WAŻNE
TERAZ

Cudowna pogoń i awans Polaków! Zieliński z golem marzenie

Najbardziej skażone miejsce na świecie. Kiedyś tętniło tu życie

Osiemdziesiąt lat temu ludzie pluskali się w tym jeziorze, łowili ryby, a w pobliskich lasach pełno było grzybów. Nie brakowało też zwierzyny. Było pięknie, dopóki władza radziecka nie zrobiła z jeziora Karaczaj składowiska odpadów radioaktywnych. Dziś jest to najbardziej skażone miejsce na świecie.

Jezioro i cała jego okolica są ekstremalnie skażoneJezioro i cała jego okolica są ekstremalnie skażone (zdjęcie ilustracyjne)
Źródło zdjęć: © Adobe Stock

Kiedy tuż po wojnie w niedostępnych lasach obwodu czelabińskiego na południu Uralu pojawiły się pierwsze buldożery, nikt z miejscowych nie przypuszczał, że dla wielu z nich będzie to początek prawdziwej apokalipsy. Nikt też nie pytał, skąd nagle pojawiło się tylu więźniów przywiezionych w to miejsce z najodleglejszych sowieckich łagrów. Zresztą w tamtych czasach lepiej się było tym nie interesować, żeby samemu nie stać się jednym z tych nieszczęśników.

Program badań nad własną bronią jądrową

Tylko najbardziej wtajemniczeni wiedzieli, że w tym miejscu powstaje tajny kombinat przetwarzania plutonu. Miał nosić nazwę Majak lub Czelabińsk-40. Decyzję o jego budowie wydał ponoć sam towarzysz Stalin, który za wszelką cenę chciał rozwijać program badań nad własną bronią jądrową.

To miejsce oddalone o około dwa tysiące kilometrów od Moskwy było idealne na taką inwestycję – nie brakowało drzew jako budulca, taniej siły roboczej (według różnych źródeł do budowy kombinatu wykorzystano kilkadziesiąt tysięcy więźniów, którzy mieszkali w ziemiankach i prymitywnych lepiankach) i do tego krystalicznie czyste rzeki i jeziora, które umożliwiały nieograniczony dostęp do wody.

Niedostępny, dziki teren krył też swoje tajemnice przez obcymi – zwłaszcza szpiegami. Zresztą przez dziesięciolecia tego miejsca nie było na żadnej mapie. Oficjalnie kombinat przecież nie istniał. W urzędowych pismach był jedynie "zakładem 817" lub "bazą nr 10".

Stalinowi zależało na czasie. Chciał być szybszy od Amerykanów. Koszty się nie liczyły. O tym, jak ówczesne państwo nie było przygotowane do tak dużej inwestycji, świadczy fakt, że już na etapie projektowania popełniono szereg karygodnych błędów. Sam wykop pod reaktor powinien mieć 24 m głębokości, a w planach był ośmiometrowy. I taki wykopano. Potem go pogłębiono.

Teren zamknięty

W 1948 r. Czelabińsk-40 zaczął już pozyskiwać pluton przeznaczony dla pierwszej w ZSRR broni nuklearnej. W fabryce zatrudniono kilkanaście tysięcy osób. Miasto Oziorsk – najbliżej zakładów – stało się miejscem zamkniętym, kontrolowanym przez NKWD. Mieszkali w nim głównie pracownicy kombinatu.

Od samego początku władze sowieckie zupełnie nie przejmowały się jakimikolwiek procedurami, sprawami bezpieczeństwa. Aby szybciej. Niektórzy świadkowie, do których dotarli po latach dziennikarze, opowiadali że ci, którzy pracowali bezpośrednio przy promieniotwórczych substancjach, robili to praktycznie bez żadnego zabezpieczenia. Gołymi rękami.

Kiedy w 1951 roku zmierzono poziom skażenia w pobliskiej rzece, na urządzeniach zabrakło skali. Przyrządy Geigera oszalały. Okazało się, że większość produktów ubocznych powstałych przy produkcji plutonu rozcieńczano po prostu wodą, a ścieki odprowadzano do pobliskiej rzeki Tieczy. Tak wysokie skażenie zaobserwowano również w wioskach położonych wzdłuż tej rzeki. Miejscowa ludność – nieświadoma zagrożenia – używała jej na co dzień do picia, higieny.

Na skutki nie trzeba było długo czekać. Pracownicy fabryki plutonu coraz częściej skarżyli się na ból, niskie ciśnienie krwi, brak koordynacji i drżenie ciała. Było coraz więcej zachorowań na różnego rodzaju nowotwory. Średnia długość życia w tej okolicy przez dziesiątki lat rzadko przekraczała 45 lat.

Później jeszcze kilka razy dochodziło do mniejszych awarii i rozszczelnień. Szacuje się, że co siódmy mieszkaniec Czelabińska ucierpiał wskutek działalności kombinatu.

Skazili rzekę, przenieśli się do jeziora

Kiedy wyszło na jaw, że rzeka jest skażona, władza znalazła inne – równie zbrodnicze rozwiązanie. Odpady radioaktywne zaczęto wpuszczać do jeziora Karaczaj. Sowiecka logika podpowiadała ówczesnym decydentom, że skoro to jezioro nie jest zasilane żadną rzeką, to odpady w niej będą "bezpieczne". Nikt nie przejmował się tym, że będzie to dla zbiornika apokaliptyczna zagłada. Nikt też nie wziął pod uwagę, że stosunkowo płytkie jezioro zacznie wkrótce wysychać, odsłaniając śmiercionośne pozostałości po radioaktywnych odpadach.

To, co się wkrótce wydarzyło, mogłoby posłużyć za fabułę horroru. Naukowcy nie kryli przerażenia, chociaż głośno tego nie mówili ze strachu. Sprawdził się najczarniejszy scenariusz - do powietrza dostało się tyle radioaktywnego pyłu, że zagrażało to życiu i zdrowiu 500 tys. mieszkańców Uralu. Szacuje się, że ten radioaktywny pył mógł się przyczynić do śmierci nawet 20 tysięcy osób. Tego już się władzy nie udało ukryć. Przez kolejne lata do zanieczyszczonego już zbiornika wrzucano tony kamieni, ziemię i duże bloki betonowe.

Do zbiornika zwożono beton, piach i inne odpady
Do zbiornika zwożono beton, piach i inne odpady (zdjęcie ilustracyjne) © Adobe Stock

Potężna katastrofa

Tony odpadów składowano także w stalowych i betonowych bunkrach ukrytych pod ziemią. W 1957 r. doszło jednak do katastrofy na niespotykaną skalę. To była trzecia największa katastrofa nuklearna na świecie – po Czarnobylu i Fukushimie. Wskutek awarii systemu chłodzenia wybuchła ważąca 160 ton pokrywa jednego ze zbiorników. Efekt? Doszło do skażenia obszaru ponad 20 tys. km kw. Dwieście osób zmarło w ciągu kilku lat wskutek choroby popromiennej. Według niektórych danych wszystkich ofiar mogło być nawet 250 tysięcy.

Dzień po wybuchu władza uspokajała swoich obywateli, twierdząc, że widoczny błysk od wybuchu to był jedynie efekt... zorzy polarnej.

Po dwóch tygodniach od katastrofy władza sowiecka postanowiła ewakuować część mieszkańców okolicznych wiosek, a kombinat odkażono i wkrótce wznowiono produkcję. To było najważniejsze. Nie zdrowie i życie obywateli ZSRR. Ono się nie liczyło.

Symboliczna jest historia mieszkańców niewielkiej wsi Metelino położonej nieopodal zakładów. Po katastrofie w 1957 r. miejscowe kobiety na bosaka zbierały ziemniaki z pól, a obok nich żołnierze w skafandrach ochronnych mierzyli promieniowanie. Ostatni mieszkańcy tej wsi zostali stąd ewakuowani dopiero w... 2005 roku – 48 lat po katastrofie.

Władze radzieckie oficjalnie przyznały się do tej katastrofy dopiero w latach 90. Wtedy też Związek Radziecki ostatecznie przyznał, że istnieje tajne miasto Czelabińsk-40. Jezioro i jego okolice nadal uważano za obszar szczególnie niebezpieczny.

Delegacja, która odwiedziła to miejsce w latach 90., czym prędzej stamtąd uciekła. Licznik Geigera pokazał około 600 promieni rentgenowskich na godzinę, co może zabić każdego w ciągu godziny.

Po rozpadzie ZSRR, władze Rosji przyznały, że rzeka Tiecza, do której tak beztrosko trafiały radioaktywne odpady, może znów być czysta za ok. 170 lat. A jezioro Karaczaj? Na próżno już szukać w nim wody. Zostało zasypane tonami betonu i ziemi. A naukowcy i ekolodzy uznali je za "najtrudniejszy do naprawy błąd środowiskowy XX wieku".

Turystyka katastroficzna

Choć "turystyka katastroficzna" ma na świecie wielu amatorów, o czym świadczą liczne wycieczki np. do Czarnobyla czy w rejon Morza Aralskiego, jezioro Karaczaj nie jest miejscem turystycznym. Nie zapuszczają się tam nawet najwięksi ryzykanci. Jest to wciąż jedno z najbardziej radioaktywnych i toksycznych miejsc na świecie. Ze względu na wysoki poziom promieniowania, jego okolice są niebezpieczne dla życia.

Wybrane dla Ciebie
Omijane przez turystów miasto w Polsce. Mało kto wie, że jest jednym z najstarszych
Omijane przez turystów miasto w Polsce. Mało kto wie, że jest jednym z najstarszych
Youtuber odwiedził europejskie miasto. Zdradził, co go zaskoczyło
Youtuber odwiedził europejskie miasto. Zdradził, co go zaskoczyło
Przerażające wideo z Kanarów. Restauracja zawaliła się podczas ulewy
Przerażające wideo z Kanarów. Restauracja zawaliła się podczas ulewy
Ważna decyzja władz Egiptu. Turyści mogą odetchnąć
Ważna decyzja władz Egiptu. Turyści mogą odetchnąć
Przedwojenny pałac znów na sprzedaż. Cena wywoławcza coraz niższa
Przedwojenny pałac znów na sprzedaż. Cena wywoławcza coraz niższa
Pytanie o Disneylandy. Uczestnik wykorzystał koło ratunkowe
Pytanie o Disneylandy. Uczestnik wykorzystał koło ratunkowe
MSZ przestrzega przed wyjazdami. "Zbyt blisko wojny"
MSZ przestrzega przed wyjazdami. "Zbyt blisko wojny"
Miała lecieć do Egiptu. Głupi żart przekreślił jej wakacje
Miała lecieć do Egiptu. Głupi żart przekreślił jej wakacje
To już w tym tygodniu. Pamiętaj o ważnej zmianie
To już w tym tygodniu. Pamiętaj o ważnej zmianie
Tam w Niedzielę Palmową biją rekordy. "Wszystkie ręce na pokład"
Tam w Niedzielę Palmową biją rekordy. "Wszystkie ręce na pokład"
Krzyż na Giewoncie zostanie rozświetlony. Jest jeden powód
Krzyż na Giewoncie zostanie rozświetlony. Jest jeden powód
Bezludna wyspa w Grecji. Kiedyś było tu piekło
Bezludna wyspa w Grecji. Kiedyś było tu piekło
ZANIM WYJDZIESZ... NIE PRZEGAP TEGO, CO CZYTAJĄ INNI! 👇