W tej krainie można się zatracić. Nawet jeśli nie masz muzycznego słuchu
O tym mieście słyszał każdy. W końcu to stolica polskiej piosenki. Znacznie mniej osób Opole widziało. No chyba że są to muzyczne gwiazdy. Te odwiedzają festiwalowe miasto regularnie i zawsze wyrażają się o nim w samych superlatywach. Postanowiłam pójść ich śladem i sprawdzić, co takiego ma w sobie Opole.
Przygotowując się do wyjazdu, zaczęłam się zastanawiać, dlaczego, jeżdżąc regularnie po Polsce, nigdy wcześniej nie byłam w Opolu. I czy tylko ja tak skutecznie je omijałam? Zrobiłam szybką sondę wśród znajomych i okazało się, że takich jak ja jest wielu. Ktoś przez Opole przejeżdżał, ktoś pod nim nocował w drodze do Niemiec. Jedna koleżanka była na festiwalu, inna wysiada tam na dworcu, bo pod Opolem rodzinę. Tylko jedna z kilkunastu osób, z którymi rozmawiałam, pojechała do Opola tak po prostu i była zachwycona.
To nie bajka. Najpiękniejsze, kolorowe jeziora w Polsce
Opole ma silną konkurencję. W promieniu 100 km znajdują się Wrocław i Częstochowa. Niewiele dalej Katowice i Kraków. Przy takich sąsiadach trudno się przebić. Po wizycie w Opolu myślę jednak, że czasem warto zejść z utartych szlaków, bo to muzyczne miasto kryje mnóstwo ciekawych miejsc, a jest znacznie mniej zatłoczone i bardziej dostępne cenowo od turystycznych gigantów.
Być jak gwiazda!
Jak Opole, to oczywiście Krajowy Festiwal Polskiej Piosenki. Większość z nas ma takie właśnie skojarzenie i nie ma powodów, by od niego uciekać. Tym bardziej że władze miasta i jego mieszkańcy cenią markę festiwalu i tworzą wokół niego mnóstwo ciekawych inicjatyw, które na stałe wpisują się w opolski krajobraz.
Przystanków na muzycznym szlaku Opola są dziesiątki - od murali przedstawiających związanych z festiwalem artystów, przez ukryte w różnych zakątkach miasta pomniki czy nietypowe instalacje, po słynny amfiteatr i absolutnie wyjątkowe Muzeum Polskiej Piosenki. Nie jestem szaloną fanką festiwalu, a naprawdę byłam zachwycona.
Wędrówkę zaczęłam od wysokiego c - wizyty w słynnym opolskim amfiteatrze. Jako antytalent wokalny nigdy nie marzyłam o tym, by stanąć na scenie – ani opolskiej, ani jakiejkolwiek innej. Nie śpiewam pod prysznicem do butelki szamponu i w Opolu też nie naszła mnie taka pokusa. Jednak możliwość zobaczenia od środka tego, co od dziecka oglądałam za pośrednictwem telewizora, była niesamowita. Nie tylko sceny i widowni, które w telewizji wydają się znacznie większe, ale także zaplecza.
Łatwo sobie wyobrazić, jak te wszystkie korytarze i garderoby w trakcie festiwalu tętnią życiem. Jak Maryla Rodowicz przebiera się przed występem, a artyści przygotowujący mój ulubiony opolski koncert wszechczasów, poświęcony pamięci Agnieszki Osieckiej "Zielono mi", prowadzą ostatnie rozmowy przed wyjściem na scenę. To naprawdę magiczne miejsce, w którym czuje się historię ostatnich sześciu dekad.
Miasto utkane z muzyki
Chyba jeszcze większe wrażenie zrobiło na mnie Muzeum Polskiej Piosenki. To interaktywna wystawa, wykraczająca poza ramy samego festiwalu. Dla fanów polskiej muzyki to miejsce jest prawdziwą pułapką. Można się tu poczuć jak Odyseusz w krainie Lotofagów, tylko to nie owoce lotosu sprawiają, że zapominamy o reszcie świata, a zgromadzone w muzeum tysiące godzin nagrań - piosenek, filmów, rozmów z twórcami, dzięki którym możemy odbyć niesamowitą podróż w czasie.
Atrakcji w muzeum jest oczywiście znacznie więcej. Na wystawie można zobaczyć kultowe stroje, a nawet wirtualnie je przymierzyć. Można wejść do studia nagrań, obejrzeć wystawy płyt i poznać historię ich tworzenia. Można samemu nagrać próbkę swojej piosenki. Można tu po prostu utonąć w krainie muzyki i naprawdę zapomnieć o całej reszcie świata.
Amfiteatr i muzeum to zdecydowanie dwie największe atrakcje muzycznego szlaku. Można od nich zacząć albo zostawić je sobie na koniec – jako wisienkę na torcie, kiedy odwiedzimy już Ewę Demarczyk przy Stawku Zamkowym, obejrzymy murale przedstawiające Annę Jantar, Krzysztofa Krawczyka, Andrzeja Nowaka, Zbigniewa Wodeckiego i Michała Bajora czy przejdziemy się opolską Aleją Gwiazd nieopodal miejskiego ratusza. Bez względu na to, jaką decyzję podejmiemy i czy postanowimy poszukać wszystkich muzycznych atrakcji Opola czy wybierzemy tylko niektóre - jednego miejsca nie możemy przegapić. To Skwer Artystów na Wzgórzu Uniwersyteckim.
W przepięknie zaaranżowanym malutkim parku swoją cichą przystań znaleźli wielcy polscy twórcy. Można przyłączyć się do prowadzących wieczny dialog Agnieszki Osieckiej i Wojciecha Młynarskiego albo przysiąść do zamyślonego Marka Grechuty. Tuż obok odpoczywają dystyngowani Starsi Panowie, czyli Jeremi Przybora i Jerzy Wasowski. W kameralnym zaułku znajdziemy też Czesława Niemena i innych wybitnych artystów. Magiczne miejsce.
Nie tylko festiwal
Choć od wielu lat to polska piosenka jest symbolem miasta, Opole ma przeszło 800-letnią historię i może zaoferować turystom wiele wspaniałych atrakcji. Przede wszystkim to piękne miasto – wystarczy wyjść na rynek czy przejść się deptakiem, usiąść w jakiejś kafejce i cieszyć się życiem. Nogi z pewnością zaniosą nas nad Stawek Zamkowy, gdzie wieczorami można obejrzeć piękne pokazy fontann, oczywiście przy muzyce, a nawet obejrzeć legendy w formie animowanych bajek, wyświetlane na wodnej kurtynie nad stawem.
Koniecznie trzeba też zobaczyć abstrakcyjną fontannę z kolorowej mozaiki na placu Wolności i przejść historycznym mostem Groszowym, bardziej znanym jako most Zielony lub most Zakochanych. Dziś nie pobiera się już na nim opłat (stąd nazwa Groszowy), za to zakochani przynoszą na niego kłódki z wygrawerowanymi imionami i przypinają je na balustradach na pamiątkę łączącego ich uczucia.
Warto też spojrzeć na miasto z góry, przy okazji poznając jego wielowiekową historię. Miejscem, które najlepiej się do tego nadaje, jest wieża Piastowska, jedyna pamiątka po wyburzonym w XX w. średniowiecznym zamku. Zwiedzanie XIII-wiecznej wieży zajmuje około 30-40 minut. Przez kolejne piętra oprowadza nas przewodnik, a jego barwne opowieści, połączone z pokazami wewnątrz okrągłej budowli z pewnością przypadną do gustu dzieciom. Zwieńczeniem wspinaczki jest wspaniały widok na miasto i jego okolice, a także na symbol Opola, od którego zaczęłam zwiedzanie miasta - słynny opolski amfiteatr.
Niezależna opinia redakcji. Materiał powstał podczas wyjazdu prasowego na zaproszenie prezydenta miasta Opole.