Tajne kody w samolocie. Stewardesa zdradza szczegóły
Personel pokładowy komunikuje się nie tylko oficjalnymi komunikatami. Stewardesy używają też umownych słów, które pozwalają im dyskretnie wymieniać informacje o pasażerach, zarówno tych kłopotliwych, jak i tych, którzy robią dobre wrażenie.
Nie każdy zdaje sobie sprawę, że rozmowy załogi na pokładzie to coś więcej niż uprzejme formułki i procedury bezpieczeństwa. Personel korzysta również z wewnętrznego, nieoficjalnego języka, który ułatwia współpracę w trakcie lotu.
Stewardesa ujawnia tajne hasła używane w samolocie
Brytyjska stewardesa, która zdecydowała się anonimowo porozmawiać z serwisem Express.co.uk, przyznała, że większość drobnych niedogodności nie robi na załodze większego wrażenia. Przypadkowe potrącenia czy chaos przy zajmowaniu miejsc to codzienność na pokładzie. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy zachowanie pasażera zaczyna utrudniać pracę załogi.
Samolot się spóźnił, wycieczka przepadła. Kiedy pasażerom przysługuje więcej niż 600 euro odszkodowania?
W takich sytuacjach personel sięga po ustalone wcześniej określenia. Jednym z nich jest słowo "cenny", które brzmi niewinnie, ale w praktyce stanowi ostrzeżenie dla reszty zespołu.
"Jest wiele rzeczy, które możemy przeoczyć, ale jeśli używamy słowa "cenny", zwykle oznacza to, że ktoś zachowuje się naprawdę irytująco" - wyjaśniła stewardesa. W niektórych liniach funkcjonują też inne nazwy. Jedną z nich jest "Filip" - określenie stosowane wobec pasażera, który wyraźnie przekroczył granice. Nazwa ta wywodzi się z języka angielskiego od skrótu PILP, tłumaczonego jako: "pasażer, którego najchętniej bym uderzył". "Jeżeli zostaniesz tak nazwany, zrobiłeś coś nie tak i możesz spodziewać się gorszej obsługi do końca lotu" - wytłumaczyła inna anonimowa stewardesa portalowi eShores.
Nie tylko ostrzeżenia. Są też kody dla tych, którzy robią dobre wrażenie
Nie wszystkie hasła używane przez załogę mają negatywne znaczenie. Część z nich odnosi się do pasażerów, którzy wyróżniają się kulturą osobistą. Takie osoby bywają określane mianem "Bob", czyli od pierwszych liter anglojęzycznego best on board, czyli najlepszy na pokładzie.
Zdarzają się także bardziej subtelne sygnały sympatii. Ta sama stewardesa zdradziła, że jeśli pasażer zwróci uwagę załogi w pozytywny sposób, może zostać pożegnany słowem "pa", zamiast standardowego "do widzenia".
"Jeśli ktoś wyda nam się atrakcyjny, przy pożegnaniu mówimy mu pa zamiast do widzenia. Oczywiście musimy być dyskretni i nie możemy wprost powiedzieć: hej, jesteś atrakcyjny, więc to taki zabawny sposób na ukryty flirt" - ujawniła. Co więcej, podczas rozmów między sobą stewardesy rzadko używają imion pasażerów. "Kiedy mówimy o pasażerach, nie używamy ich imion - posługujemy się numerami miejsc" - mówiła.
- To szybsze i bardziej praktyczne, zwłaszcza podczas obsługi w trakcie lotu. Dzięki temu unikamy nieporozumień i możemy sprawnie reagować, gdy kilka próśb pojawia się jednocześnie - podsumowała. Jak podkreśla personel, tego typu komunikacja nie ma na celu oceniania pasażerów dla zabawy. To narzędzie, które pozwala sprawnie zarządzać sytuacjami w powietrzu.
Źródło: Express.co.uk