Oszukiwali turystów. Ofiarami padły tysiące osób na europejskiej wyspie
Lokalna policja prowadzi śledztwo w sprawie jedenastu taksówkarzy, którzy mieli zawyżać ceny turystom w Maspalomas na południu Gran Canarii. Zdaniem śledczych w ten sposób oszukano tysiące osób. Ale w tym samym znanym kurorcie sporo problemów ma także właścicielka biura, które oferowało lokalne wycieczki wczasowiczom.
W trakcie dochodzenia wyszło na jaw, że tylko jeden z taksówkarzy jest podejrzany o oszukanie ok.2400 zagranicznych turystów w ciągu ostatnich 2 lat. Mężczyzna miał manipulować cenami za przejazd i rzekomo zarobił na tym około 30 tys. euro (prawie 130 tys. zł).
Zobacz też: Raj jak z pocztówki. Niebawem może zniknąć
Taksówkarz wykorzystywał niewiedzę turystów
Trzymiesięczne dochodzenie policji rozpoczęło się po tym, jak rutynowa kontrola drogowa ujawniła nieprawidłowości i powtarzające się zawyżanie opłat. Radny ds. Bezpieczeństwa, José Carlos Álamo, stwierdził, że domniemane oszustwo wykorzystywało ograniczoną wiedzę turystów na temat lokalnych cen, szkodząc reputacji jednego z największych miejsc wypoczynkowych na Wyspach Kanaryjskich.
Największą atrakcję kraju zalewają tłumy. "Przez wejście główne płynie rzeka ludzi"
Obawy wyraziła również lokalna spółdzielnia taksówkarska, która zgłaszała powtarzające się skargi klientów na zawyżone ceny przejazdów. W związku z tym rada zaostrzyła monitoring sektora i obecnie weryfikuje kolejne licencje taksówkarskie, aby ograniczyć to, co zdaniem władz może być powszechnym nadużyciem, a nie odosobnionymi incydentami.
Na poziomie regionalnym sprawa ta spowodowała przyspieszenie działań i wszczęcie śledztwa we wszystkich głównych ośrodkach turystycznych na wyspach. Dyrektor Generalna ds. Transportu Wysp Kanaryjskich, María Fernández, potwierdziła, że trwają prace nad wprowadzeniem jednolitej taryfy taksówkowej na większości obszaru archipelagu, aby uprościć ceny i zwiększyć przejrzystość zarówno dla mieszkańców, jak i turystów.
Taksówki na Wyspach Kanaryjskich mocno podrożały
W ostatnim czasie ceny taksówek na Wyspach Kanaryjskich poszybowały mocno w górę, bo praktycznie brakuje tu konkurencji na tzw. aplikację. Przykładowo za przejazd w turystycznych kurortach trzeba zapłacić za ok. 4 km trasę nawet 11 euro (prawie 50 zł), a z Playa del Ingles na lotnisko to wydatek prawie 50 euro (ok. 215 zł).
Popularne taksówki na aplikację są mało rozpowszechnione na Wyspach Kanaryjskich. Uber działa tylko w ograniczonym zakresie na dwóch wyspach: Teneryfie i Lanzarote, oferując przejazdy głównie w turystycznych rejonach południa. Usługa opiera się na licencjach VTC (pojazdy z kierowcą), a w ofercie znajdziemy głównie wyższy standard, jak Uber Black. Aplikacja jest użyteczna jedynie na lotnisku Teneryfa Południowa (TFS) oraz w kilku popularnych kurortach.
Na pozostałych wyspach archipelagu taksówki można zamawiać telefonicznie lub zatrzymać je po drodze, gdyż w turystycznych rejonach jest ich sporo. Legalne pojazdy taxi (za wyjątkiem Ubera) mają specjalne barwy, w zależności od gminy. Przykładowo na południu Gran Canarii są to białe auta, z czerwonym dachem. Ale na tej wyspie zdarzają się też pojazdy białe z zielonym czy niebieskim dachem.
Właścicielka biura podróży oszukiwała turystów
Tymczasem w połowie lutego 2026 r. Sąd prowincjonalny w Las Palmas nakazał wznowienie postępowania w sprawie oszustwa przeciwko właścicielce biura podróży w San Fernando w Maspalomas na południu wyspy.
Agencja trafiła niedawno na pierwsze strony gazet po tym, jak klienci zgłosili sprawę na policję, gdy zaplanowane wyjazdy na La Palmę na popularny festiwal karnawałowy Los Indianos nie doszły do skutku.
Jednak ta sprawa karna nie dotyczy tylko ostatnich zdarzeń, ale wcześniejszej skargi złożonej przez pięciu turystów, którzy zarezerwowali rejsy po Morzu Śródziemnym na wrzesień 2024 r. Grupa zapłaciła od 2880 do 4560 euro każdy, co daje łącznie 17670 euro (75 tys. zł), jednak wczasowicze odzyskali jedynie częściowe kwoty w wysokości od 500 do 950 euro (2100 – 4000 zł).
Poszkodowani klienci twierdzą, ze po pobraniu pełnej kwoty, właścicielka agencji poinformowała ich, że rejs został odwołany, ponieważ kilku pasażerów wycofało rezerwacje. Mimo to nie zwróciła całej kwoty, twierdząc, że rejs nie mógł się odbyć z powodu niespełnienia wymogu minimalnej liczby osób. Zeznała w sądzie, że zaproponowała im alternatywny plan wakacyjny.
Oszustwo w Hiszpanii jest zagrożone karą od pół roku do trzech lat więzienia. Wyrok uwzględnia kwotę oszustwa, poniesione straty ekonomiczne, relacje między stronami oraz sposób popełnienia przestępstwa.