Trwa ładowanie...
dusy93z

Wichury zmieniły Bory Tucholskie nie do poznania. "Brak gości będzie kolejnym dramatem"

Bory Tucholskie od lat są jednym z najchętniej odwiedzanych przez turystów regionów kraju. Żyjący z turystyki mieszkańcy obawiają się, że tego lata gości może jednak zabraknąć. Zeszłoroczne wichury zniszczyły gigantyczne połacie lasu, zmieniając krajobraz nie do poznania.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Brda już jest uprzątnięta i bez obaw można organizować spływy
Brda już jest uprzątnięta i bez obaw można organizować spływy (Magda Popek)
dusy93z

W wyobraźni Polaków ciągle żywe są doniesienia o ofiarach huraganu, zniszczonych domach i gospodarstwach. Wielu nie wyobraża sobie relaksu w miejscu, gdzie tak niedawno doszło do tragedii. Jednak dla mieszkańców tych terenów, żyjących w dużej mierze z turystyki, brak gości będzie kolejnym dramatem.

- Rok temu straciłem większość lasu. Padły piękne, stare drzewa. W ich miejsce posadzimy nowe, ale zanim odrosną i las będzie wyglądał jak dawniej, miną dziesiątki lat. Dziś jednak bardziej martwi mnie to, że choć już prawie maj, nie ma żadnych zapytań od turystów. Nikt nie planuje przyjazdu na majówkę, czy do pokoi czy na pole. Nikt nawet nie pyta o kajaki czy rowery wodne. Jeśli mieszkańcy innych części Polski się od nas odwrócą, wielu ludzi, którzy tak jak ja, żyją przede wszystkim z turystyki, będzie musiało zmierzyć się nie tylko z utratą lasu czy zniszczeniami w gospodarstwie, ale też zwyczajnie z brakiem środków do życia - opowiada Piotr Szulc, z małej miejscowości Czernica k. Brus, gdzie prowadzi gospodarstwo turystyczne, pole kempingowe i wynajem wodnego sprzętu sportowego.

Magda Popek
Podziel się

Do Czernicy przyjeżdżam od urodzenia. Miejsce to odkrył mój tata, gdy jako 7-letni harcerz trafił do tych lasów na obóz. Pokazał je swoim rodzicom i tak, od blisko 60 lat, ten kawałek Borów Tucholskich stał się drugim domem dla mojej rodziny. Przez lata przyjeżdżaliśmy tu z namiotem. Potem pojawiła się maleńka przyczepa kempingowa - Niewiadów 126 B, która w latach 80 była dla polskiego turysty tym, czym dla typowej rodziny w owych czasach, jej motoryzacyjny odpowiednik czyli - Fiat 126 p.
Domek z Niewiadowa wiernie służył nam przez ponad 30 lat. Jednak rodzina się powiększa, a domek nie chciał. Postanowiliśmy więc pójść z duchem czasu i zaprosić do lasu odrobinę luksusu.

Archiwum prywatne
Podziel się

Wymarzony "holender" zajechał do Czernicy w czerwcu. Spędziliśmy w nim sporą część lata i obowiązkowo wszystkie weekendy. 11 sierpnia byliśmy jednak w Gdańsku. W piątek pracowałam do nocy i zwyczajnie nie miałam już siły jechać 100 kilometrów do lasu.

dusy93z

W sobotę obudził mnie telefon. O 5:30 rano. Dzwonił syn właściciela lasu. Wiadomości dobre i złe. Las zniszczony. Domek przecięty na pół przez dwa drzewa. W podobnej sytuacji jeszcze kilkudziesięciu właścicieli kamperów, domków i namiotów na nieodległym polu namiotowym. Ale poza strachem i kilkoma zadrapaniami, nikomu nic się nie stało.

Magda Popek
Podziel się

W pierwszym odruchu chciałam natychmiast wsiąść w samochód. Zobaczyć nasz nowy domek, którego już nie ma. Pomóc gospodarzom, z którymi przyjaźnimy się od zawsze… coś zrobić. Ale usłyszałam tylko: "Magda, daj spokój. Nawet tu nie dojedziesz. Nie tylko w lesie. Nieprzejezdne są drogi w całym regionie."

Czekaliśmy trzy dni, by móc dojechać choć w okolice "naszego lasu". Pojechaliśmy z ręcznymi piłkami dla amatorów. Z domku została połowa. Z lasu jeszcze mniej. I tego prywatnego i państwowego, i lasów mijanych po drodze.

Magda Popek
Podziel się

Na miejscu spotkania z ludźmi, którzy jak my przyjeżdżają tu od dziesięcioleci. Wielu z nich w czasie nawałnicy było na miejscu. Cudem - patrząc, gdzie trafiły drzewa - nikt jednak nie ucierpiał. Reakcje na gorąco były różne. Część osób deklarowała, że do Czernicy już nie wrócą. Inni, jak my, wrócili od razu, żeby choć trochę pomóc w uprzątaniu gałęzi i innych lżejszych pracach, które nie wymagają specjalistycznych umiejętności i narzędzi.

Mi przy okazji tych rozmów, natychmiast przypomniała się scena z filmu "Świat według Garpa", gdy awionetka rozbija się o dom, który właśnie oglądają przed zakupem bohater z żoną. Garp natychmiast decyduje, że kupują ten dom, no bo jakie jest prawdopodobieństwo, że samolot spadnie na ten sam budynek dwa razy?
Przez ponad pół wieku, a sądząc po drzewostanie znacznie dłużej, ten cichy zakątek Borów Tucholskich był bezpieczną, spokojną ostoją dla ludzi i zwierząt. Jakie jest prawdopodobieństwo, że znów dojdzie do tragedii właśnie tu? I czy jedna dramatyczna noc, a właściwie godzina, bo tyle czasu przechodziła nawałnica, może przekreślić miłość do miejsca, z którym wiąże się tak wiele pięknych wspomnień?

Magda Popek
Podziel się

Nie wszyscy turyści przyjeżdżają jednak do Borów Tucholskich, wiedzeni sentymentem czy miłością do zapachu żywicy. Co ich może przekonać, by wrócili w to miejsce, mimo zniszczeń, dramatycznie zmienionego krajobrazu i przede wszystkim wciąż obowiązujących w wielu miejscach zakazów wejścia do lasu?

dusy93z

- Choć zabrzmi to niedelikatnie, mam nadzieję, że ludzie zechcą zobaczyć na własne oczy miejsca, które niespełna rok temu oglądali w telewizyjnych relacjach. I nie mam tu na myśli niezdrowej ciekawości czy wścibstwa, tylko naturalną chęć przekonania się jak ogromną siłą dysponuje natura. Jak w kilkadziesiąt minut jest w stanie unicestwić coś, co trwało tu od dziesiątek, czy setek lat - mówi Piotr Szulc. - Z drugiej strony nasz region wciąż pozostał zielony i piękny. Wiele osób myśli, że Bory Tucholskie zniknęły, zmieniły się w pustynię. Nieprawda. Ocalało wiele pięknych miejsc, które warto odwiedzić.

archwium prywatne
Podziel się

Gospodarz ma też dobre wiadomości dla osób, które boją się, że przyjeżdżając do krainy "zakazów", będą skazani na siedzenie w pokoju. - Absolutnie nie. W lasach wciąż trwa wycinka i wielkie sprzątanie, stąd zakazy, których dla własnego bezpieczeństwa, a także ze względu na potencjalne kary finansowe, należy przestrzegać. Jednak wszyscy robimy co w naszej mocy, by przygotować się do sezonu. W lasach są już otwarte ścieżki rowerowe i szlaki piesze, a pola kempingowe wysprzątane i gotowe na przyjęcie gości. Brda, która przez pewien czas była zatarasowana drzewami, też jest już uprzątnięta i bez obaw można organizować spływy. Można też się kąpać, pływać na rowerach wodnych, łowić ryby… Właściwie poza spacerami po lesie, nie ominie nas żadna atrakcja - dodaje Piotr Szulc.

Jego słowa można łatwo potwierdzić zaglądając na stronę internetową parku. W ostatnim komunikacie z dnia 26 marca 2018 roku możemy przeczytać, że "Park Narodowy Bory Tucholskie z przyjemnością informuje o otwarciu zdecydowanej większości szlaków i ścieżek dydaktycznych".

Shutterstock.com
Podziel się

Do spędzenia letniego urlopu czy wiosennych weekendów w Borach Tucholskich zachęcają wszyscy - od prywatnych osób i przedsiębiorców, związanych z turystyką w regionie, po samorządy czy lokalne władze. Zaprasza też syn pana Piotra - Paweł Szulc, który w ubiegłym sezonie - dwa miesiące przed wichurą, otworzył w Czernicy restaurację serwującą dania przygotowywane z darów tego regionu. Na talerzach gościły grzyby z tutejszych lasów, dziczyzna, z której słynie region i lokalne ryby, a dodatki bazowały na hodowanych w ogrodzie zioła i leśnych owocach.

dusy93z

- Wszyscy boimy się, że tego lata turyści do nas nie przyjadą, co będzie kolejną po zeszłorocznej wichurze, tragedią dla mieszkańców. Ale nie można się poddawać. Ja w czerwcu, normalnie otwieram bramy Restauracji Młyn i mam nadzieję, że mimo pesymistycznych prognoz, stoliki nie będą stały puste - mówi z przekonaniem. - Wiele osób po tej tragedii pytało, w jaki sposób może nam pomóc. Moja odpowiedź jest prosta - nie rezygnujcie z wizyt w Borach Tucholskich. Przyjeżdżajcie, odpoczywajcie, korzystajcie z atrakcji, które dla Was przygotowujemy. Dzięki temu będziemy mogli normalnie funkcjonować i odbudować to, co straciliśmy - mówi.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Zobacz także: Niedoceniany zakątek Europy

dusy93z

Podziel się opinią

Share

dusy93z

dusy93z