Thomas Coville po pobiciu rekordu w samotnej żegludze dookoła globu, grudzień 2016 roku.
Thomas Coville po pobiciu rekordu w samotnej żegludze dookoła globu, grudzień 2016 roku. (Materiały prasowe, Fot: Helly Hansen)

Thomas Coville: Może wy, Polacy, się nie boicie. Ja, żeby przeżyć, musiałem się bać

- Nie dawało mi spokoju, czy nie pobiłem rekordu dzięki szczęściu. Od żony usłyszałem: "Pieprz to" - śmieje się Thomas Coville, były rekordzista świata w samotnej żegludze wokół globu. Tyle że odpowiedź Cathy mu nie wystarczyła.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie

25 grudnia 2016 roku. Po 49 dniach, 3 godzinach, 7 minutach i 38 sekundach do portu w Breście zawija trimaran Sodebo Ultim. Tak szybo jeszcze nikt nie płynął. Thomas Coville dokonuje niemożliwego - bije rekord Francisa Joyona o ponad osiem dni.

Luty 2019 roku. Siedzę z Thomasem w Oslo. Ma nowy cel - chce rozprawić się z magiczną barierą 40 dni.

Thomas - człowiek, "któremu się nie udawało"

To historia, która wydaje się nie pasować do współczesnego sportu. Sportu, w którym panuje olbrzymia presja na odniesienie wielkiego sukcesu. Najlepiej w najkrótszym możliwym czasie - już i teraz. Nie za pięć-dziesięć lat. To historia o cierpliwości, zaufaniu, wierze w drugiego człowieka, który czasami popełnia błędy, zmaga się ze swoimi słabościami, ale ostatecznie potrafi je przekuć w siłę. Wielokrotnie upada, ale za każdym razem wstaje i próbuje ponownie. Aż w końcu odnosi upragniony sukces.

Źródło: Materiały prasowe / Thomas Coville na trimaranie Sodebo Ultim.

- Przed tobą stoi człowiek, któremu najczęściej się nie udawało - mówi wprost Thomas Coville, gdy spotykamy się w Oslo.

Nie takich słów spodziewałeś się na początku rozmowy z legendą żeglarstwa, herosem, któremu niestraszne są wysokie fale czy góry lodowe? Czekasz z niecierpliwością na mrożące krew w żyłach opowieści? Usłyszysz je. Najpierw jednak musisz poznać jego drogę do sukcesu. Wyboistą i najeżoną przeszkodami. Często bolesną.

Doświadczenie francuski żeglarz ma ogromne. Jest uznawany za jednego z najwszechstronniejszych specjalistów. Brał udział w wielu prestiżowych regatach (załogowych i solo), m.in. America's Cup, Vendee Globe, Jules Verne Trophy, Volvo Ocean Race. W ostatnich latach skoncentrował się na samotnych próbach bicia rekordów. Jego głównym celem stało się poprawienie osiągnięcia swojego rodaka Francisa Joyona, który w 2008 roku samotnie opłynął kulę ziemską na jachcie wielokadłubowym w 57 dni, 13 godzin, 34 minut i 6 sekund.

Cztery porażki

Coville - płynąc na trimaranie (jacht z trzema kadłubami) Sodebo Ultim - zawsze wyruszał w rejs z ogromnymi nadziejami. Pomiędzy 2008 i 2011 rokiem robił to czterokrotnie. I czterokrotnie musiał przełknąć gorycz porażki.

Źródło: Materiały prasowe

- Za pierwszym razem uderzyłem w górę lodową, przerwałem próbę w Kapsztadzie. Za drugim opłynąłem świat w 59 dni - o dwa dni dłużej od Joyona. Za trzecim razem - ponownie wolniej od jego rekordu. A za czwartym musiałem podjąć decyzję, by się poddać. Przede mną były tak wielkie góry lodowe, że kontynuowanie rejsu byłoby samobójstwem - wspomina, niejako wywołując temat, od którego nie da się uciec.

- Podczas wypraw liczysz się z tym, że zginiesz? - pytam Thomasa.

- Oczywiście, że tak. Byłbym kłamcą, gdybym powiedział, że jestem twardzielem i nigdy się nie boję. Może wy, Polacy, się nie boicie. Pod tym względem przypominacie mi trochę Wikingów - uśmiecha się. - Ale ja jestem Francuzem i zapewniam cię, że musisz się bać, jeśli chcesz przeżyć. Jeśli się nie boisz, oznacza to, że jesteś w ogromnym niebezpieczeństwie. A jeśli nie zaakceptujesz tego, że możesz stracić wszystko - podkreślam: wszystko, nawet życie - to nigdy nie wygrasz - dodaje.

Zagrożeń zewnętrznych jest mnóstwo - np. wspomniane już zderzenie z górą lodową, innym statkiem czy wielorybami. Thomas zwraca uwagę na coś innego - na ludzki błąd.

- Na takiej maszynie jak moja, największym zagrożeniem jest podjęcie złej decyzji. Zrobisz coś w niewłaściwym momencie i jesteś martwy. To tak jak z alpinistą podczas wspinaczki - porównuje.

Źródło: Materiały prasowe / Thomas Coville na topie masztu Sodebo Ultim.

Z kolei najtrudniejszym wyzwaniem podczas trwającej kilkadziesiąt dni wyprawy jest brak snu.

- Jeśli chcesz, aby ktoś oszalał, sprawiasz, że przez długi czas nie śpi. To jak tortury. Ale w czasie rejsu, to ty jesteś tym, który zmusza się do tych tortur. W pewnym momencie chcesz przestać. Chcesz zasnąć. A czy brak snu przez tak długi czas nie jest czymś gorszym niż śmierć? - pyta Thomas w filmie, który reklamuje nową kampanię norweskiej firmy odzieżowej Helly Hansen. Żeglarz współpracuje z nią od 12 lat, a odzież regatową nazywa swoją "drugą skórą".

Sen? Maksymalnie 20 minut

Coville tłumaczy, że podczas wyczerpujących samotnych rejsów może sobie pozwolić maksymalnie na jedynie 20 minutowe drzemiki. Na dobę uzbiera się ich 2-3 godziny.

Thomas wyjaśnia: - Śpię maksymalnie 20 minut, bo po tym czasie przechodzę w głęboki sen, a to stałoby się zbyt niebezpieczne. Ciężko byłoby mi wrócić do sterowania jachtem - podkreśla. - Powstrzymywania się od snu nie da się wytrenować. Mogę za to trenować, jak zasypiać. Pomaga mi w tym wizualizacja, autohipnoza, ćwiczenie oddychania, praca nad koncentracją. Muszę być mentalnie przygotowany, by zasnąć, nawet jeśli łódź "leci" na jednym kadłubie z prędkością 35 węzłów (ok. 65 km/h).

Zobacz, jak Thomas Coville płynął po rekord:

Będąc na jego miejscu, po tylu nieudanych próbach pobicia rekordu świata, niejeden sportowiec dałby sobie spokój.

- Nie chciałeś sobie powiedzieć: "Koniec"?

- Cierpiałem. Miałem poczucie winy, bo ludzie z mojego teamu pracowali na mój sukces jak szaleni, a ja go nie odnosiłem. Było mi cholernie smutno - przyznaje.

Źródło: Materiały prasowe

Nie poddał się, ale zanim osiagnął cel, przeżył jedne z najbardziej dramatycznych chwil w karierze.

W listopadzie 2014 r. Coville był jednym z faworytów Route du Rhum (rozgrywane co cztery lata regaty z Francji na Gwadelupę). Krótko po starcie włączył się alarm przypomninajacy o naładowaniu baterii. Thomas zszedł pod pokład, a gdy wrócił, zobaczył przed sobą ścianę - burtę statku. Nie mógł już nic zrobić. Trimaran walnął w towarowiec.

- To było jak zderzenie motocykla z ciężarówką. Nocą - wspomina żaglarz.

Nie został ranny, co należy rozpatrywać w kategorii cudów, ale środkowy kadłub był roztrzaskany. Było to dla niego przerażające doświadczenie.

Źródło: Materiały prasowe / Cztery palce jak cztery nieudane próby pobicia rekordu świata w samotnym opłynięciu globu. Thomas nie zamierzał się jednak poddawać.

Po takim "wyczynie" kariera Coville'a mogła się zakończyć, bo w wyczynowym żeglarstwie bez sponsorów nie osiągnie się sukcesu. A ich cierpliwość została wystawiona na próbę. Na szczęście trzy siostry - Marie-Laurence Gouraud, Bénédicte Mercier i Patricia Brochard, szefowe firmy Sodebo (produkującej m.in. kanapki, sałatki, pizzę) oraz firma Helly Hansen, które od lat była głównym sponsorem wypraw Coville'a, zaufali mu jeszcez raz.

Źródło: WP.PL

- Jedna z sióstr powiedziała mi wprost: "Będziemy cię dalej wspierać, ale pod jednym warunkiem - musisz zgodzisz się na pomoc z zewnątrz, na pracę z trenerem mentalnym. Potrzebujesz tego" - wspomina Thomas. - Początkowo trudno było mi to zaakceptować. Podszedłem do sprawy ambicjonalnie. Ja, facet, inżynier nie poradzę sobie sam?

Dziś Coville wie, że współpraca z Nowozelandką Lynne Burney - bo to ona nad nim "popracowała" - odmieniła całą jego karierę.

Źródło: Materiały prasowe

- Pewnie spodziewałeś się, że usłyszysz, jak to sam dawałem sobie rade, ale uwierz: taka jest prawda - podkreśla 50-letni Francuz.

Niesamowite poczucie wolności

W 2016 roku Thomas był gotowy, żeby po raz piąty zmierzyć się z rekordem Joyona. Wyruszył 6 listopada z Ouessant - wyspy w pobliżu Brestu. Zaczął rewelacyjnie - do równika dotarł o blisko dobę szybciej niż ówczesny rekordzista. Na wysokości Przylądka Dobrej Nadziei był jeszcze szybszy - przewaga wynosiła już ponad dobę. Było jasne, że osiągnie fenomenalny wynik, ale czy będzie rekord?

Żeby tak się stało musiał zakończyć wyprawę przed 3 stycznia 2017 r. Udało się. Dokonał tego znacznie szybciej. Jako pierwszy człowiek samotnie opłynął glob na wielokadłubowcu poniżej 50 dni. Na mecie zameldował się 25 grudnia 2016 r. - po 49 dniach, 3 godzinach, 7 minutach i 38 sekundach. Poprawił rekord Francisa Joyona o ponad osiem dni!

Źródło: Materiały prasowe / Triumfalny powrót Thomasa Coville'a po rekordowym rejsie dookoła świata.

"49 dni i 3 godziny" - o tym wyniku mówił cały świat, ale dla Thomasa ważniejsza niż "suche" liczby jest droga, którą musiał przebyć.

- Chodzi o to, że wiele razy coś ci się nie udało, wiele razy upadłeś, ale za każdym razem się podnosisz, próbujesz ponownie, robisz to. Aż wreszcie coś osiągasz - tłumaczy z błyskiem w oku. - Ludzie zazwyczaj pamiętają cię z powodu tego, co osiągnąłeś, ale zwykle zapominają o energii, którą musiałeś w to włożyć. O tym, co robiłeś wcześniej. Najbardziej inspirują mnie ci, którzy nigdy się nie poddawali, walczyli mimo przeciwności losu - filozofowie, sportowcy, politycy, na przykład Winston Churchill. Oczywiście, wygrana na końcu jest ważna. Jeśli nie wygrasz, to być może nie zrobiłeś wszystkiego, by to osiągnąć, a być może za wcześnie się poddałeś. Jednak dla mnie ważniejsza niż liczby jest droga prowadząca do sukcesu - mówi.

- Morze daje ci poczucie wolności? - pytam Thomasa.

To proste pytanie, ale odpowiedź jest złożona. Francuz wyjaśnia to w następujący sposób. - Byłem sfrustrowanym nastolatkiem. Gdy po raz pierwszy wypłynąłem w morze, zakochałem się w nim, w wietrze. Za każdym razem czułem, że gdy to robię, to nikt mnie nie ocenia. Później byłem zaangażowany bardziej w regaty załogowe - America's Cup, Volvo Ocean Race, Jules Verne Trophy. Byłem zainteresowany tym, jak się żyje na pokładzie z innymi ludźmi. Nagle życie stało się dla mnie prostsze, lepsze. Po prostu prawdziwe. Bez polityki, codziennej szarpaniny. Będąc członkiem załogi, czujesz, że ty i ja potrzebujemy siebie nawzajem, żeby wszystko poszło zgodnie z planem. Nasze relacje muszą być dobre. To konieczne, by przetrwać. Mam takie poczucie, że z każdym wypłynięciem w morze z załogą moje relacje z ludźmi były lepsze. Później zapragnąłem przekonać się, czy będę w stanie zastąpić wszystkich ludzi na pokładzie. Pod względem technicznym, jako sportowiec. Potraktowałem te samotne wyprawy jako ćwiczenie. I dopiero od tego momentu towarzyszy mi niesamowite poczucie wolności - opisuje Thomas. - Nie mam wiary w Boga, ale nagle odnalazłem coś, co nadało sens moim działaniom. Potrafię zrozumieć, co czują ludzie wierzący. Dla mnie relacje z naturą stały się czymś metafizycznym. Uczuciem, które nie ma końca.

Źródło: Materiały prasowe / Powitanie Coville'a w Breście po pobiciu przez niego rekordu świata.

"Nie ma marzenia, którego nie można spełnić"

50-latek pływa samotnie, ale nie czuje się samotnym. - Samotność to coś, o czym nie decydujesz, czego nie wybierasz. Ja wybieram bycie samemu, a to wielka różnica. Samotny czuje się dopiero, gdy wracam z wyprawy. Trudno mi to wyjaśnić nawet rodzinie i przyjaciołom. Być może Ellen McArthur, Francis Joyon czy Francois Gabart [również opłynęli kulę ziemską solo, na wielokadłubowcu - red.] mnie rozumieją. Gdy jestem na lądzie, nie potrafię medytować. Po pięciu sekundach od postawienia nogi na lądzie mój umysł gdzieś "ucieka". Za to gdy jestem na morzu, mój umysł skupia się na tym, co robię. To 49 dni w medytacji. Wyczerpujące, prawie szalone, ale prawdziwe - tłumaczy.

- Na etapie, na którym się znalazłem, chodzi o coś więcej niż sport. Ludzie, którzy nie znają się na żeglarstwie, gdy usłyszą moją historię, mówią: "Ten gość próbował pięć razy i w końcu osiągnął najlepszy wynik w samotnym rejsie dookoła świata, poniżej 50 dni. Wow!". Nagle dociera do mnie, że mogę zainspirować nie tylko żeglarzy - śmieje się Thomas.

A później wypowiada słowa, które z jego ust można usłyszeć często: "There is no dream you can't achieve" ["Nie ma marzenia, którego nie można spełnić"].

- Uwierz mi: nie ma. Wszyscy mają coś w sercu, coś, co jest powiązane z tym, kim są naprawdę. Dla jednych może to być jakieś marzenie w muzyce, dla innych w polityce. Trzeba tylko odnaleźć tę prawdę - mówi Coville.

Źródło: Getty Images / Rodzina wspiera Thomasa Coville'a podczas jego rejsów i wypraw. Na zdjęciu żeglarz z synem Elliottem podczas Volvo Ocean Race 2011/12. Dziś Elliott ma 14 lat i sam stawia pierwsze kroki w żeglarstwie, w klasie OK Dinghy. Marzy o starcie w igrzyskach olimpijskich.

Chłopaki nie płaczą? Ja mogę

Po ustanowieniu rekordu świata w Breście Coville’a witały tłumy kibiców i najbliższa rodzina - żona Cathy i syn Elliott (para ma także córkę Jeanne). Płakali wszyscy: Cathy, Elliott i Thomas. Francuski żeglarz nie wstydzi się łez. Ich smak zna dobrze. Kiedyś płakał z rozpaczy, później z radości. Nie uważa, że mężczyźnie nie wolno tego robić, mimo że ojciec wychowywał go inaczej.

- Kiedy byłem chłopcem, ojciec zawsze się ze mnie śmiał, gdy płakałem. Mówił: "Chłopaki nie płaczą. Jak chcesz płakać, idź do mamy" - uśmiecha się Thomas, tłumacząc jednocześnie, dlaczego reaguje w tak emocjonalny sposób. - Płakałem wiele razy. Im częściej wyruszasz w morze, tym częściej zbliżasz się do matki natury, tym częściej czujesz, że jesteś tylko małym człowieczkiem, małym chłopcem. Pod względem mentalnym to dla mnie bardzo ważne, by znaleźć połączenie między tym małym chłopcem, małym Thomasem, którym byłem, a osobą, którą jestem teraz i osobą, którą chcę kiedyś być. Bardzo trudno to powiązać. Ale jeśli ci się to uda i zaakceptujesz, że jesteś małym chłopcem, to możesz płakać, bo jesteś prawdziwy. Autentyczność to część mojego życia. Jestem prawdziwy, gdy wygrywam. Jestem prawdziwy, gdy przegrywam. Dziś zakładam, że mogę płakać - dodaje.

Podczas powitania w Breście Thomas Coville mówił, że marzy o tym, by wreszcie się wyspać i odpocząć. Pytam, ile zajmuje mu osiągnięcie równowagi psychicznej i fizycznej po tak wyczerpującym rejsie.

- Nie ma reguł - odpowiada. - Po niektórych wyprawach dookoła świata potrzebowałem sześciu miesięcy, czasami dłużej, by wrócić do formy. Bywało jednak i tak, że już po 15-20 dniach byłem tak zregenerowany, że nie odczuwałem trudów rejsu - mówi.

Źródło: Materiały prasowe / Thomas Coville z żoną Cathy w ich domu. Na najbliższych zawsze może liczyć, nawet gdy "sprowadzają go na ziemię".

W trakcie wypraw nie może zaniedbywać kwestii żywienia. - W zależności od tego, czy jest bardzo gorąco, czy się pocę, czy dużo manewruję, wypijam codziennie od 4,5 do 9 litrów wody. Równie ważne jest jedzenie. Gdy jest chłodno, potrzebuję nawet 6000 kalorii dziennie. Podczas pierwszego rejsu dookoła świata, w Vendee Globe, straciłem 14 kilogramów. To było tak wyczerpujące, że jedzenie w pewnym momencie było dla mnie jak praca. Wraz z Helly Hansen produkujemy własne jedzenie, dziesięć różnych produktów, m.in. puree ziemniaczane - tłumaczy.

Rekord pobił, rekord stracił

Po udanej próbie bicia rekordu świata Thomas wyciszył się, ale tylko na moment. Odezwała się jego niespokojna dusza. Zamiast delektować się sukcesem, zaczął zadawać sobie niewygodne pytanie.

- Przeszło mi przez myśl, że muszę ponownie coś osiągnąć. Bo chciałem zabić w sobie myśl, że poprawiłem rekord tylko dzięki szczęściu. To było dziwne uczucie. Powiedziałem żonie: "A może zrobiłem to szczęśliwie?".

Żona Cathy odparła: "Pieprz to!" - wspomina. Tyle że on nie potrafił. Wiedział, że musi znaleźć odpowiedź.

Źródło: East News / Thomas Coville powraca do portu w Breście po rekordowym przejściu północnego Atlantyku w 2008 r. Dziewięć lat później pokonał tę trasę poniżej 5 dni.

W lipcu 2017 r. Coville udał się do Nowego Jorku, gdzie na swoim Sodebo Ultim rozpoczął kolejną próbę bicia rekordu - tym razem przejścia północnego Atlantyku. Krótko przed nim w rejs wypłynął wspomniany już Francis Joyon, który dotarł do Przylądka Lizard Point (Wlk. Brytania) po 5 dniach, 2 godzinach i 7 minutach. Długo rekordem się nie nacieszył. Raptem… trzy dni. Coville pokonał trasę w 4 dni, 11 godzin, 10 minut i 23 sekundy. - I wtedy poczułem ulgę. Udowodniłem sobie, że to nie było tylko szczęście - podkreśla francuski żeglarz, który dzierży ten rekord do dziś.

Wkrótce jednak sam się przekonał, jakie to uczucie, gdy ktoś wykreśla cię z listy rekordzistów.

17 grudnia 2017 r. Francois Gabart, inny francuski żeglarz, ukończył samotny rejs dookoła świata na trimaranie Macif w niewiarygodnym czasie - 42 dni, 16 godzin, 40 minut i 35 sekund. To prawie o tydzień szybciej od wyniku Thomasa.
Coville'a z pewnością to zabolało, choć twierdzi, że liczył się z tym, wiedząc jak nowoczesną maszyną dysponuje o 15 lat młodszy Gabart. - Zdecydowaliśmy z Sodebo, że musimy zbudować nową łódź. Wiedzieliśmy, że Francois szybko i łatwo pobije mój rekord. I mieliśmy rację - wspomina.

Pomógł kierowca Porsche

To był długi proces, który trwał trzy lata. - Pierwszy rok to faza projektowania, a następnie budowa łodzi. To zajęło kolejne dwa lata - mówi Coville. Thomas postawił jeden warunek - nad nową maszyną miał pracować zespół, a nie jeden projektant.

- Nie ma możliwości, by jeden człowiek, jeden architekt wiedział wszystko. To zbyt skomplikowane. Zdecydowaliśmy, że stworzymy zespół projektowy. Dwanaście osób wywodzących się z różnych krajów i środowisk - m.in. z Nowej Zelandii, Australii, Szwajcarii, Austrii czy Anglii. Mieliśmy w teamie pilota samolotu, a także kierowcę wyścigowego z Porsche Team, który wygrał 24h Le Mans. To on przekazał nam ciekawą informację. Przed wyścigiem jego zespół przesunął o siedem centymetrów silnik, a tym samym środek ciężkości. Zyskał dzięki temu 0,2 s na każdym okrążeniu. Konfrontowaliśmy różne spojrzenia. W efekcie zbudowaliśmy łódź niczym samolot. "Latającą" łódź - mówi Coville.

Źródło: Materiały prasowe / Sodebo Ultim 3 - prezentacja nowego trimaranu Thomasa Coville'a.

Francuski żeglarz wraz z teamem - zdecydował się na rewolucyjne rozwiązanie. Przesunięcie najcięższej części trimaranu - zejściówki i kajuty - mocno do przodu. Jego kokpit będzie teraz znajdować się nie w tylnej części łodzi, lecz w środkowej, przed masztem. Dla niego to zupełna nowość. - Powiem szczerze, że nie wiem, jak będę nią sterować. Jednak jeśli nie wyjdę ze swojej strefy komfortu, nie zrobię kroku do przodu, to nic się nie zmieni. Jeden z członków naszego zespołu projektowego zapytał mnie: "Czy zaakceptujesz to, że będziesz teraz w centrum tej łodzi?". Zapanowała wielka cisza - relacjonuje Coville.

Trimaran Sodebo Ultim 3 ma 32 m długości, 23 m szerokości i 35 m wysokości. Został zaprezentowany 2 marca w Vannes. Kosztował 10 mln euro. Przed dniem premiery wszystko oparte było na kalkulacjach i symulacjach komputerowych. Dopiero teraz rozpoczną się testy łodzi na wodzie.

Źródło: Materiały prasowe / Thomas na trimaranie Sodebo Ultim 3 chce odzyskać rekord świata w samotnej żegludze dookoła globu.

Thomas przyznaje, że ma obawy, jak zapanować nad nową maszyną. Jednak gdy w końcu ją okiełzna, zamierza dokonać rzeczy, o której ludziom jeszcze do niedawna się nie śniło. Coville mówi wprost: nowym celem jest złamanie kolejnej magicznej granicy.

- Byliśmy pierwszymi, którzy opłynęli świat poniżej 50 dni. Prawdopodobnie będziemy pierwszymi, którzy zrobią to poniżej 40 dni. Zarówno w rejsie załogowym, jak i w samotnym. Zrobimy obie rzeczy. Przyszłość zapowiada się fantastycznie - uśmiecha się.

Plan Coville'a i jego zespołu jest następujący: w ciągu czterech lat żeglarz odbędzie trzy wyprawy dookoła świata i 14 transatlantyckich. W 2020 r. wraz z załogą wystartuje w Jules Verne Trophy, a w 2021 r. w wyścigu, który rozpocznie się w Nicei. Próba odzyskania rekordu w samotnym rejsie dookoła świata najprawdopodobniej przypadnie na rok 2023.

Źródło: WP SportoweFakty / Thomas Coville z autorem materiału podczas spotkania w Oslo.
Trwa ładowanie
.
.
.
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne