Trwa ładowanie...
d1r0bl4

Rowerem w -50°C. Wywiad z Krzysztofem Suchowierskim

Krzysztof Suchowierski odbył jedną z najbardziej niezwykłych podróży 2014 roku. Ekspedycja „Drogami Pamięci” to 3700 kilometrów rowerem przez zimową Syberię, często w temperaturach poniżej -50°C. A wszystko po to, by upamiętnić ofiary stalinowskich represji.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Rowerem w -50°C. Wywiad z Krzysztofem Suchowierskim
(Krzysztof Suchowierski)
d1r0bl4

Wirtualne Polsce opowiada, jak radził sobie w ekstremalnych warunkach.

WP: Na dobry początek powiedz nam kilka słów o swojej ekstremalnej podróży po Syberii.

Międzynarodowa rowerowa ekspedycja „Drogami Pamięci” wystartowała 1 lutego 2014 z Nieriungri na południu Jakucji, a zakończyła się 17 kwietnia w miejscowości Czerski. Republika Sacha (Jakucja) jest uważana za jedno najzimniejszych obszarów na Ziemi. W sumie przejechaliśmy około 3700 km przez tajgę, tundrę, jeziora, rzeki i góry, nierzadko w temperaturach poniżej -50°C. Celem wyprawy było oddanie hołdu wszystkim więźniom gułagów. Podróż miała także charakter misyjny, towarzyszyła nam ikona „Nowomęczeników rosyjskich”, a w lokalnych cerkwiach odprawiono modlitwy za ofiary represji. W szkołach, jak i w miejscach pracy organizowaliśmy prezentacje związane z tematyką tamtych czasów. Pomysłodawcę i głównego organizatora Ioanna Czeczniewa spotkałem podczas podróży Białystok-Białystok. Jechałem rowerem z naszego podlaskiego Białegostoku do miasta o tej samej nazwie w obwodzie Tomskim. Gdzieś pośrodku niczego wyskoczył do mnie z kamaza młody chłopak, który autostopem wracał właśnie z Kirgistanu. Tak zaczęła się
nasza znajomość i wspólna przygoda po Jakucji.

d1r0bl4

WP: Jak jedzie się rowerem przy -50°C?

-50°C mieliśmy kilkakrotnie. Po wyjściu z ciepłego pomieszczenia pojawiają się trudności z oddychaniem i nie dalibyśmy rady jechać bez masek neoprenowych. Z biegiem czasu można się jednak do takiej temperatury przyzwyczaić. Hamulce już na wstępie nie działają i praktycznie całą podróż hamowałem przy pomocy buta. Przerzutki przeskakują z wielkim trudem, trzeba użyć dużej siły w kciuku, aby poruszyć mechanizm, który zmieni bieg. Z obawy, że jakiś plastikowy element manetki może pęknąć zostawiałem przerzutkę w optymalnym położeniu. Jedyną niezasłoniętą częścią ciała były oczy i już po kilku minutach jazdy można było poczuć jak przymarzają do siebie powieki, znacznie ograniczając widoczność. Człowiek widzi jak przez sitko, trzeba co jakiś czas się zatrzymać i dużym palcem rękawiczki zbijać miniaturowe sople. Zamarza również zawartość nosa. Kurki membranowe są tak sztywne, że ma się wrażenie jakby pękały. Nie wsiadaliśmy od razu na rowery, najpierw je przez około kilometr pchaliśmy, chcąc powoli
„rozgrzać” pojazd i przygotować się do jazdy. Jeżeli któryś z nas odczuwał, że palce u nóg zamarzały, podbiegał wraz z rowerem kilkadziesiąt metrów, a jeżeli i to nie skutkowało, to stosowaliśmy patent polarników, skacząc kilkanaście razy na jednej, a potem na drugiej nodze, żeby napompować krew do koniuszków palców, najbardziej podatnych na odmrożenia. Jeżeli mieliśmy problemy z palcami u rąk to wtedy strzepywaliśmy je energicznie w dół. Zmiana koła to prawdziwy koszmar, ręce odmarzają błyskawicznie. Najpierw rozpalaliśmy ogniska, żeby ogrzać siebie oraz obręcz koła, ale potem wpadliśmy na pomysł, żeby zatrzymywać ciężarówki i tam w ciepłej kabinie zdejmować opony.

fot. Krzysztof Suchowierski
fot. Krzysztof Suchowierski

WP: Powiedz szczerze: było Ci zimno? Jak chroniłeś się przed mrozem?

d1r0bl4

Miałem tak naprawdę dwie opcje – albo wielkie zimno, albo wielkie zmęczenie. Aby pokonać dzienną trasę w temperaturach -40°C i niższych trzeba praktycznie ciągle być w ruchu, na mocno obciążonym rowerze, który nie pracuje tak gładko jak w normalnych temperaturach, o trudnym terenie nie wspominając. Oznacza to duży wysiłek przez kilka, a czasami i kilkanaście godzin. Możesz z tym rowerem „spacerować”, nie pokonując większego dystansu i nie męcząc się tak straszliwie, ale prędzej czy później chwyci cię mróz. Trzeba zatem dobrać odpowiednią taktykę i odzież, wentylować się, gdy jest za gorąco i ubierać, gdy robi się za zimno. Wszystko jest kwestią dobrego przygotowania – jestem pewien, że większość z czytelników dałaby radę po odpowiednim przygotowaniu! Ludzki organizm jest niesamowity i zdoła znieść naprawdę dużo. Chociaż w czasie podróży warto mieć dostęp do stomatologa, bo niekiedy zęby trzeba mocno zacisnąć i uważać, żeby się nie skruszyły.

WP: Jak się chronić przed zimnem?

Przede wszystkim odpowiednią odzieżą. Mieliśmy także tłuszcz z niedźwiedzia, który skutecznie chronił twarz przed odmrożeniami. Na nos dla ochrony naklejałem taśmy kinestetyczne (do fizjoterapii), a następnie nakładałem maskę. Nie wolno też zapominać o ochraniaczach na kolana. Mieliśmy również maść na odmrożenia (argosulfan). Gdy robi się naprawdę zimno, musisz działać, zejść z roweru, skakać, biegać, itd. Oczywiście niezbędny jest zapas jedzenia, termosy z ciepłą herbatą, coś słodkiego (chałwa), jedliśmy tez sporo majonezu i słoniny, która daje bardzo silny zastrzyk energii. Rosjanie przed wyprawą mało jedli, aby skurczyć swoje żołądki. Wiedzieli, że z jedzeniem przy takich mrozach będzie problem. Ja tego nie zrobiłem i odczuwałem często głód, a nie mogliśmy robić częstych przerw na jedzenie. Alkohol wbrew pozorom nie pomaga i należy go unikać, warto mieć za to dobre nastawienie, które rozgrzewa bardziej niż najgorętsza herbata!

WP: Jesteś mocno wierzącym człowiekiem. Czy wiara pomaga Ci w podróżowaniu?

Opowiem najtrudniejszy moment w tej wyprawie, a właściwie w całym moim życiu. Mieliśmy pokonać niezwykle długi w tych warunkach odcinek stu kilometrów, co zajęło nam blisko 20 godzin. Rano temperatura wynosiła -55°C. Pod koniec etapu przebiłem dętkę. Parę chwil, które poświęciłem na zbadanie sytuacji wystarczyło, żebym zaczął się trząść z zimna. Zauważyłem u siebie objawy hipotermii, nie dałem rady zmienić dętki zacząłem po prostu pchać rower, żeby się rozgrzać. Niestety, moje ruchy były zbyt wolne, żeby odzyskać ciepło. Zacząłem się modlić, by Bóg dał mi siły wdrapać się na kolejne wzniesienie. Stawiałem sobie niewielkie cele, które mogłem zrealizować, np. dojść do kolejnego zwału śniegu, do kolejnego słupka, itp. W momencie, kiedy przechodziłem kryzys kryzysów cofnął się do mnie Igor, który zauważył, że ze mną jest naprawdę źle i zaproponował, że zamienimy się rowerami. Pomyślałem wtedy, że moje modlitwy zostały wysłuchane i Bóg wysłał do mnie na pomoc Igora. Poczułem dużą lekkość, mogłem szybciej się
poruszać i rozgrzać. Sprawny rower kolegi w porównaniu z moim ważył wtedy tyle, co nic. Wkrótce w oddali zobaczyliśmy łunę światła - to musi być przejazd kolejowy, gdzie planowaliśmy zmienić dętkę i trochę się ogrzać. Staram się być człowiekiem wierzącym, choć na co dzień różnie mi to wychodzi. Moja wiara jest bardzo prosta. Myślę, że w życiu warto mieć dobrego przewodnika, który doda ci sił, kiedy jest naprawdę ciężko. Czasem są sytuacje, gdy kończą się nasze ludzkie siły. Kiedy zawodzi plan A, potem plan B, a następnie C i D. Gdy wyczerpią się wszystkie możliwości, to wtedy warto pozwolić temu gościowi z góry wkroczyć do akcji. I na takich ryzykownych, trudnych bądź samotnych wyjazdach prędzej czy później tego doświadczymy.

WP: Po co to wszystko?

d1r0bl4

Sam siebie pytam i nie znajduję żadnej głębszej odpowiedzi. Może za kilkadziesiąt lat uświadomimy sobie, co nam takie wyjazdy dały. Po prostu to lubię, mimo związanego z tym ryzyka, którego zresztą staram się unikać. Chciałbym też mieć co opowiadać swoim dzieciom, a nie historie o tym, jak tata spłacał kredyt hipotetyczny zaciągnięty na 40 lat. No i jest się czym pochwalić przed dziewczynami.

_ Krzysztof SuchowierskI - niedoszły ratownik medyczny, po zakończeniu studiów w kraju nie znalazł zatrudnienia w zawodzie, więc wyjechał jako wolontariusz do Rwandy uczyć pierwszej pomocy w szkołach. Pasjonat gór, w szczególności Ukraińskich Karpat. W 2009 roku objechał Polskę dookoła rowerem, a w 2013 podczas ekspedycji Białystok-Białystok pokonał samotnie ponad 9000 km. Więcej o ekspedycji: www.facebook.com/drogamipamieci _

Rozmawiał Jakub Rybicki.

d1r0bl4

Podziel się opinią

Share

d1r0bl4

d1r0bl4