Samotna wyprawa rowerowa do Tybetu

Lotnisko w Pekinie, odebrałem rower i bagaż, spakowałem sakwy i ruszyłem w stronę wyjścia. Z pobłażliwym uśmiechem powitałem taksówkarzy oferujących podwiezienie do centrum. Mam rower. Jestem niezależny – pomyślałem sobie i z pewną miną ruszyłem w stronę najbliższego skrzyżowania.

1 z 7Samotna wyprawa rowerowa do Tybetu

Obraz
© Piotr Strzeżysz/Globtroter

Na północny-wschód od rzeki Bum. Jadę po drodze, która nie była zaznaczona na mapie, mając nadzieje, że gdzieś mnie doprowadzi.

2 z 7Samotna wyprawa rowerowa do Tybetu

Obraz
© Piotr Strzeżysz/Globtroter

Jezioro Nam Tso. Wizyta w namiocie nomadów. Wysokość ok. 4800 m. n.p.m.

3 z 7Samotna wyprawa rowerowa do Tybetu

Obraz
© Piotr Strzeżysz/Globtroter

Klasztor Sera. Specyficzna „debata” mnichów na klasztornym dziedzińcu.

4 z 7Samotna wyprawa rowerowa do Tybetu

Obraz
© Piotr Strzeżysz/Globtroter

Masyw Mount Everestu.

5 z 7Samotna wyprawa rowerowa do Tybetu

Obraz
© Piotr Strzeżysz/Globtroter

Na północ od Nyalam w coraz bardziej zacinającym śniegu.

6 z 7Samotna wyprawa rowerowa do Tybetu

Obraz
© Piotr Strzeżysz/Globtroter

Pług nie dał rady z wielką zaspą i po kolejnej próbie z głośnym trraaaaach wyzionął ducha. Zacząłem więc przeprawę przez śniegi z rowerem jako pługiem.

7 z 7Samotna wyprawa rowerowa do Tybetu

Obraz
© Piotr Strzeżysz/Globtroter

Malownicze okolice wioski Sakja.

Wybrane dla Ciebie