Telefony się urywają. Totalne szaleństwo wśród Polaków. "Żadnych wolnych miejsc"
Gdy tylko warunki pozwalają i spadnie śnieg, na Kaszuby zjeżdżają tłumy z Trójmiasta i okolic, żeby wziąć udział w kuligu. To co roku prawdziwy hit zimy na Pomorzu. Nie inaczej jest w tym roku - wraz z intensywnymi opadami śniegu rozpoczęło się prawdziwe szaleństwo.
Początek roku to zazwyczaj bardzo pracowity czas dla członków Zrzeszenia Kaszubskich Kuczerów i Hodowców Koni. Organizują oni popularne kuligi w okolicach Wieżycy, największego wzniesienia Niżu Polskiego o wysokości 328,7 m n.p.m., należącego do pasma Wzgórz Szymbarskich.
Kuligi na Kaszubach - hit zimy
Jak w górach można się tam poczuć nie tylko ze względu na rzeźbę terenu, ale też wyjątkowy mikroklimat - gdy w Trójmieście ledwo sypnie śniegiem, okolice Wieżycy zachwycają magiczną zimą z zaspami i czapami białego puchu na choinkach.
Hit na Kaszubach. W weekendy zjeżdżają tłumy
Widać to już po drodze. Gdy wyjeżdżamy z Trójmiasta, jest mroźno, ale śniegu leży niewielka warstwa. Na trasie robi się go coraz więcej, ale choinki wciąż są zielone.
Gdy jednak zbliżamy się do Wieżycy, czujemy się jak w Narnii. Gałęzie drzew pokryte są grubą warstwą śniegu - bajka!
Jest sobotnie przedpołudnie 3 stycznia, a naszym celem jest Szymbark, gdzie zimą startują jedne z najpopularniejszych kuligów na Kaszubach. Wciąż nie mogę uwierzyć, że udało się nam zdobyć miejsce. To, że rozpoczęło się kuligowe szaleństwo, odczułam już kilka dni wcześniej na górce przy bloku. Dzieci zjeżdżały na sankach, a rodzice rozmawiali właśnie o organizacji kuligów.
- Kuligowe szaleństwo widać w zachowaniach rezerwacyjnych: kiedy tylko pojawia się stabilny śnieg, najszybciej zapełniają się miejsca noclegowe z gotową zimową ofertą - mówi Katarzyna Włodarczyk z Nocowanie.pl. - Między Nowym Rokiem a feriami widać to także na Kaszubach, które coraz wyraźniej stają się jednym z popularnych kierunków na zimowy wypad. Po większych opadach weekendowe terminy znikają błyskawicznie, a wiele osób przerzuca się na dni powszednie albo szuka mniej oczywistych lokalizacji w regionie - dodaje ekspertka.
Jestem z Trójmiasta, więc o nocleg nie muszę się martwić. Niestety za rezerwację samego kuligu zabrałam się późno - w sobotę rano z myślą o niedzieli, ewentualnie wtorku, 6 stycznia. Obdzwoniłam pięciu kuczerów. - Niestety nie mam żadnych miejsc ani na weekend, ani na poniedziałek i wtorek. Dopiero na przyszły weekend coś się znajdzie - każdy powtarzał to samo. Odpuściłam więc kulig i zaczęłam planować nam zimowe atrakcje w Trójmieście. Po godzinie zadzwonił jednak nieznany numer - jeden z kuczerów poinformował, że ośmioosobowa ekipa zrezygnowała i jeśli mamy ochotę, możemy ze znajomymi dołączyć do kuligu o godz. 12 w sobotę. Nie zastanawialiśmy się wcale i wsiedliśmy w auto.
Magiczna zima na Kaszubach
Gdy dojeżdżamy na miejsce, wita nas bajkowa zima w Szymbarku. Przy kościele zorganizowano kilka bezpłatnych parkingów. Widać, że pojawią się tu dzisiaj tłumy. Członkowie Zrzeszenia Kaszubskich Kuczerów i Hodowców Koni posiadają kilkadziesiąt zaprzęgów kuligowych, które mogą przewieźć jednorazowo do 800 osób. Każdy zaprzęg ciągnięty jest przez dwa konie i składa się dużych sań (najczęściej dla czterech osób z woźnicą, ale zdarzają się także większe - do ośmiu osób) oraz kilku małych sanek. Standardowo jeden kuczer może zabrać ok. 12 osób.
Idziemy na plac przed restauracją Pod Wieżą, gdzie rozpoczynają się i kończą kuligi. Stoi tam wiele osób i zaprzęgów. Część dopiero zjeżdża z lasu, cześć już wyrusza w drogę. Nasz woźnica jest jeszcze w drodze, więc chwilę czekamy i obserwujemy tę świetnie działająca machinę. Widać, że wszystko funkcjonuje jak w zegarku. Choć każdy działa na swój rachunek, kuczerzy się znają i wspierają. Gdy pytam wcześniej o naszego, jeden z innych od razu wie, o kogo chodzi. - Wiechu zaraz tu będzie - uspokaja.
Zrzeszenie Kaszubskich Kuczerów i Hodowców Koni ma obecnie 75 członków, którzy w promieniu 7 km od Wieżycy posiadają ok. 700 koni. W 2025 r. organizacja świętowała 15 lat istnienia. Z tej okazji w kwietniu odsłonięto czterometrową statuę konia, wykonaną z dwóch tysięcy podków. Stanęła właśnie na placu, na którym czekamy na nasz zaprzęg.
W końcu ruszamy w drogę, a trasa przez las niczym z Narnii jest po prostu bajkowa. Momentami zaspy są ogromne, a las pokryty grubą warstwą białego puchu wygląda magicznie.
Krążymy po lesie ponad pół godziny i docieramy do sporej polany, gdzie wszystkie zaprzęgi zatrzymują się na ognisko. Rozpala je kuczer, a sanki ustawia w okręgu. Pieczemy kiełbaski i grzejemy się w cieple ognia, a dzieci szaleją w okolicznych zaspach.
Kuczerzy rozmawiają ze sobą, ale też żartują z turystami. Atmosfera jest świetna. - Telefony się urywają od kilku dni - przyznaje jeden z nich. - Od wczoraj jednak nie mam już żadnych miejsc na długi weekend. Wszystkich muszę rozczarować. Do wtorku włącznie nie mam miejsc - tłumaczy. Inni mu wtórują.
Ile kosztuje kulig?
Po ognisku wsiadamy znowu na sanki i mkniemy do lasu. Droga powrotna jest równie urokliwa, szczególnie że wyszło słońce. Całość kuligu trwa ok. dwóch godz. Za atrakcję w Szymbarku trzeba zapłacić 50 zł za osobę, dla dzieci nie ma zniżki. Za naszą czteroosobową rodzinę płacimy więc 200 zł. Kiełbaski i przekąski trzeba mieć we własnym zakresie.
Co ciekawe, taka kwota w Zakopanem starczy na kulig dla... jednej osoby. Pod Tatrami cena takiej imprezy sięga nawet 250 zł od uczestnika. Popularne są kuligi w Dolinie Chochołowskiej, na Gubałówce czy w Poroninie z widokiem na Tatry. Trwają one nawet do trzech godzin. Trzeba za nie zapłacić 200-250 zł, ale w cenie jest sporo - odbiór z miejsca zakwaterowania, a poza kuligiem z pochodniami, także godzinna biesiada przy ognisku z kapelą góralską, gdzie goście mogą korzystać bez ograniczeń z menu, składającego się np. z kwaśnicy, kiełbasy, oscypków, chleba z gazdowskim smalcem, wina grzanego, herbaty, ogórków i dodatków, takich jak ketchup i musztarda.
Darmowy alkohol to niestety często minus. Media regularnie alarmują, że wielu uczestników kuligów w trakcie zabawy przesadza z jego dawką i potem daje się we znaki współtowarzyszom.
Czytaj także: Koszmar w polskich górach. W głowie się nie mieści, co robią pijani uczestnicy kuligów
- Zima mocno napędza popularne kierunki w górach i innych regionach kraju, bo kulig rzadko jest celem samym w sobie. Najczęściej to element programu rodzinnego wyjazdu: średnio pobyt trwa ok. czterech nocy - zauważa Katarzyna Włodarczyk. - Dlatego coraz częściej o wyborze miejsca decyduje nie tylko sam nocleg, ale też pakiet feriowych udogodnień i atrakcji, które obiekty oferują na miejscu, często w cenie pobytu. Kulig z ogniskiem i muzyką na żywo, wypożyczenie sanek, przechowywanie sprzętu narciarskiego czy inne zimowe dodatki sprawiają, że wyjazd jest prostszy do zorganizowania i bardziej opłacalny, a dostępność w topowych lokalizacjach topnieje z dnia na dzień - dodaje ekspertka.
Jak przygotować się do kuligu?
Pamiętajmy, żeby na kulig włożyć odpowiednie ubranie. Warto postawić na bieliznę termoaktywną, ciepły sweter i spodnie, grube rękawice oraz nieprzemakalne buty.
W trakcie przejażdżki nie można zapomnieć o podstawowych zasadach bezpieczeństwa. Należą do nich m.in. niepodchodzenie zbyt blisko do zwierząt oraz niewstawanie w czasie jazdy. Należy też trzymać się sanek w odpowiednim miejscu - o czym przypominają kuczerzy.
Co ważne, trzeba także pamiętać o bezwzględnym zakazie organizowania kuligów za samochodem, traktorem lub innym pojazdem. Zgodnie z art. 60 ust. 2 pkt 4 ustawy Prawo o ruchu drogowym, kierowca nie może ciągnąć za pojazdem osoby na sankach, "jabłuszkach" czy innego typu urządzeniach. Za złamanie przepisów grożą punkty karne i mandat w wysokości 500 zł. Gorszą karą może być natomiast utrata zdrowia, a nawet życia w wyniku nielegalnego kuligu.
Czytaj więcej: Kulig między samochodami. "To przechodzi wszelkie granice"