To miejsce uwielbiają bogaci Amerykanie. Raj dla surferów
Portugalia, kraj urzekających krajobrazów, słynnych pastéis de nata i emocjonalnego fado, to także europejska stolica surfingu. Miłośnicy fal skupiają się głównie wokół Ericeiry, tradycyjnej wioski rybackiej uznanej za Światowy Rezerwat Surfingu. Ta mała miejscowość przez cały rok przyciąga tłumy podróżników i surferów z całego świata.
Ericeira to miasteczko kontrastów. Z jednej strony widzimy tutaj klasyczną zabudowę z niskimi, bielonymi budynkami i niebieskimi dachami, wąskie, brukowane uliczki i rybaków, którzy na brzegu naprawiają sieci. Z drugiej strony mamy tu również przybrzeżne parkingi po brzegi wypełnione samochodami, przy których w piankę wciskają się kolejni surferzy.
To właśnie tutaj mają oni okazję zmierzyć się z najlepszymi falami w Europie.
Rzucił Kalifornię na rzecz Portugalii
Nick Uricchio urodził się w 1958 r. w stanie Connecticut. Gdy miał 15 lat, rozpoczął swoją przygodę z surfowaniem na plażach w Kalifornii. W 1978 r. pierwszy raz odwiedził Portugalię i od razu się w niej zakochał. Urzekła go otwartość, ludzie, gościnność i wyjątkowy klimat. Rok później wrócił, by zostać tam już na stałe. Najpierw zajął się produkcją deskorolek, a w 1980 roku współzałożył jedną z pierwszych fabryk desek surfingowych "Lipsticks Surfboards".
Wyspa idealna na każdą porę roku. "Zyskuje na coraz większej popularności"
Wraz ze swoim przyjacielem Miguelem Katzensteinem w 1982 roku postanowili otworzyć własną pracownię w Ericeirze – portugalskiej mekce surfingu. Nazwali ją Semente, czyli "nasienie", co symbolizowało początek projektu, który miał zakorzenić się i rozkwitnąć w portugalskim klimacie. Strategicznie podeszli też do wyboru samej lokalizacji - pracownia mieści się tuż nad falami Coxos, uznawanymi za jedną z najlepszych prawych fal na Starym Kontynencie. Na jego deskach surfują mistrzowie i amatorzy. Można skorzystać z gotowego produktu albo zamówić w pełni indywidualny projekt.
Pod swoją pracownię Nick podjeżdża niemal punktualnie. Opalona skóra, nonszalancko ułożone włosy. Wspomina, że dziś w prowadzeniu miejsca pomaga mu córka, ale nigdy nie oczekiwał od swoich dzieci, że będą surfować tak intensywnie jak on. Z dumą oprowadza nas po kolejnych pomieszczeniach, ale to shaping Room stanowi serce firmy. Pokazuje tam, jak odpowiednio wyprofilować deskę, mówi o kolejnych kątach, zagięciach i wyobleniach, które dla nas, laików, brzmią co najmniej tajemniczo. Tutaj jednak każdy milimetr ma ogromne znaczenie, podobnie jak sam kształt. Opowiada, że filozofią jego marki jest połączenie sztuki, fizyki i osobistej relacji z klientem.
To rzemiosło na najwyższym, zegarmistrzowskim poziomie. Deski to nie masowa produkcja, a unikalne narzędzia, dostosowane do wagi, stylu i preferencji surfera. Nick, nawet po dekadach w biznesie, wciąż jest w swojej pracowni niemal każdego dnia, nadzorując i osobiście rzeźbiąc piankowe bloki.
W kolejnych pomieszczeniach deski są docinane, laminowane (pokrywane żywicą i włóknem szklanym), szlifowane, malowane i lakierowane. Zapach jest duszący i ostry, ale na Nicku nie robi wrażenia.
Stolica surfingu
Niedaleko pracowni jest sklep, w którym można zaopatrzyć się w pianki oraz deski. A zdecydowanie warto, bo właśnie tutaj łapać można najlepsze fale w Europie. Wpadają tutaj bogaci Amerykanie, odwiedzają to miejsce także Europejczycy, a wśród surferów nie brakuje także Polaków. Ciepły klimat z łagodnymi zimami sprawia, że sezon trwa tutaj cały rok. Mówi się jednak, że najlepszy okres trwa od września do kwietnia. Fale są wtedy większe i stabilniejsze, z czego chętnie korzystają zarówno amatorzy, jak i bardziej zaawansowani surferzy.
Najważniejsze spoty to Ribeira d’Ilhas, Coxos czy Foz do Lizandro. Przejeżdżając przez miasteczka widać jednak surferów niemal na każdej plaży. Jedni unoszą się na deskach w oczekiwaniu na falę, inni spacerują po brzegu.
Widok jak z czołówki "Słonecznego patrolu", chociaż pozbawiony kalifornijskiego blichtru. Po surfowaniu, okryci ręcznikowym ponczo, okupują pobliskie bary i restauracje.
Grupowa lekcja surfowania najczęściej kosztuje od około 170 zł za godzinę. Szkółek i instruktorów zdecydowanie nie brakuje. Jeśli planujesz przylot samolotem i nie chcesz robić sobie kłopotu z bagażem ponadgabarytowym, deskę i sprzęt możesz wypożyczyć na miejscu.
Niezależna opinia redakcji. Materiał powstał podczas wyjazdu organizowanego przez PLL LOT we współpracy z Turismo de Portugal w Polsce