Uciekali kamperem z Bliskiego Wschodu. "Drogi bywały naprawdę ciężkie"
Polska para wybrała się kamperem w podróż po Bliskim Wschodzie. W chwili ataku USA i Izraela na Iran znajdowali się w Arabii Saudyjskiej. Od tamtej pory relacjonowali swoją ucieczkę. "Coś czujemy, że to będzie ciężka przeprawa" - opowiadali na Instagramie. W końcu udało im się przekroczyć granicę między Iranem a Turcją.
Natalia i Norbi, autorzy profilu 7wanderlegs na Instagramie na bieżąco relacjonują swoją podróż po Bliskim Wschodzie. W chwili nasilenia ataków rakietowych znajdowali się w Arabii Saudyjskiej. Z początku planowali tam przeczekać tę niepewną sytuację, twierdząc, że jest tam bezpiecznie. Ostatecznie jednak podjęli decyzję o ewakuacji do Turcji.
Zobacz też: Szalone pomysły ucieczki - trasa liczy 6 tys. km. "Między teorią a praktyką jest wielka różnica"
Polska para jechała kamperem z Arabii Saudyjskiej do Turcji
- Uciekamy kamperem z Bliskiego Wschodu. To brzmi jak jakiś film akcji. Ale taka jest rzeczywistość. Podjęliśmy decyzję, że jedziemy przez Kuwejt, ponieważ mamy informację, że granica Kuwejtu z Irakiem jest otwarta. Przez Jordanię mielibyśmy 400 km mniej, ale zdecydowanie więcej obaw - relacjonowali w w mediach społecznościowych we wtorek 3 marca. - Przede wszystkim Jordania graniczy z Izraelem i leży nieopodal Libanu, który też włączył się do wojny. Poza tym droga przez Jordanię prowadzi przez Pustynię Syryjską, która nie należy do najbezpieczniejszych i jedzie się tam w konwoju. Do pokonania mamy ok. 2,4 tys. km i docelowo chcemy dojechać do Turcji - wyjaśniali w zamieszczonym w sieci materiale.
Musisz pamiętać przed podróżą. Ekspert mówi, jak zadbać o bezpieczeństwo
Od tamtej pory nieprzerwanie przemierzali trasę, która wiodła przez Arabię Saudyjską, Kuwejt i Irak. Po drodze napotykali rozmaite problemy - od kłopotów z kupnem wizy do Iraku w formule online, przez brak dostępności diesla na niektórych stacjach benzynowych, liczne kontrole paszportowe, fatalną jakość dróg, które zdecydowanie spowalniały jazdę kamperem, aż po bezpośrednie zagrożenie działaniami militarnymi tuż przy irackiej granicy.
- Nie ma szans, żebym ja zasnął. Gacie pełne - mówił Norbi, gdy znajdowali się w Kuwejcie, gdzie policja nocą kazała zmienić im miejsce postoju.
W czwartek 5 marca para wjechała do Iraku, gdzie również musiała zmierzyć się z szeregiem niedogodności. - Szkoda, że nie mogę wam tego pokazać. Żołnierze, karabiny, czołgi. Ale to dla własnego bezpieczeństwa. Nie można tego nagrywać. Jest nawet przekreślony aparat - relacjonowała Natalia.
Parze z Polski udało się wjechać do Turcji
Ostatecznie w piątek 6 marca Natalia i Norbi poinformowali, że dotarli do Turcji. Ich podróż trwała cztery dni i liczyła blisko 2,4 tys. km.
"Po drodze przekroczyliśmy 4 granice (w tym z Kurdystanem Irackim), na których spędziliśmy łącznie około 9 godzin. W samym Iraku czekało na nas jeszcze jakieś 10 checkpointów. Drogi bywały naprawdę ciężkie, dlatego ogromne ukłony dla naszego Ducato, które dzielnie dało radę! Euforia pozwalała nam jechać dalej, ale organizm w końcu zaczął się upominać o swoje, brak apetytu, bezsenność i żołądkowe rewolucje dały się we znaki" - czytamy w opublikowanym poście.
Natalia i Norbi planowali z Turcji udać się do Gruzji. Obecnie jednak nie są do końca pewni, w którą stronę pojadą. W Turcji, jak twierdzą, pogoda nie jest zbyt zachęcająca. W miejscu, w którym przekroczyli granicę, temperatura wynosi kilkanaście st. C.