilans jest dobry. A jej odporność tylko rosła, podczas kąpieli w Morzu Czarnym, Morzu Kaspijskim, jeziorach czy górskich strumykach. Ale też my, choć Hania była wcześniakiem, nigdy nie byliśmy „chuchająco-dmuchającymi rodzicami”.

- W podróż wyruszyliście w okresie urlopu macierzyńsko-tacierzyńskiego i w tym czasie niemieckie ministerstwo (na stałe mieszkacie w Berlinie) płaciło Wam przez 14 miesięcy tzw. "Elterngeld" - pieniędze dla rodziców wychowujących dziecko. Idealny układ. :-)

Płacono pieniądze dla jednego rodzica. Tego, który rezygnuje na ten czas z pracy. Ale to w zupełności wystarczyło. Na te pół roku podróży wynajęliśmy nasze mieszkanie, więc odpadły największe, bieżące koszta. Nocowaliśmy w samochodzie, w namiocie, albo u znajomych (w każdym kraju mieliśmy kilka „baz” z pralką i z Internetem). Głównie gotowaliśmy sami, a jeśli nawet jedliśmy w barach czy w knajpkach to gruzińskie czy azerskie ceny - poza stolicami - są nieporównywalnie niskie z Warszawą czy z Berlinem. No i dochodzi do tego gościnność ludzi, którzy na każdym kroku zapraszali nas na kawę, ciasto, obiad czy kolację.

d29ypvk

Natomiast do kosztów podróży należy doliczyć na pewno ubezpieczenie zdrowotne, wizy i benzynę, która na szczęście jest dużo tańsza na wschodzie.

- Jakich rad możecie udzielić rodzicom wybierającym się z dzieckiem w długą i daleką podróż samochodem? Pewnie trudno było się spakować i zmieścić wszystko co potrzebne w Renault Espace, który miał zastąpić domek. Najwięcej miejsca chyba zajęły pieluchy? ;-)

Wiedzieliśmy, że Hania musi mieć trzy ważne rzeczy: wygodny fotelik, stałe miejsce do spania (zabraliśmy ze sobą turystyczne łóżeczko), no i ukochanego przyjaciela misia, który był zawsze ten sam, mimo zmieniających się widoków za oknem.

Rzeczywiście na starcie mieliśmy paczki pieluch i skrzynkę gotowych słoiczków z jedzeniem, tak na wszelki wypadek. Ale szybko się zorientowaliśmy, że przecież wszędzie są dzieci i wszędzie wszystko można dokupić. Czasem zdarzało się, że pieluszki były na sztuki, a napisów na słoiczkach nie dało się rozszyfrować ;-), ale to nic.

- Czytam w telegraficznym skrócie o Waszej podróży: "odwiedzili króla Romów w Mołdawii, zaprzyjaźnili się z rodzina z autonomicznego Naddniestrza, zakochali się w Krymie, znienawidzili rosyjską policję, odpoczęli w czeczeńskich wioskach w Gruzji, roztapiali się w 42 stopniach w Azerbejdżanie, mokli w Górskim Karabachu, w Armenii pytali o Turcję, w Turcji o Armenię... Nie baliście się innej flory bakteryjnej, zarazek i wirusów, robaków, insektów, kurzu w drodze, spalenia słońcem, przemoknięcia w deszczu, przeciągów, przemęczenia, marudzenia dziecka, niebezpieczeństw, wypadku w ruchu drogowym etc.?

Nie jesteśmy strachliwi, poza tym mamy doświadczenie, sporo podróżowaliśmy. Poza Gruzją (która okazała się najwspaniajszą niespodzianką tej wyprawy), przynajmniej jedno z nas było w każdym z tych krajów. Wiedzieliśmy, czego możemy się spodziewać. Znamy języki, w których można się tam wszędzie porozumieć (przede wszystkim bardzo dobrze rosyjski). Zabraliśmy ze sobą siatkę przeciw komarom i dobrze zaopatrzoną apteczkę. No i co najbardziej istotne i dające ogromne poczucie bezpieczeństwa, mieliśmy na tej trasie wielu serdecznych przyjaciół, którzy pomagali nam w kontaktach z urzędem, policją, szpitalem etc.

d29ypvk

- Małe dziecko ułatwia wejście w kontakt z ludźmi, wystarczy, jego śmiech czy płacz. Hania była kluczem do dotarcia do ludzi spotykanych w drodze... Opowiedzcie.

Oj tak, z małą, wesołą dziewczynką, a tym bardziej blondyneczką na Kaukazie, wszystkie drzwi były dla nas otwarte. Zaprosili nas do siebie na herbatę i ciasto nawet Osetyńczycy w obozie dla uchodźców w Gruzji, z którymi nie bardzo mogliśmy rozmawiać. Ale to jest właśnie czar dziecka – można po prostu usiąść razem i wspólnie bawić się z Hanią.

Pasterze przynosili mleko, kobiety częstowały owocami. A że Hania nikogo się nie bała, dobrze czuła na każdych rękach – to było jeszcze milej.

Nie mówiąc już o praktycznych sytuacjach, w których nam się Hania przydała, np. podczas dyskusji z rosyjską policją (która zatrzymywała nas co pół godziny próbując wyłudzać łapówki) albo podczas przekraczania granic, kiedy oficjele otwierali dyplomatyczne bramki, żeby nas szybciej odprawić.

- Jak ta podróż i spotkania z ludźmi z różnych kultur i z różnymi zwierzątkami wpłynęły na rozwój Hani? W tym czasie uczyła się mówić i chodzić, dużo widziała, dużo przeżywała wrażeń...

Tak, różnice kulturowe, w tym różnice w stosunku: dzieci – rodzice podróżujący z dziećmi powinni brać pod uwagę. Na Kaukazie czy w Turcji, dziecko to dobro wspólne. I zabawiać je będzie ten, kto właśnie weźmie je na ręce. W restauracjach czy w herbaciarniach Hania bardzo często zostawała porwana do kuchni przez kelnerki i kucharzy.

d29ypvk

Hanię absolutnie nie dziwiły inne stroje, fryzury czy inne brzmienie języków. Jak na przykład trafiliśmy w Mołdawii do króla Romów, bardzo zainteresowały ją złote zęby u kobiet. Podczas dni spędzonych z Czeczenami najbardziej spodobały jej się pieśni i tańce, podnosiła rączki do tańca.

Natomiast co do zwierząt, nas to bardzo cieszyło, że Hania nauczyła się jak mówi krówka, owca czy osioł nie z książeczek z dźwiękami, ale na żywo. Miała swój codzienny program przyrodniczy, tyle że nie w telewizji, ale przez okno samochodu. Super.

- Opowiedz o spotkaniu z królem Romów. Podobno król Romów tak polubił Hanię, że chciał ją kupić dla swojego wnuka na żonę. ;-)

Bardzo nas tym rozbawił. W ogóle ucieszyła nas ta sytuacja, bo słyszeliśmy o nim, że za rozmowy z dziennikarzami zawsze chce pieniądze. A my tylko spacerowaliśmy po mieście z Hanią w nosidełku i po chwili zostaliśmy zaproszeni do jego ogródka, a król okazał się przesympatyczny. Spędziliśmy parę godzin na rozmowie. Król nie pozwalał sobie zabrać Hani z kolan, z kolei ją bawiła jego długa broda. A żona króla Romów w międzyczasie wywróżyła nam czwórkę dzieci!

- A w jaki sposób i gdzie Hania Was ograniczała? Co straciliście na trasie?

Jedyne, czego rzeczywiście nie mogliśmy robić to wyjście gdzieś wieczorem. Zabrakło dziadków. ;-) Ale po całych dniach pełnych atrakcji może nawet nie mielibyśmy na to siły.
Z rozsądku nie wybraliśmy się z Hanią do Czeczenii i Dagestanu, a pewnie gdyby jej z nami nie było to byśmy zaryzykowali. No i nie zdecydowaliśmy się ze względu na bezpieczeństwo na kilkudniową konną wyprawę w gruzińskie góry.

d29ypvk

- Przez cały czas pisaliście bloga, po angielsku, którego czytają ludzie już ze 121 krajów! Piszecie, że www.thefamilywithoutborders.com - to strona dla tych, którzy tak jak Wy wierzą, że dzieci poszerzają życie, a nie ograniczają, tak jak i podróże. Tą podróżą udowodniliście, że po narodzinach dziecka rodzice nie muszą wpaść w codzienny kierat, rutynę i frustrację, że nic już im się od życia nie należy poza poświeceniem się.

My chcieliśmy nie tylko nie wpaść w rutynę, ale też pokazywać naszej córce piękny, wielki świat. I odkrywać go na nowo, razem z Hanią. Nawet jeśli za wiele z tego nie będzie pamiętała, mamy nadzieję, że coś tam w niej zostało. Jakaś otwartość na różnorodność, na inność. A poza tym takie podróżowanie to wspaniały sposób na spędzenie we trójkę pierwszego roku życia dziecka. Które dziecko ma możliwość być z mamą i z tatą 24 godziny na dobę? A nam nic nie uciekło: ani pierwsze słowo „mama“, ani „tata“. Hania zaczęła chodzić w symbolicznym momencie - ostatniego dnia podróży.

A że dzieci i podróżowanie poszerzają świat już planujemy kolejną wyprawę z drugą córeczką, która właśnie przyszła na świat. Tym razem wyruszymy z dwójką dzieci w półroczną podróż po krajach Ameryki Środkowej.

| Anna Alboth (Sulewska) – ur. 1984, w Warszawie, dziennikarka, pisze m.in. do Gazety Wyborczej, aktualnie mieszka w Berlinie. Thomas Alboth – ur. 1978 w Plauen we wschodnich Niemczech; fotograf, pracował w różnych niemieckich mediach: telewizji ZDF, agencji prasowej dpa, gazecie Freie Presse, radiu SWR4, obecnie prowadzi własną firmę internetową. |
| --- |

d29ypvk
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d29ypvk